W 2020 roku zmarło ponad 477 tys. osób. W 2020 r. liczba urodzeń była niższa od liczby zgonów o ponad 122 tys. – te niezbyt optymistyczne dane podał GUS w publikacji „Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2020 r. Stan w dniu 31 XII”.

Na znane od lat tendencje nałożyły się skutki pandemii: „Na sytuację w 2020 roku największy wpływ miała najwyższa od kilkudziesięciu lat liczba zgonów. Ich liczba przekroczyła o ponad 100 tys. średnioroczną wartość z ostatnich 50 lat (477 tys. do 364 tys.), natomiast współczynnik na 1000 ludności osiągnął najwyższą wartość od 1951 roku.”

W 2020 r. w wyniku ruchu naturalnego i migracji odnotowano spadek liczby ludności o prawie 118 tys. osób, a stopa ubytku wyniosła 0,3% (na 10 tys. ludności ubyło 31 osób) – wyliczył GUS i podkreślił, że spadek ten dotyczył wyłącznie miast, a na skutek dodatniego salda migracji (szczególnie wewnętrznych) liczba ludności zamieszkującej tereny wiejskie wzrosła o ponad 10 tys. do wielkości 15 360 tys. W miastach liczba mieszkańców zmniejszyła się o 128 tys. do 22 905 tys.

GUS odnotował też, że w ramach migracji wewnętrznych w 2020 r. ponad 385 tys. osób (o 83,3 tys. mniej niż rok wcześniej) zmieniło miejsce stałego zamieszkania, przeprowadzając się do innej gminy, a także ze wsi do miasta lub odwrotnie (w ramach gminy miejsko-wiejskiej). Od kilkunastu lat, w wyniku migracji wewnętrznych tereny wiejskie zyskują nowych mieszkańców – w 2020 r. dodatnie saldo dla wsi wyniosło ponad 39 tys. osób.

Natomiast migracje zagraniczne są drugim obok ruchu naturalnego elementem wpływającym na ogólną liczbę ludności Polski. „Saldo migracji zagranicznych na pobyt stały osiągnęło w 2020 r. wartość +4,5 tys. osób, co wskazuje o ile liczba imigracji była większa od liczby emigracji. Saldo to było niższe niż rok wcześniej w wyniku spadku zarówno imigracji, jak i emigracji (w 2019 r. saldo migracji wynosiło +6,2 tys.). Bezpośrednią przyczyną spadku liczby migracji były restrykcje związane z Covid19 w zakresie mobilności zagranicznej ludności. W 2020 r. na pobyt stały zameldowano prawie 13,3 tys. osób mających poprzednio stałe miejsce zamieszkania za granicą. Wyjazd na pobyt stały za granicę zgłosiło blisko 8,8 tys. osób. Najwyższe saldo migracji, podobnie jak w latach poprzednich odnotowano w woj. mazowieckim” – podano.

Najnowsze badanie potwierdza, że utrzymuje się tendencja obserwowana od końca lat 90. ub. wieku - maleje liczba ludności w miastach i rośnie na wsi - szczególnie w gminach podmiejskich skupionych wokół dużych miast.

Czy oznacza to też wzrost liczby ludności w wieku produkcyjnym? Niekoniecznie. Na wsi jest więcej dzieci (wśród ludności mieszkającej na wsi udział dzieci i młodzieży w wieku 0-17 lat wynosi 19,5%, a w miastach 17,3%), ale ludności w wieku produkcyjnym przybywa raczej w dużych aglomeracjach.

Jak podaje GUS, od 2010 r. odsetek grupy osób w wieku produkcyjnym (18-59/64 lata) obniża się i w 2020 r. osiągnął poziom 60%. Wielkość tej populacji wyniosła prawie 23 mln - o 255 tys. mniej niż rok wcześniej, a od 2010 r. liczba ludności w wieku produkcyjnym zmniejszyła się o ponad 2 mln osób.

Największe zasoby pracy mają woj. podkarpackie, opolskie i warmińsko-mazurskie (w 2020 r. ok. 61% to ludność w wieku produkcyjnym) oraz duże miasta i aglomeracje miejskie, a najmniejsze woj. łódzkie i mazowieckie (poniżej 59%).

Coraz więcej jest ludności w wieku poprodukcyjnym (kobiety - 60 lat i więcej, mężczyźni - 65 i więcej) – zwłaszcza w miastach.

„W latach 2000-2020 liczebność tej zbiorowości zwiększyła się o ponad 2,9 mln do wielkości 8,5 mln, a jej odsetek wzrósł w tym okresie z niespełna 15% do ponad 22%. W przypadku tej grupy wieku różnica udziałów w ogólnych populacjach miast i wsi wynosi aż 5,5 p. proc. W 2020 r. w miastach odsetek ludności w wieku poprodukcyjnym zwiększył się do prawie 25%, a na terenach wiejskich do 19%” – podał GUS i wyliczył, że w 2020 r. na każde 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 31 osób w wieku przedprodukcyjnym, natomiast w wieku poprodukcyjnym – aż 38 osób. Oznacza to, że udział potencjalnych przyszłych zasobów pracy jest mniejszy niż udział tych, którzy rynek pracy już teoretycznie opuścili.