– Sąsiad, do którego i tak miałem przyjechać z listami, zadzwonił do mnie z pytaniem "Co robisz?' Przyznam, że nie przypuszczałem, że pod tym pytaniem kryje się coś poważniejszego. Okazało się, że jego owca ma problem przy porodzie. Fakt, byłem w pracy, ale liczę, że raczej przez pomoc sąsiadowi nie spotkają mnie żadne konsekwencje – śmieje się Séamus Spencer pomocny listonosz.

Do nietypowego porodu doszło w irlandzkim Cork. Jak przyznał listonosz, kiedy pojawił się u sąsiada, sytuacja nie wyglądała dobrze. Jagniątko ułożone było bardzo nietypowo, dlatego nie mogło się wydostać. Na szczęście pomocny sąsiad, ma za sobą wieloletnie doświadczenie. –  Najważniejsze jest w takim momencie opanowanie. Po mojej delikatnej pomocy od razu wyszedł maluch, a później drugi. Każdy z nas odetchnął z ulgą – przyznaje uśmiechnięty.

Na pytanie dziennikarza, dlaczego gospodarz zdecydował się zadzwonić do listonosza a nie do weterynarza, ten bez chwili namysłu odpowiada: – To normalne. Proszę sobie wyobrazić, że w tym roku Seamus odebrał już drugi poród. Tamten także zakończył się sukcesem, choć ponoć też nie był łatwy. Poza tym wiedziałem, że to bardzo pomocny człowiek i na pewno mi pomoże – przyznaje rolnik, który chce zachować anonimowość.

To prawda listonoszowi, w przeszłości również zdarzało się pomagać kolegom, co najważniejsze z sukcesem. Po niełatwym porodzie Seamus wrócił do swoich obowiązków. Po rozniesieniu wszystkich listów, udał się do sortowni przesyłek, gdzie dodatkowo pracuje.

Ciekawi jesteśmy czy nasi czytelnicy mieli podobne przypadki?