Według Mączyńskiej, wojna w Ukrainie uwidoczniła wiele nieprawidłowości współczesnego świata. - Po pierwsze, dowiodła, że powiązania biznesowe nie wystarczą do zapewniania bezpieczeństwa kraju, a po drugie - że europejskie poczucie dostatku i bezpieczeństwa nie musi być wieczne - wskazała.

Jej zdaniem, jednym z największych problemów z jakim przyjdzie nam się zmierzyć jest luka jak powstaje na światowym rynku żywności po zablokowaniu portów na Morzu Czarnym i drastycznemu ograniczeniu eksportu zbóż, kukurydzy czy oleju słonecznikowego z Ukrainy. Przypomniała, że Ukraina to największy pod względem powierzchni kraj w Europie, poza Federacja Rosyjską, a ponad połowę jej terytorium to urodzajne gleby. Z badań i statystyk międzynarodowych wynika, że Ukraina znajduje się w światowej czołówce eksporterów zbóż i roślin oleistych; była np. absolutnym światowym liderem pod względem produkcji oleju słonecznikowego i głównym dostawcą pszenicy do wielu krajów, np. do Egiptu.

- Luka jaka powstała na rynku w wyniku wojny już spowodowała znaczący wzrost cen żywności, a zgodnie z prognozami analityków, trend ten jeszcze się nasili, co odczują zwłaszcza kraje mniej zamożne - powiedziała Mączyńska. Wskazała, że z apogeum niedostatku należy się liczyć w 2023 r. - W tym roku jeszcze są zapasy, ale w przyszłym roku te rezerwy się skurczą i dopiero w 2024 można liczyć na poprawę. Pod warunkiem, że wojna się skończy - zaznaczyła.

W ocenie ekonomistki SGH, aby uchronić kraje biedniejsze przed głodem, "należy wykluczyć absurdy w zarządzaniu żywnością na świecie". Przypomniała, że już przed wojną w Ukrainie, na świecie głodowało 700-800 mln ludzi, podczas gdy marnowało się około 30 proc. wyprodukowanego jedzenia.

Z szacunków Instytutu Ochrony Środowiska wynika, że w Polsce marnuje się ok. 5 mln ton żywności rocznie, w UE (dane KE) - 90 mln ton, natomiast światowe marnotrawstwo przekracza 1,3 mld ton. - Np. amerykańskie sieci handlowe wyrzucają ok. 50 proc. sprzedawanej żywności tylko dlatego, że mija lub zbliża się termin przydatności do spożycia - wskazała Mączyńska.

Podkreśliła, że marnotrawstwu jedzenia sprzyjają absurdalne regulacje podatkowe i przepisy sanitarne, które - jak zaznaczyła - "często są tworzone pod naciskiem różnych lobby". - Np. zakaz karmienia świń resztkami z restauracji czy stołówek jest efektem zabiegów branży paszowej - wskazała. Zauważyła też, że konsekwencją regulacji niesprzyjających żywnościowej racjonalizacji jest m.in. drastyczne pogorszenie jakości mięsa i ogólnie żywności wytwarzanej przez wielkie koncerny spożywcze, które - jak dodała - wyparły z rynku niewielkie gospodarstwa rodzinne.

- Dlatego powinno się zmienić obowiązujące regulacje, wprowadzając przepisy, które bardziej będą służyły racjonalnemu gospodarowaniu żywością, a nie jej marnowaniu - zaznaczyła Mączyńska. Jej zdaniem należy m.in. zlikwidować politykę limitów produkcji żywności, ograniczania areałów itp.

Dodała, że jeżeli nic z tym nie zrobimy, to kryzys żywnościowy może spowodować falę migracji z biedniejszych krajów afrykańskich i azjatyckich do bogatej Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych. Zaznaczyła też, że Europa, jak dowiódł kryzys migracyjny z 2015 r., z tym problemem sobie nie radzi.

Profesor Mączyńska wyraziła nadzieję, że kryzys wywołany wojną okaże się lekcją, z której świat wciągnie wnioski. Dodała, że "głód jaki w biedniejszych krajach prognozują eksperci świadczy o tym, że technologiczny postęp i gospodarka oparta na wiedzy nie równają się gospodarce opartej na mądrości".

Z danych GUS wynika, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych w maju 2022 r. wzrosły rdr o 13,9 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem o 1,7 proc. Najbardziej wzrosły ceny w kategoriach: żywność, energia, paliwa. W porównaniu do poprzedniego roku ceny żywności są już wyższe o 13,5 proc. r/r.

Według analityków Pekao SA szczyt cen żywności nastąpi pod koniec obecnego roku, gdy tegoroczne zbiory i towary rolno-spożywcze, nawożone drogimi nawozami, będą trafiać wtedy na rynek. Prognozują, że ceny żywności wzrosną wtedy o powyżej 20 proc. r/r.