Sąd pierwszej instancji kilka miesięcy temu sprawę wobec strażnika leśnego warunkowo umorzył, ale pokrzywdzonemu zasądził 4,6 tys. zł jako naprawienie szkody i 3 tys. zł zadośćuczynienia. Kwoty te kwestionuje pełnomocnik poszkodowanego mężczyzny - fotografa, który w trakcie protestów aktywistów ekologicznych dokumentował te akcje w Puszczy Białowieskiej. Chce m.in. 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Sprawa dotyczy akcji blokowania harvesterów (maszyn do wycinki drzew), która miała miejsce 27 lipca 2017 roku na terenie kompleksu leśnego koło wsi Przechody niedaleko Hajnówki. Prokuratura zarzuciła jednemu z interweniujących tam strażników leśnych, że - działając nieumyślnie - doprowadził do urazu w ten sposób, iż popchnął - odwróconego do niego plecami - mężczyznę, który przewrócił się doznając poważnej kontuzji kolana (uszkodzenie łąkotki i naderwanie więzadła).

Najpierw w tej sprawie zapadł wyrok w trybie nakazowym, ale po złożeniu sprzeciwu przez obrońcę, proces w pierwszej instancji odbywał się w normalnym trybie. Apelację od nieprawomocnego wyroku złożył tylko pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, czyli mężczyzny, który doznał kontuzji. To fotograf przyrody, który przez kilka miesięcy był w miejscu protestów (działał tam wtedy tzw. Obóz dla Puszczy, założony przez aktywistów ekologicznych - przeciwników wycinki w Puszczy Białowieskiej), dokumentując przebieg protestów i blokad ciężkiego sprzętu.

W swojej apelacji pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego zakwestionował sposób i kwotę wyliczenia przez sąd w Hajnówce wysokości naprawienia szkody w całości i zadośćuczynienia. W jego ocenie, właśnie to, iż sąd uznał, że szkoda została naprawiona w całości w kwocie 4,6 tys. zł, zamyka drogę do ewentualnych roszczeń w przyszłości, np. związanych z koniecznymi przyszłymi operacjami kolana czy rehabilitacją. Chce też nie 3 tys. zł, a 10 tys. zł zadośćuczynienia.

Mec. Maciej Jakub Skalski mówił, że krzywdzące dla jego klienta jest to, że wyrok sądu ogranicza mu możliwość dochodzenia kolejnych pieniędzy w ramach naprawienia szkody w sytuacji, gdy nadal odczuwa on dolegliwości i nie są wykluczone kolejne zabiegi. Cytował wyjaśnienia pokrzywdzonego złożone przed sądem pierwszej instancji, dotyczące dolegliwości po kontuzji, co zakończyło się operacją.

- Przed tym zdarzeniem byłem bardzo sprawny, skoczny, potrafiłem wyjść do lasu rano i wrócić w nocy, od tamtego czasu (...) takie długie spacery powodują, że boli mnie kolano, już się z tego nie wyleczę. Nie mogę chodzić na długie dystanse, ani realizować swoich planów zawodowych i fotograficznych - mówił pokrzywdzony.

Obrońca oskarżonego strażnika leśnego Wojciech Błaszczyk argumentował, że ten wyrok nie zamyka drogi cywilnej do ewentualnych dalszych roszczeń. Zwracał uwagę, że jego klient działa w ramach odpowiedzialności pracownika (za szkody wyrządzone przez pracownika odpowiada pracodawca, w tym przypadku Lasy Państwowe, ubezpieczone od odpowiedzialności cywilnej).

Mówił przy tym, że fotograf kontuzji doznał w lipcu 2017 roku, ale do listopada tego roku "czynnie uczestniczył w protestach na terenie puszczy".

- Celem osób protestujących było przykucie się do przejeżdżającego harvestera (...). Działamy w warunkach leśnych, tu trzeba mieć trochę wyobraźni, żeby sobie powiedzieć, jeżeli ja w takim momencie, w taki sposób protestuję i chcę się przykuć do przejeżdżającego harvestera, to ja narażam się na niebezpieczeństwo (...). Ja nie mówię, że pan pokrzywdzony chciał, żeby stała mu się krzywda, ale wydaje się, że zabrakło mu troszkę zwykłej wyobraźni, że przy takich protestach mogą zdarzyć się nadzwyczajne sytuacje - mówił, przywołując rzymską zasadę prawniczą "volenti non fit iniuria" (chcącemu nie dzieje się krzywda).

Wyrok ma być ogłoszony 5 sierpnia.