Rolnicy są wściekli na nowe przepisy, które - jak uważają - przyniosą korzyści dużym prywatnym nabywcom kosztem producentów - podaje agencja Reutera. Od ponad dwóch miesięcy dziesiątki tysięcy rolników obozuje na terenach protestów, na obrzeżach indyjskiej stolicy.

Planowana parada traktorów, która odbyła się we wtorek 26 stycznia, w Dzień Republiki, przerodziła się w brutalny protest, gdy niektórzy demonstranci zboczyli z wcześniej ustalonych tras, zburzyli barykady i starli się z policją, która próbowała ich powstrzymać gazem łzawiącym.

Od tamtej pory kilkakrotnie wybuchały sporadyczne starcia między protestującymi, policją i grupami wykrzykującymi hasła przeciwko rolnikom.

Liderzy protestujących oświadczyli, że sobotni strajk głodowy, który zbiega się z rocznicą śmierci przywódcy indyjskiej niepodległości Mahatmy Gandhiego, pokaże Indusom, że jego uczestnicy są w większości pokojowi.

- Ruch rolników był pokojowy i będzie pokojowy - podkreślił Darshan Pal, lider Samyukt Kisan Morcha, grupy rolniczych związków zawodowych organizującej protesty. - Wydarzenia 30 stycznia zostaną zorganizowane, aby szerzyć wartości prawdy i niestosowania przemocy - zaznaczył.

W indyjskim rolnictwie zatrudnionych jest około połowy liczącej 1,3 miliarda mieszkańców populacji Indii; sektor rolny stanowi niemal 15 proc. gospodarki kraju o wartości 2,9 biliona dolarów.

- Niepokoje wśród około 150 milionów rolników będących właścicielami ziemskimi są jednym z największych wyzwań dla rządu premiera Narendry Modiego od czasu objęcia władzy w 2014 roku - zauważa Reuters.

Zdaniem protestujących rolników rządowa ustawa zlikwiduje państwowy system cen minimalnych i dopuści na rynek indyjskie korporacje, co postawi rolników w gorszej sytuacji. Premier Modi przekonuje jednak, że reformy uwolnią rolników od sztywnego systemu cen, a indyjskie konglomeraty zainwestują w potrzebną rolnictwu infrastrukturę.

Podczas 11 rund rozmów między związkami zawodowymi a rządem nie udało się przełamać impasu. Rząd zaproponował zawieszenie uchwalonych we wrześniu ub.r. ustaw na 18 miesięcy, ale rolnicy twierdzą, że nie zakończą protestów, dopóki nie zostaną one całkowicie uchylone.