PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Obowiązki dla rolnictwa tylko przy dodatkowych środkach finansowych. Wywiad z ministrem Ardanowskim

Obowiązki dla rolnictwa tylko przy dodatkowych środkach finansowych. Wywiad z ministrem Ardanowskim Jan Krzysztof Ardanowski Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi fot. materiały prasowe

Nieformalne posiedzenie unijnych ministrów rolnictwa to już tradycja i zawsze jest organizowane przez aktualną Prezydencję Rady Unii Europejskiej. Tym razem, spotkanie miało miejsce w Finlandii, w dniach 22-24.09. Po posiedzeniu, rozmawiamy z Janem Krzysztofem Ardanowskim, Ministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi, między innymi o tym, czy polskie rolnictwo jest gotowe na rosnące wymagania względem ochrony klimatu, ale też o imporcie produktów rolnych z Ukrainy, wyrównaniu dopłat bezpośrednich, ASF, czy wprowadzeniu cen referencyjnych.



Iwona Dyba: Jest Pan po nieformalnym spotkaniu ministrów rolnictwa Unii Europejskiej, zorganizowanym przez fińską prezydencję. I wydaje się, że hasło „ochrona klimatu” za pośrednictwem rolnictwa, było w ciągu tych trzech dni spotkania, powtarzane milion razy. Co w przyszłości to hasło będzie oznaczało dla rolnictwa?

Jan Krzysztof Ardanowski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi: Dla Finów, szczególnie ważne są sprawy związane z leśnictwem oraz z tym, czy rolnictwo może pomóc w przeciwdziałaniu niekorzystnym zmianom klimatu. Pytanie, które zadawali sobie ministrowie, brzmiało: czy i jak rolnictwo może pomóc w osłabieniu niekorzystnych zmian klimatycznych? Jednym z narzędzi omawianych na spotkaniu było wiązanie dwutlenku węgla z atmosfery przez glebę, wynikające z działalności rolniczej. Badania potwierdzają, że przez odpowiednio poprowadzoną uprawę, można zatrzymywać znaczące ilości węgla w glebie. Korzystnie oddziałuje tu prowadzenie poplonów i utrzymywanie szaty roślinnej przez zimę, poprawienie warunków wodno-powietrznych gleby, zachowanie odpowiedniej kwasowości gleby, w tym sprawy związane z wapnowaniem, właściwe zmianowanie roślin, które rolnicy nie zawsze stosują, uznając, że powinno się uprawiać tylko to, co się opłaca. Później, w dłuższym rozrachunku doprowadzają niestety do zniszczenia i zubożenia gleby, która z czasem jałowieje i nie daje optymalnego plonu i wymaga coraz to większej ilości nawozów. Do tego dołączają się również tereny podmokłe, torfowiska o glebach organicznych, które w minionych dziesięcioleciach niepotrzebnie były w Polsce osuszane. To rolnictwo, które w tej chwili w Europie jest przywracane, to jest rolnictwo, które znali nasi rodzice, czy dziadkowie. Europa po latach doświadczeń i tego, co kiedyś nazywało się nowoczesnością, zaczyna wracać do rolnictwa zrównoważonego. Tego, które ma na celu nie tylko produkcję ale też działanie na rzecz ochrony klimatu.

Jak w tym temacie odnajdzie się polskie rolnictwo, które w ostatnim czasie stawia na modernizację i nowoczesność?

Nasze rolnictwo ma tu szczególną szansę. Mamy trochę inną strukturę niż wielkie i intensywne gospodarstwa na zachodzie Europy. W przeszłości stosowaliśmy mniej nawozów, mniej środków ochrony roślin. Mniejsza obsada zwierząt na ha też jest w Polsce charakterystyczna. Dzisiaj okazuje się, że to może być szansą na rozwój współcześnie nowoczesnego ale zrównoważonego rolnictwa. Możemy skorzystać z renty zapóźnienia, przeskakując etap bardzo intensywnego rolnictwa Europy Zachodniej, który jest dzisiaj traktowany jako regres w rolnictwie, a nie jego rozwój. Łatwiej byłoby też nam wprowadzić zmianowanie w gospodarstwach, nawożenie obornikiem, który jest szalenie ważny.

Chcę też tu podkreślić, że zwierzęta powinny być w gospodarstwach. Powinien być stały związek z produkcją zwierzęcą, dostosowaną do powierzchni uprawy. Nadużyciem jest oderwanie produkcji zwierzęcej od roślinnej. Myślę, że Polska w rolnictwie  zrównoważonym może szybciej się odnaleźć niż wielkie uprawy we wschodnich Niemczech, w Holandii, czy w tych krajach, które uważamy za najbardziej nowoczesne i rozwinięte. Tu też jest potrzebna wiedza, której zaczyna rolnikom w Europie brakować. Młodzi rolnicy są często perfekcjonistami, jeśli chodzi o technikę i maszyny, pasjonują się tym. To bardzo dobrze, bo to jest element postępu w gospodarstwach. Jednak dzisiaj sama wiedza o maszynach nie wystarczy, by być dobrym rolnikiem. W tym wszystkim ginie gdzieś wiedza na temat gleby. Na studiach redukuje się przedmioty, z tym tematem związane. Niestety to jest podstawowy błąd, bo wiedza agrotechniczna to służba dla żyzności gleby.

Czy w takim razie szykują się jakieś poważne zmiany, w zakresie poprawy edukacji przyszłych rolników?

Kiedy kończyłem studia to gleboznawstwo było jednym z najważniejszych przedmiotów w programie nauczania. Dzisiaj okazuje się, że ta podstawa programowa jest obcinana. Trzeba się zastanowić, jak zmienić programy nauczania w szkołach rolniczych, by młodzi, przyszli rolnicy, którzy są sprawni technicznie, nauczyli się, że podstawą rolnictwa jest gleba, to nie jest wiedza tajemna, można się tego nauczyć.

Rolnicy często martwią się tym, czy ich następca zostanie na gospodarstwie. A nie zastanawiają się nad tym, co sami jemu zostawią. Ubite klepisko, glebę która jest jałowa, która nie rodzi, jest biologiczną pustynią?

Jaka powinna być strategia Unii Europejskiej dla rolnictwa nie tylko na kilka lat, ale na następne dziesięciolecia?

W tej chwili Europa przechodzi kolejną reformę. Szuka się nowych zadań dla rolnictwa, które dzisiaj ma też zajmować się ochroną przyrody, przeciwdziałaniem niekorzystnym zmianom klimatu, bioróżnorodnością, czy ochroną krajobrazu. Tylko, że te działania, to są usługi, które rolnicy robią nie tylko dla siebie ale dla dobra całego świata. I ten świat, powinien w jakiś sposób gratyfikować za to rolników, rozumieć, że trzeba finansować politykę rolną, a nie ograniczać środki na jej cele.

W każdym rozdaniu dysponujemy mniejszymi środkami finansowymi. Komisja Europejska zaproponowała dwa lata temu ograniczenie budżetu rolnego, usprawiedliwiając to problemami, które pociągną za sobą spore koszty, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z UE, napływ imigrantów do Europy, niekorzystne zmiany klimatu. Aktualnie propozycja Komisji Europejskiej, zakłada w pierwszym filarze ograniczenie środków o ponad 20 proc., w drugim filarze na trochę mniejszym poziomie redukcji. My się z tym nie zgadzamy, bo skoro rolnictwo ma przyjąć nowe obowiązki, to jednocześnie musi być zrekompensowane nowymi środkami. Polska będzie w tym temacie nieustępliwa i grozimy zawetowaniem przy podziale środków w wieloletnich ramach finansowych. Domagamy się, by na Wspólną Politykę Rolną było dużo więcej pieniędzy. Stawiamy tę sprawę jasno, jeśli nie jesteście w stanie wygospodarować większego budżetu na rolnictwo, to pozostają dwie możliwości. Jedna to uszczelnienie europejskiego systemu poboru podatku VAT, który w Europie jest bardzo kiepski. Druga, to podniesienie składek członkowskich, które dzisiaj są na poziomie 1 proc. PKB. Jakie rozwiązanie, by to nie było, to będziemy bezwzględnie obstawać za tym, że budżet na rolnictwo musi być większy.

Czy zatem w najbliższym czasie doczekamy się wyrównania dopłat bezpośrednich?

Nikt już dzisiaj nie kwestionuje tego tematu. Żaden z krajów nie mówi, że wyższe dopłaty nam się nie należą. W pierwszych latach członkostwa Polski w UE, bez ogródek, mówiono o tym, że nie zasługujemy na nie. Wysuwano argumenty o mniejszych kosztach produkcji w polskim rolnictwie, a ja nigdy nie zgadzałem się z takim myśleniem. Weszliśmy w 2004 r. do Unii, wnosząc ogromny rynek, niestety ograniczając jednocześnie naszą wytwórczość, bo wiele zakładów przetwórczych zostało wówczas odgórnie zlikwidowanych, a część z nich upadła. Dzisiaj nie chcemy nic ponad to, co nam się należy. Mam tu na myśli to, co wychodzi z wyliczenia wielkości użytków, struktury rolnictwa, czy liczby osób mieszkających na wsi. Nie słyszałem, by ktokolwiek z ministrów innych krajów członkowskich powiedział, że nam się to nie należy. Raczej jest to rozmowa w stylu: „my też mamy problemy” „Polska i tak mocno się rozwinęła, że dzisiaj jest naszą poważną konkurencją”. Raczej próbuje się odciągać to wyrównanie w czasie, ale my zawsze pytamy: ile można czekać i być na drodze do wyrównania dopłat?

Wszystkie kraje to rozumieją. Natomiast w Polsce, temat wyrównania płatności jest trochę źle rozumiany, bo nie ma czegoś takiego jak jednakowe płatności w każdym kraju. System płatności w poszczególnych krajach obejmuje specyfikę tego rolnictwa, np. są bardzo wysokie dopłaty do oliwek, cytrusów, do wina, są dopłaty sektorowe do bydła mięsnego we Włoszech, zarówno do krów mamek, jak i do cieląt. Kraje, które prowadzą produkcję rolną w specyficznych warunkach krajobrazowych czy klimatycznych zawszę będą miały wyższą dopłatę. Jednak chcemy, by suma płatności dla Polski ,w tym dopłaty bezpośrednie plus 15 proc. płatności powiązanych z produkcją, były na tyle wysokie, że gdy podzielimy to na powierzchnię upraw, to otrzymamy co najmniej średnią europejską. I dzisiaj, nie godzimy się na to, by było mniej.

Jak jest postrzegany temat suszy na forum krajów unijnych? Czy Polska może liczyć na jakiekolwiek wsparcie finansowe ze strony KE w zakresie przeciwdziałania jej skutkom?

Susza jest i na Półwyspie Iberyjskim, i w Niemczech, i w części Francji. Temat suszy jest tam przedstawiany jako ryzyko wkalkulowane w działalność rolniczą. To rolnik powinien się ubezpieczyć, czy sam zadbać o system nawodnienia upraw. Pewnym wyjątkiem są tutaj Niemcy, pomogli w niewielkim stopniu swoim rolnikom, ale tam nie przeprowadzano szacowania upraw. Po żniwach porównano plony do średnich zbiorów z lat poprzednich. Na tej podstawie wypłacano pomoc. Warto zauważyć, że tylko w połowie  pochodziła ona z budżetu federalnego, pozostała z budżetów landów. W Polsce nikt nie słyszał o tym, by samorządy dokładały środki, na pokrycie strat wywołanych suszą. Natomiast w Europie, generalnie nie stosuje się żadnej pomocy suszowej. To Polska jest na tej mapie ewenementem.

Europa zaczyna bardziej zastanawiać się też nad tematem suszy. Nie ma żadnej suszy w Skandynawii, czy na terenach położonych nad morzem. Myślę, że nie możemy oglądać się na innych, tylko liczyć na siebie. Dlatego trzeba wprowadzać programy gospodarowania wodą. W tym celu wprowadziliśmy dofinansowanie, nawet do 100 tys. zł na gospodarstwo, na wszystkie plany nawodnienia swoich upraw. Mogą to być deszczownie, zbiorniki na wodę, nawodnienia kropelkowe. Na ten program przeznaczyliśmy ok. 430 mln zł, to naprawdę spora kwota, oczywiście nie wystarczy to na całe rolnictwo, ale jest to pierwszy nabór i to jeszcze z tej perspektywy finansowej. W przyszłym rozdaniu, chciałbym na to przeznaczyć bardzo duże środki, bo jeżeli gospodarstwa nie będą zabezpieczone od anomalii pogodowych, w tym braku wody, to ich przyszłość może być dramatyczna.

Kiedy możemy spodziewać się efektów tego programu?

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa powinna rozpatrzyć te wnioski dość szybko. Nie zakładam, że będzie to dłużej niż jeden miesiąc. Praca Agencji została teraz usprawniona. Sytuacja była bardzo trudna, bo jeszcze w sierpniu zalegało tam ponad 19 tys. wniosków rolników, które czekały na rozpatrzenie.

Dlaczego doszło do takich zaległości?

Każdy wniosek jest nieco inny. Odkładano te wnioski, brakowało decyzyjności, tłumaczono innymi obowiązkami. Tak dalej być nie może i ten mechanizm usprawnienia działań i skutecznego rozpatrywania wniosków, dopóki będę ministrem, będzie przeze mnie twardo respektowany. Czas pomiędzy złożeniem wniosku przez rolnika, a jego rozpatrzeniem musi być krótki. W przypadku zakupów, nie widzę sensu, by taki wniosek czekał dłużej niż miesiąc na decyzję. Przy bardziej skomplikowanych wnioskach, związanych z budową obiektów, do których dochodzą zgody i pozwolenia na wybudowanie nowego obiektu, to oczywiste, że z tego względu może trwać to dłużej. Jednak nie może być to akceptowane przy prostych czynnościach zakupowych. Dochodziliśmy do absurdu, że rolnik zapominał o co złożył wniosek. W tym czasie zmienia się już cena, zestarzały załączniki, które złożył, a czasami zmienia się też technologia.

ARiMR wzięła się do roboty i  teraz zostało jeszcze ok. 5 tys. wniosków dotyczących spraw najtrudniejszych, a ich rozpatrywanie Agencja zakończy w listopadzie.

Czy w przyszłości zmieni się coś w metodzie szacowania skutków suszy?

Myślę, że musi. Liczę tutaj na metodę uwzględniającą zdjęcia satelitarne. Natomiast, nikt tego jeszcze w Europie nie wprowadził. Dzisiaj to jest zbyt zawodna metoda, by na jej podstawie można było wypłacać pieniądze. Dlatego są komisje suszowe, może są nieco uciążliwe ale wykonują ogrom pracy. Wiemy też, że ludzie pracujący w komisjach są często obrażani, próbuje się na nich wymusić wyższe szacunki, niż są w rzeczywistości. Proszę jednak pamiętać, że jeżeli wydajemy publiczne pieniądze, to musi być uwiarygodnienie ich wydania. Są dopracowane mechanizmy wypełnienia takiego protokołu, na dodatek mamy wprowadzony system związany z monitorowaniem suszy z 2008 r., nadzorowany przez Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach. Oparty jest on o pomiary opadów, uwzględniający uprawy typów roślin pod kątem ich odporności na suszę i rodzaju gleb, na których powinny być uprawiane. Te zasady zostały wprowadzone ustawą i ja nie mogę od ręki i lekkomyślnie ich zmienić. Jeśli ktoś prosi o dołożenie środków na dany teren, to ja nie mam takich uprawnień, bo ten system działa. Natomiast będzie on modyfikowany, nie tylko przy udziale IUNG, ale i Instytutu Geodezji i Kartografii, Instytut PAN, zajmującego się obrazowaniami satelitarnymi. Wspólnie stworzą mechanizm, który w części, na pewno zmniejszy udział komisji, w tym szacowaniu.

Wśród dziennikarzy będących na spotkaniu w Finlandii pojawiał się temat nadmiernego importu produktów rolnych z Ukrainy. To wątek, który często powraca również w polskiej branży rolniczej, gdy mówimy o imporcie mięsa drobiowego, czy zboża z Ukrainy. Jaka jest przyszła polityka Unii w tym zakresie, czy te kontyngenty w następnych latach będą już tylko rosły?    

Musimy wiedzieć, że w ostatnim czasie, w takich krajach jak Ukraina czy Rosja rolnictwo znacząco się zmieniło. Dzisiaj, ci którzy zarządzają rolnictwem na Ukrainie, czy w Rosji, sprowadzają świetne maszyny z zagranicy, kształcą swoich rolników, nowych zarządców. Tamtejsza produkcja bardzo szybko zaczęła się rozwijać i to na potężną skalę. Stają się znaczącymi eksporterami. Tu przykład Rosji, która przez dziesięciolecia była trwale skazana na import zbóż, dzisiaj jest ich drugim eksporterem na świecie. Podobnie rozwija się ukraińskie rolnictwo.

Natomiast handel Ukrainy z krajami europejskimi jest niestety chory. Z jednej strony Europa chce Ukrainie pomagać w tej prozachodniej drodze, m.in. godząc się na bezcłowe kontyngenty importu  produktów rolnych i spożywczych. Z drugiej zaś strony pamiętajmy, że wielkoskalowa produkcja na Ukrainie powoduje, że nawet przy pełnych cłach nadal opłaca się sprowadzać stamtąd produkty, bo w rozrachunku końcowym tamte produkty i tak są tańsze. Ta pokusa zakupu na Ukrainie jest tym bardziej większa przy kontyngentach bez cła. To jednak nie są nadal duże wolumeny, np. bezcłowe zboże to jest 1,6 mln ton. Dla całej Unii taki wolumen nie jest problemem. Natomiast, problem polega na tym, że towar importowany jest głównie do Polski. Nie importują tego żadne zagraniczne firmy, mimo że towar jest tani.

Należy zastanowić się, dlaczego polskie firmy importują te towary zamiast kupić je od krajowych producentów. Pamiętajmy, że taka firma działa w Polsce, często dostała dofinansowanie np. na przetwórstwo, a potem odwraca się od polskich rolników.

Będzie weryfikacja takich działań?

Wszystkie nowe pieniądze, które będą trafiały do przetwórstwa, w nowej perspektywie finansowej, będą związane z mechanizmem współpracy z rolnikami. Jeśli ktoś nie kupuje w Polsce, od polskich rolników, to nie może liczyć na pomoc finansową. Będziemy tego przestrzegać. Zawsze mówię rolnikom, pytajcie się zakładów, dlaczego nie chcą od Was kupować. Opublikowałem listę spółdzielni mleczarskich importujących masło i sery. Będę nadal ujawniał takie informacje. Ja nie mam możliwości wstrzymania importu, ale informacje przekazuję. Dlatego, by ci, którzy nie chcą kupować od polskich rolników, sami wytłumaczyli się przed nimi. Będzie też pełna lista zakładów mięsnych importujących mięso. Taką listę dotychczas dostały te województwa, które się o nią dopominały, czyli wielkopolskie i łódzkie. Będziemy podawać informacje, kto importuje zwierzęta do uboju i świeże mięso do przetwórstwa.

Pozostając w temacie produkcji świń i handlu wieprzowiną, czy Unia Europejska rozumie jak wielkim zagrożeniem jest afrykański pomór świń? Część krajów ma teraz bardzo dobry czas na robienie dobrych interesów, my jesteśmy w gorszej sytuacji. Czy możemy liczyć na wsparcie finansowe w tym temacie?

ASF na forum unijnym od początku był postrzegany jako problem poszczególnych krajów. To podejście trochę się zmieniło, gdy choroba wystąpiła w Belgii u dzików. Wcześniej był to problem krajów nadbałtyckich. Domagamy się by uznać chorobę za międzynarodową, by Unia Europejska wzięła również na siebie ciężar odszkodowań dla rolników, ale również badań nad szczepionką. Przemawia za tym, że wirus sieje spustoszenie w kolejnych krajach, a zasięg choroby się rozszerza, jest już na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii w Serbii, Mołdawii, nie wspominając już o reszcie świata.

Czy coś się zmieni w zarządzaniu zwalczaniem ASF w populacji dzików na terenie Polski?

Za sprawy przyrody odpowiada Minister Środowiska, on sprawuje formalny nadzór nad Polskim Związkiem Łowieckim. Dzisiaj myśliwi są podzieleni, część z nich chce pomagać w zwalczaniu choroby, pozostali mówią, że nie będą tego robić. Podkreślają przy tym, że nie są instytucją państwową.

Jest poważny problem z dzikami, ja odpowiadam za bioasekurację i wiem, że już pewnie wiele więcej nie uda się w gospodarstwach zrobić. Przecież duże stada mają już pełną bioasekurację. Niestety choroba przychodzi ze środowiska otaczającego gospodarstwa. W żadnym tegorocznym ognisku nie było przeniesienia przez człowieka, z fermy na fermę, czy też przy przemieszczaniu zwierząt. To były ogniska, gdzie źródłem wirusa była otaczająca przyroda. Jeżeli zmniejszenia populacji dzików nie będzie, to nie zapanujemy nad chorobą. Nie może zrobić tego wojsko policja, czy ktoś inny. To myśliwi mają wiedzę i uprawnienia do takiego strzelania. Kolejny problem to działalność organizacji prozwierzęcych Przeszkadzają w prowadzeniu polowań. Wystąpiłem do Komendanta Głównego Policji o objęcie opieką polowań. Nie może być sytuacji, że myśliwi umawiają się na polowanie i natrafiają na aktywistów, którzy ich prowokują. Mimo wszystko uważam, że to wszystko nie jest w gestii ministra rolnictwa.

Czy jest szansa na płoty, przy zarządzaniu zwalczaniem ASF w populacji dzików?

Płoty na krótkich odcinkach mogą przekierować dziki w inne miejsca. Stawianie płotu wzdłuż granicy, czy jej części to już zbyt długi odcinek. Wybudowanie takiej przeszkody, która by przebiegała również przez jeziora, bagna jest niemożliwe. Dziki znakomicie pływają, są w stanie przebić siatkę. Z drugiej strony, dochodzi też do sytuacji, gdy zamykane są przejścia nad autostradami, by dziki nie migrowały, a w nocy te kłódki są rozrywane, a płoty otwierane.

Czy w Europie jest dostrzegany problem organizacji prozwierzęcych, które szykanują produkcję zwierzęca, blokują inwestycje, budują zły wizerunek spożywania mięsa. Czy kraje Unii dostrzegają zagrożenie płynące z takiej działalności?

Mogę powiedzieć, że z innymi ministrami rolnictwa, mamy takie samo zdanie. Te organizacje uzurpują sobie prawo, którego nikt im nie dał. Prawo wchodzenia do gospodarstw, zabierania zwierząt. Ministrowie rolnictwa, będą tu twardo bronić produkcji zwierzęcej, bo jest to bardzo ważna dziedzina gospodarki i dostarczania żywności. Natomiast prawdą jest, że ten pogląd czasami ściera się ze stanowiskiem innych resortów, które już tak jasno nie bronią tego tematu i nie są solidarni we wspólnym stanowisku wobec tych organizacji. Te organizacje często żerują na ludzkiej niewiedzy i naiwności dzieci.

Niestety, ale wypowiedzi o gwałceniu krów o tym, że należy zlikwidować ich hodowlę, że dojenie krów jest wbrew naturze, że to jest cierpienie dla tych zwierząt, padają z ust polskiej europosłanki. Tym samym, dochodzimy do sytuacji, że cały proces udomowienia zwierząt, który był symbolem zmian jest zaprzeczeniem postępu cywilizacyjnego na świecie. Polemizowanie z takimi pomysłami czasami niepotrzebnie je nobilituje.

Jak idą prace w kierunku uruchomienia krajowej giełdy dla produktów rolnych?

Giełda to skomplikowane przedsięwzięcie. Z początkiem stycznia ruszy na niej sprzedaż pszenicy, później kukurydzy, koncentratu jabłkowego i innych produktów. Giełda jest potrzebna, w innych krajach dobrze takie systemy funkcjonują. To dlaczego polscy rolnicy, czy grupy producentów, czy też firmy nie miałyby z tego skorzystać? Jeśli do giełdy dołożymy jeszcze nasze dwa nadbrzeża portowe, które otwieramy w Gdańsku, drugie Szczecin-Świnoujście, to stworzy się dodatkowa możliwość eksportu, w większym stopniu zapanujemy również nad tym dużym obrotem. I mogę powiedzieć, że wówczas nie będę się obawiał nawet tego dodatkowego zboża z Ukrainy.

Przedstawia Pan też plan wprowadzenia ceny referencyjnej, kwoty minimalnej, poniżej której nie można skupować płodów rolnych. Czy to nie wpłynie na zwiększenie importu?

Cena referencyjna ma chronić producentów surowca, ona nie będzie działała w każdym typie produkcji. Jeżeli istnieją rynki hurtowe, gdzie ludzie między sobą ustalają cenę, to nikt do tego nie będzie się wtrącał. Nikt nie będzie wchodził do tej giełdy rolnej. Nikt nie będzie się wtrącał do owoców, warzyw deserowych, które nie idą do przetwórstwa, bo one są już produktem finalnym. Natomiast tam, gdzie jest surowiec wymagający przetworzenia, to cały czas jest dominująca pozycja kupującego, przetwórcy, w szczególności przy owocach miękkich. Sprzedający wiozą często swoje produkty z nożem na gardle, zastanawiają się po ile zakład od nich kupi i czy w ogóle kupi. W związku z tym, będzie konieczność zawierania umów na piśmie, z wyprzedzeniem co najmniej 3-miesięcznym. Musi to być umowa, w której warunki i terminy dostawy, wielkość partii, termin zapłaty, kary za niewykonanie umowy, odstępstwo od kar umownych związane z siłą wyższą będą ujęte. Problemem znowu jest cena. Ja się sam zastanawiam czego chcą rolnicy, przez wiele miesięcy sadownicy przychodzili, by ustalić te zasady i również domagali się ceny referencyjnej.

W związku z tym, że jest rozbieżność ceny między tym czego chce nabywca, a tym czego chce dostawca, ta cena będzie wyliczana na podstawie danych z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dane dotyczące kosztów produkcji, z trzech ostatnich lat, dotyczące średnich plonów z gospodarstw towarowych, kosztów pracy u rolnika ale i w firmie, to będą dane z FADN, czyli z systemu rachunkowości w gospodarstwach, dane z ODR od organizacji rolniczych.

Ustalimy przedział referencyjnej ceny minimalnej i maksymalnej. Tu strony mogą już się dalej dogadywać, czy będzie to cena dolna czy górna. Jeżeli cena zostanie ustalona, to nie można poniżej niej skupować. Jeżeli rolnik chce odstąpić od ceny referencyjnej, bo np. ma nadzwyczajny urodzaj, to musi być to przedstawione na piśmie, że godzi się na taką cenę. Jeżeli skupujący będzie chciał wymusić ceny niższe niż zostały ustalone, to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł wejść z natychmiastową kontrolą z urzędu i będzie mógł nałożyć wysoką karę. Skupujący straszą dziś, że sprowadzą towar z zagranicy. To niech spróbują kupić tak tanio jak w Polsce jabłka, a przy owocach miękkich do przetwórstwa jest to technicznie niemożliwe.



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (4)

  • rolnik 2019-10-14 11:21:40
    Bardzo dobrze mówi nasz minister, ma rację we wszystkich punktach, o powiększaniu gospodarstw, o asf , o cenach, ale samemu trudno wszystko wykonać, a do pomocy mamy takie osoby jakie mamy, także niech rolnicy nie obwiniają ministra, tu potrzeba działania wszystkich grup współpracujących i żyjących z rolników, np. dostaniemy większe dopłaty , to nawozy i chemia drożeje, to otoczenie rolnictwa cały czas obserwuje ceny , rynki rolne i to otoczenie pilnuje, żeby rolnik się nie wzbogacił.
  • Dawać suszowe 2019-10-11 09:20:43
    Susza była i trzeba płacić, Komisje szacowały na pewno sprawiedliwie i to sie nam należy, wypłać jak najszybciej, bo wyjdziemy na ulicę. Inne sprawy to nie ważne, najważniejsze to suszowe
  • Warmianiń 2019-10-10 10:14:10
    Skoro myśliwi nie chcą strzelać do dzików z konieczności zagrożenia choroby to wziąć wojsko obrony terytorialnej i pieniądze za każdego od strzelonego dzika przekazać dla WOT i będzie dużym zasyrzykem finansowym na rozwój wojsk terytorialnych a jakiś zielony blokuje zastrzelić dla przykładu kilku zielonych
  • Oj będzie z czego rozliczac 2019-10-10 09:52:59
    Dopłaty i te wspaniałe ceny skupu
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.94.129.211
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.