Podczas Europejskiego Forum Rolniczego, które to wyjątkowo zamiast w Jasionce k. Rzeszowa odbyło się 30 czerwca br. w Warszawie miała miejsce polityczna debata dotycząca przyszłości polskiej wsi. Wzięli w niej udział obecny minister rolnictwa Henryk Kowalczyk z prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Dyskusję moderował były minister rolnictwa Artur Balazs.

- PiS i PSL to ugrupowania, które za sprawą swoich długoletnich rządów miały istotny wpływ na bieg zdarzeń w rolnictwie w ostatnim trzydziestoleciu i tak naprawdę odpowiadają za stan polskiego rolnictwa, który oceniam jako dobry – stwierdził na początku minister Balazs.

- Wszystkie sukcesy (na polskiej wsi – dop. redakcji) to oczywiście zasługa PiS, a wszystkie porażki to zasługa PSL – dodał w formie żartu wicepremier Kowalczyk.

Czym programy PiS i PSL różnią się od siebie?

- Jeśli chodzi o rolnictwo, wiele nas z PSL łączy. Wspólną cechą jest troska o gospodarstwa rodzinne, o rynek rolny, o należyte dochody rolników, ale też wspólne stanowisko wobec pomysłów UE. Na ogół głosowanie ustaw okołorolniczych proponowanych zarówno przez PSL, jak i PiS było zbieżne – kontynuował minister Kowalczyk.

Zaznaczył, że w rolnictwie tak już jest, że sieje jeden, a plony zbiera kto inny, ale polityka rolna, zwłaszcza programy wspólnej polityki rolnej muszą być kontynuowane w sposób ciągły, więc jest konieczność współpracy w tym obszarze, niezależnie od opcji politycznej.

Po tej wyjątkowo uprzejmej, jak na polskich polityków, wymianie zdań przyszedł jednak czas na bardziej nurtujące rolników tematy. Minister Balazs zapytał Henryka Kowalczyka m.in. o definicję gospodarstwa rodzinnego.

- PiS gospodarstwem rodzinnym definiuje gospodarstwo do 300 ha (ono jest nietykalne jeśli chodzi o dzierżawy i zakupy ziemi), ale bardzo mocno wspieramy i chronimy gospodarstwa mniejsze, tak by one nie znikały z rolnictwa – te 20-30 hektarowe – bo to one są najbardziej zagrożone – stwierdził minister Kowalczyk.

Artur Balazs zwrócił się jednak do wicepremiera z uwagą, że w jego ocenie gospodarstwa powyżej 50 ha są dyskryminowane przez państwo polskie, poprzez wyłączenia z różnego rodzaju programów pomocowych, mimo że to one, tak naprawdę produkują na rynek i odpowiadają za bezpieczeństwo żywnościowe naszego kraju i to one właśnie powinny być adresatem tej pomocy. – Dobrze by było, żeby w przyszłej perspektywie i działaniach Pana Premiera te gospodarstwa do 300 ha były traktowane jednakowo – dodał były minister rolnictwa.

– Dobrze, że jest takie miejsce jak Europejskie Forum Rolnicze, w którym można normalnie rozmawiać. I to jest plus, bo parlament dzisiaj takim miejscem nie jest – zauważył natomiast we wstępie Władysław Kosiniak-Kamysz, lider Ludowców.

Wracając do tego co łączy PiS i PSL w podejściu do polityki rolnej stwierdził, że tak naprawdę największe zasługi dla polskiej wsi nie ma ani jedna ani druga partia, ale polski rolnik, który utrzymał swoje gospodarstwo w trudnych czasach, który przeprowadził Polaków przez pandemię i który chce dziś nadal pracować w rolnictwie, mimo że niejednokrotnie musi poświęcić i zastawić swój majątek czy dorobek rodziny.

W ocenie Kosiniaka-Kamysza, rzeczywiście są takie obszary spraw rolniczych, gdzie udaje się je doprowadzić do końca ponad podziałami, jak na przykład kwestia emerytur rolniczych bez konieczności przekazywania gospodarstwa, której PSL był pomysłodawcą, a PiS wprowadził w życie.

- Ale dobrze by było, by te spontaniczne zrywy były na stałe wpisane w DNA polityków – dodał prezes Ludowców, bowiem w jego ocenie, jest wiele innych kwestii, które trzeba szybko rozstrzygnąć, bo atmosfera na wsi jest zła.

Jako jeden z pilnych problemów wymienił przede wszystkim sprawę eksportu zboża z Ukrainy.

- Trzeba pomagać Ukrainie, trzeba zrobić wszystko, aby to zboże trafiło do Afryki. Ale nie może ono zalewać polskiego rynku, chociażby dlatego, że jego jakość nie jest porównywalna i do tego niekonkurencyjna pod względem cenowym do zboża polskiego. Może trzeba wprowadzić kaucję, pobieraną w momencie przekraczania granicy i oddawaną, gdy zboże znajdzie się w Afryce? – zaproponował Kosiniak-Kamysz.

Walka z suszą, stepowieniem naszego kraju to kolejna kwestia, której trzeba pilnie, w ocenie Ludowców zaradzić, na przykład poprzez program retencji. Istotną sprawą jest też zdaniem Kosiniaka-Kamysza rozwój bioenergii w rolnictwie, w tym zwłaszcza biogazowni rolniczych, które w ocenie lidera PSL mogłyby wręcz uniezależnić nasz kraj od dostaw gazu z Rosji, a PiS – jak zaznaczył – nic z tym nie robi, choć ma ten temat wpisany w swoją strategię działań.

- To są te różnice między nami a PiS, że wiele spraw pozostaje w sferze deklaracji (jak choćby deklaracje związane z holdingiem spożywczym) a nie widać efektów – stwierdził Kosiniak-Kamysz.

Lider Ludowców poruszył też temat nawozów, ASF, szkód łowieckich i medycyny na wsi. Dodał, że PSL jest zawsze gotowe popierać dobre projekty, niezależnie od tego kto jest u władzy.

Ad vocem ministra Kowalczyka

- PiS realizuje swoje deklaracje – odpowiedział na uwagi prezesa PSL wicepremier Kowalczyk. – Choćby przywołana emerytura rolnicza. Jak wiem, że wszyscy o tym mówili, ale to myśmy wdrożyli tę ustawę. Wdrażamy też program Agroenergia, proszę zauważyć ile paneli słonecznych jest dziś na domach rolników. Jeśli chodzi o biogazownie – nasza wola jest, są zachęty i środki, ale tu każdy będzie się potykał o problem akceptacji społecznej dla ich budowy. Oczekiwanie efektów działania Krajowej Grupy Spożywczej w trzy tygodnie po jej powstaniu jest myślę, że przedwczesne a z drugiej strony mówić o jej planach dziś nie mogę, bo to są plany biznesowe. Przyjdzie czas na ocenę, boleję tymczasem nad tym, że przez ostatnie 30 lat wyprzedaliśmy polskie przetwórstwo. To nie PiS przysłużyło się do tego, że przetwórstwo i handel wielkopowierzchniowy jest nie w polskich rękach – stwierdził wicepremier.

- Nie sztuką jest zapowiadać, a realizować zapowiedzi. Tak było choćby z dopłatami do nawozów, skupem jabłek czy z rynkiem wieprzowiny. Mamy konkretne dokonania. Oczywiście, że może być lepiej, ocena i niepokój na wsi jest całkowicie zrozumiały, jesteśmy po pandemii a za miedzą jest wojna. O optymizm jest w tej sytuacji każdemu trudno – dodał Henryk Kowalczyk.

Nie ma synergii działania między PiS a komisarzem Wojciechowskim

Prezes Kosiniak-Kamysz wypomniał jednak wicepremierowi, że to PiS w 2016 r. zablokowało budowę wiatraków na lądzie, a w ostatnich dniach po raz kolejny z planu prac rządu wypadła tzw. ustawa wiatrakowa, która miała zlikwidować wprowadzony wówczas wymóg zachowania bardzo dużej odległości od zabudowań (10h) w przypadku nowych inwestycji. Wypomniał też, że od kwietnia br. na skutek wprowadzenia nowych uregulowań prosumenckich, nikt już na wsi paneli nie zakłada, bo to się nie opłaca.

Prezes Ludowców zarzucił też ministrowi Kowalczykowi brak skutecznej interwencji w Bielmleku, takiej która by pozwoliła dalej tej spółdzielni funkcjonować. W sprawie nawozów stwierdził, że wprowadzona dopłata do hektara była wykluczająca, a dopłata do tony nawozów byłaby dużo lepsza, bo – jak stwierdził - ci co mają hektary nie mają faktur, a ci co mają faktury nie mają hektarów.

- No i rzecz bardzo niepokojąca: stwierdzam, że nie ma synergii działania między wami, jako partią rządzącą w Polsce a komisarzem, którego delegowaliście do Europy – stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz.

Dodał, że obserwuje bardzo krytyczne wypowiedzi ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego (także z PiS) pod adresem Janusza Wojciechowskiego i się z nimi w pełni zgadza. W jego opinii, komisarz Wojciechowski powinien wyraźnie, w obliczu wybuchu wojny na Ukrainie powiedzieć: koniec, odchodzimy od strategii ograniczania produkcji w Europie. – Tego byśmy oczekiwali – stwierdził lider PSL.

PiS wyprowadzi Polskę z UE?

Prowadzący debatę Artur Balazs zagadnął ministra Kowalczyka przy okazji tematu związanego z komisarzem Wojciechowskim o inne kwestie związane z członkostwem Polski w UE.

- W Polsce jest bardzo duże poparcie i akceptacja naszej obecności w UE, a zwłaszcza wśród rolników – ponad 90%. W rządzie, który Pan reprezentuje jest jeden minister, reprezentujący małą frakcję, który podważa naszą obecność w UE i utrudnia kontakt i współpracę. Demoluje. Poparcie dla reformy wymiaru sprawiedliwości jest na poziomie 18%. Czy Pan, Panie Ministrze, nie powinien zwrócić swojemu koledze uwagi na to, że taki prawdziwy nasz interes, to dobra współpraca z UE i korzystanie z tej współpracy? – zapytał wicepremiera Kowalczyka Artur Balazs zaznaczając, że pyta w kontekście zablokowanych środków finansowych z KPO, które miały trafić w dużej części także do polskich rolników.

- To jest trudne pytanie, na które nie mogę publicznie odpowiedzieć. To, że jest tu różnica opinii i zdań, to jest naturalne – stwierdził bardzo dyplomatycznie Henryk Kowalczyk. – Pan Prezes Kosiniak-Kamysz zapewne doskonale wie, jak było w koalicji z PO, która była trudnym koalicjantem dla PSL, a mimo wszystko te dyskusje nie były zewnętrznymi dyskusjami – dodał.

Co do wiatraków i ustawy 10h:- Tak, zostało to ograniczone – kontynuował minister Kowalczyk. – Natomiast pamiętajmy, że wówczas beneficjentami nie byli rolnicy – zaznaczył. Jeśli chodzi szersze spojrzenie w tym kontekście, czyli rozwój obszarów wiejskich, minister przypomniał, że na obszary wiejskie trafiło ostatnio ok. 40 mld zł z „Polskiego Ładu” na drogi, wodociągi, kanalizację, świetlice, szkoły, środki zdrowia. – Tak więc mówienie, że nie troszczymy się o infrastrukturę na wsi jest trochę nie na miejscu – stwierdził wicepremier.

Trudna sprawa z dzierżawami

Niestety, minister Henryk Kowalczyk ze względu na obowiązki służbowe musiał zakończyć debatę nieco wcześniej. Tak więc z pytaniem Artura Balazsa m.in. o kwestię słuszności decyzji w kontekście trudnej dla dzierżawców ustawy, która zmusiła ich do wyłączenia swego czasu 30% gruntów spod użytkowania, a tych którzy tego nie zrobili pozbawiła praw do jakiegokolwiek przedłużania dzierżaw prezes Kosiniak-Kamysz musiał zmierzyć się sam.

- To nie była słuszna decyzja. Ja bym takiej decyzji nie podjął – stwierdził lider Ludowców.

Dodał, że w jego opinii, dalsze decyzje w kwestii rozwiązania tego problemu powinny być podejmowane nie w oparciu o głosy elektoratu, a na podstawie strategii wieloletniej opartej o interes wsi i szeroko pojętego rolnictwa. – Nie odpowiadają rządzący tylko za tych, którzy na nich głosowali, odpowiadają za wszystkich, których jako ministrowie, prezydenci, premierzy reprezentują – stwierdził Kosiniak-Kamysz.

Jak PSL chce odzyskać wpływy na wsi?

Oceniając aktualna sytuację przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi, Kosiniak-Kamysz stwierdził, że zdaje sobie sprawę, że dziś wiele osób jest w blokach startowych. - Wycofali się z popierania partii rządzącej, ale nie przeszli do żadnej innej formacji. Czekają na propozycję, która będzie skuteczna i całościowa, która będzie obejmowała zarówno rolnictwo, jak i wieś – przyznał.

Dodał, że wszelkie działania PSL będą oparte na dążeniu do decentralizacji naszego kraju i oparciu jego funkcjonowania o pracę samorządów, dokładnie więc odwrotnie, niż to aktualnie czyni PiS. I w zasadzie niewiele więcej słuchacze debaty się nie dowiedzieli.

Czy to wystarczy, aby PSL odzyskało wpływy na wsi? Dużo wskazuje na to, że i w tym przypadku powiedzenie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta okaże się prorocze. Agrounia mimo wszystko rośnie w siłę.