Europosłowie omawiali stan negocjacji w sprawie kolejnego długoterminowego budżetu UE na lata 2021-2027 (WRF) oraz reformę systemu zasobów własnych. Pierwsza runda rozmów z przedstawicielami państw członkowskich w tej sprawie odbyła się 27 sierpnia.

-Cięcia w głównych politykach, tzw. programach flagowych w ramach wieloletnich ram finansowych, powinny były być skompensowane z funduszu odbudowy. Po konkluzjach Rady Europejskiej widać, że tak się nie stało, dlatego my, jako Parlament wyraziliśmy nasze niezadowolenie - mówił europoseł Jan Olbrycht (PO, EPL), który jest jednym z negocjatorów wieloletniego budżetu ze strony PE.

Jak zaznaczył, wśród programów flagowych jest polityka spójności, czy polityka rolna i one nie są zagrożone, ale inaczej ma się sytuacja odnośnie do programu w zakresie badań naukowych i innowacji Horyzont, Erasmusa, funduszy na ochronę granic, czy funduszu obronnego.

Parlament Europejski w swojej rezolucji wymienił 15 takich programów i teraz eurodeputowani oraz przedstawiciele stolic unijnych będą negocjować ich kształt. "Chcielibyśmy przekonać Radę, że ta wersja (budżetu - PAP) nie może zostać przyjęta, bo będziemy mieli do czynienia ze zmniejszeniem wymiaru tych polityk" - oświadczył Olbrycht.

- Jeśli będzie znaczące cięcie w tych politykach, to my, jako PE, będziemy musieli powiedzieć nie tylko Radzie, ale również obywatelom Europy: przepraszamy, proszę nie oczekiwać prowadzenia tych polityk, bo nie ma na nie pieniędzy - dodał.

W PE pojawiają się głosy, by nie ustępować unijnym stolicom w sprawie kształtu unijnej kasy na następne siedem lat. Eurodeputowani domagają się przyjęcia przepisów w sprawie nowych zasobów własnych (na razie państwa UE zgodziły się ogólnie, że są one potrzebne).

- Trzeba zdecydowanego finansowania europejskiego. W tym celu potrzebne są zasoby własne - wskazywał francuski socjalista Pierre Larrouturou. Jego zdaniem najlepszym ich źródłem byłby podatek od transakcji finansowych, który miałby przynieść rocznie 50 mld euro.

W ocenie innego Francuza, Davida Cormanda z Zielonych zasoby własne będą kluczem do przyszłej solidarności unijnej. Jego zdaniem europosłowie powinni odrzucić szantaże ze strony państw członkowskich, by PE ustąpił w sprawie wieloletniego budżetu i zgodził się na obecną propozycję ze względu na kryzys i potrzebę szybkiej reakcji na niego.

- Musimy pokazać, że możemy się zdobyć na zablokowanie wszystkiego - nawoływał.

Wtórował mu Moritz Koerner z grupy Odnowić Europę, który podkreślał, że obecny PE jest inny niż te z poprzednich kadencji. - Jest wielu bardziej niezależnych europosłów, dlatego musimy pozostać zwarci i silni - przekonywał.

Niemiecki polityk mówił też o kwestii warunkowości, czyli powiązaniu dostępu do funduszy unijnych z praworządnością. - Jeśli w tych negocjacjach budżetowych nie uzyskamy silnego mechanizmu praworządności, to obawiam się, że w przyszłych negocjacjach będzie już o to trudno - przestrzegł.

Nie zgodził się z nim Roberts Zile z Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, którego zdaniem łączenie praworządności z budżetem UE byłoby problematyczne. Marco Zanni z eurosceptycznej grupy Tożsamość i Demokracja przypominał, że dwa kraje (Polska i Węgry) wyraziły formalny sprzeciw wobec mechanizmu praworządności na posiedzeniu Rady Europejskiej w lipcu.

Europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk (EKR) ocenił, że przepychanki między PE, a krajami członkowskimi nie mają sensu, zwłaszcza w kontekście kryzysu, którego doświadczają unijne gospodarki. Jak zauważył jest opóźnienie w kwestii przyjęcia wieloletniego budżetu unijnego.

- Próbujemy przerzucać odpowiedzialność pomiędzy poszczególnymi instytucjami, KE, PE, Radą, a moim zdaniem jedynym szantażystą, który może się pojawić i w odniesieniu do rządów, i parlamentów krajowych, i PE będzie rzeczywistość za oknem. Są kraje, gdzie spadek PKB w II kwartale przekroczył 20 proc." - zauważył polityk PiS.