Rolnicy od dawna borykają się z niestabilną sytuacją ekonomiczną. Do muru przyparła, nie tylko ich, wysoka inflacja i drożejące środki do produkcji. Pomoc finansowa, najpierw zapowiadana przez polski rząd, a później uzgadnia z Komisją Europejską w końcu przybrała realnych kształtów. Stało się to nie bez kłopotów, bo w międzyczasie wybuchła wojna za naszą wschodnią granicą i Unia Europejska na chwilę wstrzymała oddech wobec brutalnej rosyjskiej napaści na jej sąsiada. Poza tym, decyzje na unijnym łonie nie zapadają w dzień, czy dwa, co jest zrozumiałe, bo ustalenia dotyczą 27 państwa i większości obszarów rolnych w Europie. A jak wiadomo, różne interesy biorą górę w różnych częściach naszego kontynentu, a w dodatku charakter produkcji rolnej jest zróżnicowany.

Mimo tych wszystkich zawiłości Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa ogłosił, że Wspólnota wygospodarowała z rezerwy kryzysowej 500 mln euro na wszystkich swoich członków. Polsce ma przypaść w udziale ponad 40 milionów z tej puli. Poza wyłożeniem pieniędzy na stół, komisarz poinformował, że nie będą obowiązywały dwie ważne zasady, które do tej pory musieli przestrzegać europejscy rolnicy. Spójrzmy w pierwszej kolejności na nie.

Pierwsza z nich to odłogowanie gruntów rolnych. Ta zasada odchodzi w zapomnienie. Teraz, w związku z wojną w Ukrainie, potrzebna jest każda pięść ziemi, która wyda plon.

Druga zasada to restrykcje pestycydowe. Otóż miało pojawić się rozporządzenie Komisji przymuszające rolników do redukcji o 50% stosowanych pestycydów, miało, bo się nie pojawi. Komisja zapewne do niego wróci z tym, że w późniejszym czasie. Nie ma co ukrywać, że powyższe odstępstwa od zasad, które poczyniła Komisja są logiczne, wobec tego co obecnie się dzieje na świecie. Czy z obiema zasadami można się zgodzić? Ile gruntów wejdzie ponownie do uprawy?

A na co skierowane zostaną wspomniane powyżej pieniądze, do których mogą dokładać środki kraje członkowskie? Dołożyć mogą nie mało, bo trzykrotność tych, które otrzymały.

Komisja zgodziła się na pomoc tym rolnikom, którzy mają kłopoty z płynnością finansową. Nie nakazała stosowania dopłat do nawozów, nie wskazała także innych celów, dała krajom wolną rękę w ich wydatkowaniu. Czy nasz rząd wobec tego zdecyduje się zrealizować zapowiadane od dawna dopłaty do zakupu nawozów? Czas pokaże. Mówił, że w naszym budżecie zgromadził na ten cel 3 mld złotych. Jeśli przeliczymy na złotówki te środki, które oferuje nam Komisja, to wychodzi mniej, nawet jeśli wspomniane 40 milionów euro przemnożymy przez 3 i przez kurs wymiany euro na złotówki. Poza tym dużo wątpliwości jest nadal, czy zapowiadane dopłaty do zakupu nawozów stosować, bo to by oznaczało, że Polska wspiera produkty przywożone z Rosji. Które środki wykorzysta Polska, a które może i na co je przeznaczy?

Ponieważ widać gołym okiem, że źle się dzieje na rynku wieprzowiny, dlatego został odkurzony stary mechanizm interwencji rynkowej we Wspólnej Polityce Rolnej. To kolejny i już ostatni punkt ostatnich ustaleń ministrów rolnictwa Unii Europejskiej. Czy ten mechanizm zadziała? Komu przysporzy większych zysków – rolnikom czy zakładom mięsnym? A może zyskają sieci handlowe?

Jest o czym rozmawiać i co komentować. Iwona Dyba i Radosław Iwański spotkali się na planie swojego programu i podjęli to wyzwanie. Nie we wszystkim są zgodni, ale za to wiele kwestii wyjaśniają. Zapraszamy na kolejny odcinek „Iwana w Dybach”.