Edward Kosmal to obecnie najpopularniejszy rolnik z Pomorza Zachodniego. Trud przewodniczącego, który od kilku lat organizował protesty w obronie polskiej ziemi, został w końcu nagrodzony. We wtorek rząd przyjął projekt ustawy, który na 5 lat wstrzymuje sprzedaż państwowej ziemi. Spełniono także drugi ważny postulat strajkujących. Podstawą działalności ANR mają być dzierżawy, które jeszcze kilka miesięcy temu prezes Agencji Rynku Rolnego starał się ograniczyć. Kosmal, który jest barwną postacią w zachodniopomorskim środowisku, otrzymał jeszcze jedną nagrodę, o której teraz  mówi cała Polska. Właśnie został członkiem rady nadzorczej… Polskiego Radia w Szczecinie.

farmer.pl: Jest Pan zaskoczony zamieszaniem wokół Pańskiej osoby?

Edward Kosmal: Moim zdaniem niepotrzebnie robi się z igły widły. Jestem bardzo zaskoczony. Nie rozumiem zdziwienia, że rolnik pełni taką funkcję. W Polsce wciąż powszechne jest nieaktualne i często krzywdzące spojrzenie dotyczące wsi i jej mieszkańców. Słyszy się, że rolnik nie może tego czy tamtego. A dlaczego? Wcale nie wstydzę tego, że mam w gospodarstwie świnie czy bydło. Na wsi jest wiele wykształconych i zdolnych osób. Ludzie zapominają o tym, że trzykrotnie naszym premierem był Wincenty Witos, który także pochodził ze wsi - osoba niezwykle światła i zasłużona dla naszego kraju. Podkreślam, że nie liczy się to, skąd człowiek jest, tylko doświadczenie, a ja mam i wykształcenie, i wieloletnie doświadczenie. Uważam, że to, co się teraz dzieje, ta cała nagonka wynika z jednego - moja działalność w obronie polskiej ziemi naruszyła wielkie interesy sporej grupy osób, dlatego teraz się na mnie mszczą.

farmer.pl: Proszę zatem przedstawić nam swoje doświadczenie. Czy ma Pan coś wspólnego z radiem?

E.K.: Nie trzeba być wybitnym radiowcem, aby być członkiem rady nadzorczej. Przede wszystkim należy znać się na zadaniach, jakie te rada spełnia. Od trzech kadencji jestem wiceprzewodniczącym rady gminy, mam 25-letnie doświadczenie w pracy w samorządach lokalnych. Poza tym w przeszłości przez trzy lata byłem już w radzie nadzorczej.

farmer.pl: Jak do tego doszło, że zaproponowano Panu funkcję członka rady nadzorczej?

E.K.: Dostałem zapytanie z ministerstwa, czy byłbym zainteresowany funkcją członka rady nadzorczej w szczecińskim oddziale Polskiego Radia. Pytano się również, czy mam ukończone kursy potrzebne do wykonywania tego typu obowiązków. W 2000 roku skończyłem stosowny kurs. Dodam, że zaliczyłem go na ocenę celującą. A poza tym przez trzy lata byłem wiceprzewodniczącym rady nadzorczej cukrowni w Kluczewie.

farmer.pl: Wszyscy widzieliśmy, jak głębokie zmiany w TVP  przeprowadziła nowa ekipa rządząca. Czy pracownicy radia w Szczecinie też powinni drżeć o swoje stanowiska?

E.K.: Od oceny merytorycznej są jego słuchacze. Mogę wszystkich uspokoić: nie zamierzam robić rewolucji, jestem pragmatykiem i nie będę podejmować pochopnych decyzji. Dobrze się znam z moimi współpracownikami. Myślę, że współpraca będzie się dobrze układała. Polskie Radio bardzo rzetelnie przedstawiało informacje dotyczące protestów. Jeśli chodzi o to, w jakim kierunku ma iść Polskie Radio, to podobnie jak w TVP powinniśmy postawić akcent na patriotyzm, na to, by media były narodowe.

farmer.pl: Zastanawiam się, jak taki wielkoobszarowy rolnik jak Pan znajdzie jeszcze czas na pracę dla Polskiego Radia?

E.K.: Proszę się tym nie przejmować. Nie muszę tam być codziennie. Spotkania w radzie będą się odbywać cykliczne - co miesiąc. Oczywiście, będę sumiennie wykonywał obowiązki, które należą do członka rady nadzorczej.

farmer.pl: Jak Pana zdaniem zmieniła się sytuacja rolników od czasu, kiedy Polską rządzi PiS?

E.K.: Przede wszystkim zmieniło się podejście do rolników, polskiej wsi i ważnych dla nas spraw. Te poprzednie osiem lat doprowadziło do wielkiego kryzysu na wsi. Możemy tu wymienić znaczne ograniczenie produkcji mleka, trzody chlewnej, ziemniaków skrobiowych czy buraka cukrowego. Dziś te produkty są skupowane poniżej progu opłacalności. Poza tym cały przemysł przetwórczy nie jest w polskich rękach. Dziś mamy spore problemy z pośrednikami, którzy na nas zarabiają. Szansą, by ukrócić działanie pośredników, jest choćby sprzedaż bezpośrednia.

farmer.pl: Strajkowaliście też m.in. przeciwko nierównemu traktowaniu polskich rolników w kontekście różnic w Europie w dopłatach do gruntów rolnych. Nic nie wskazuje na to, by to się zmieniło. Czy zatem możemy się spodziewać kolejnych strajków?

E.K.: Niestety, nie ma solidarności europejskiej. Nie zamierzamy wychodzić na ulice. Na razie trwa dialog z obecnym rządem. Nie mamy też prawa narzekać na ministra Jurgiela, który również jest otwarty na rozmowę z nami i innymi związkami rolniczymi.

farmer.pl: Skąd Pański pomysł, by ubiegać się o fotel senatora z listy PiS-u. Wielu rolników odebrało to, jako brak wiarygodności z Pana strony. A protesty nagle przybrały wymiar polityczny.

E.K.: Jestem szefem rady wojewódzkiej związku, twarzą PiS-u i faktycznie utożsamiam się z nim, ale nie jestem członkiem partii. Nie zaprzeczam temu. Tak mi jest wygodniej. Jednocześnie muszę jasno zaznaczyć, że protesty nigdy nie miały wymiaru politycznego. Walczyliśmy tylko o swoje prawa, by sytuacja ekonomiczna na polskiej wsi w końcu się poprawiła.

farmer.pl: Rozumiem, że ten bój z Agencją Nieruchomości Rolnych uznajecie za zakończony.

E.K.: Tak i mamy powody do zadowolenia. Dyrektorem oddziału terenowego w Szczecinie nie jest wcale polityk PiS-u (przyp. red.: Jan Białkowski), tylko osoba bezpartyjna, która ma bardzo wysokie kwalifikacje. Teraz współpraca z rolnikami się układa, tylko aby wszystko zatrybiło, potrzebna jest zmiana prawa.

farmer.pl: Dziękuję za rozmowę.