• 9 i 10 lutego br. to dwa najgorętsze dni w rolnictwie w tym roku. Rolnicze protesty i reakcje na nie premiera RP obserwowali nie tylko mieszkańcy wsi.
  • Mateusz Morawiecki wziął udział w posiedzeniu Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, gdzie mówił o tym co zrobił rząd dla rolników, a co jeszcze zamierza zrobić. Krytykował Komisję Europejską.
  • Dyskusja nad Krajowym Planem Strategicznym dla WPR ciągle przed rolnikami. Mimo tego, że KPS został złożony w Brukseli, zarówno minister rolnictwa, jak i unijny komisarz ds. rolnictwa zachęcają do wprowadzania do niego zmian. Na pogłębioną ocenę czeka kilka kluczowych kwestii, takich jak: aktywny rolnik, płatność redystrybucyjna, walka z ASF czy skrócenie łańcuchów dostaw oraz zwalczanie nieuczciwych praktyk handlowych.

Czy dyskusja na temat Krajowego Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023 – 2027 ma sens, mimo tego, że ten plan leży już na biurku Janusza Wojciechowskiego komisarza UE ds. rolnictwa? Jak najbardziej, co nie raz podkreślał Henryk Kowalczyk, wicepremier RP i minister rolnictwa, a do dyskusji zaprasza cały czas Janusz Wojciechowski, unijny komisarz. Wicepremier Kowalczyk nie raz mówił, że nie miał dużo czasu, żeby dokonać w nim zmian, dlatego ich wprowadzenie jest ciągle możliwe. Także Janusz Wojciechowski, przy każdej okazji gdy jest w Polsce zaprasza do zgłaszania uwag do KPS choćby za pośrednictwem Twittera. Być może 10 lutego br. posłowie Sejmowej Komisji Rolnictwa chcieli rozmawiać o nim zapraszając na posiedzenie organizacje rolnicze, jednak gdy planowali spotkanie nie wiedzieli, że 9 lutego br. rolnicy wyjdą na drogi, a na Komisji dzień później pojawi się premier Mateusz Morawiecki.

Polityczny spektakl

Doraźna polityka wzięła górę, bo premierowi nie odmawia się? Pamiętamy słowa wypowiedziane przed laty przez Ewę Wachowicz, która mówiąc „premierowi nie odmawia się” skomentowała swoje powołanie na urząd rzecznika rządu przez ówczesnego premiera Waldemara Pawlaka. Tym razem premierowi nie mógł odmówić Rober Telus z PiS, przewodniczący Sejmowej Komisji Rolnictwa skoro w łonie partii zapadła decyzja o obecności premiera w Sejmie i to na komisji, na której obradach nigdy wcześniej nie był. Dzień wcześniej rolnicy wyszli na drogi, a rządzący uznali, że wystąpienie szefa rządu w Sejmie dzień później podczas zwykłego posiedzenia rolnej komisji przykryje słuszne żale wylewane przez rolników. Telus nie odmówił, a premier pewnie by sobie nie podarował lepszej okazji do zaistnienia w świadomości producentów rolnych. Scenariusz ułożył się sam – scena była gotowa (czytaj: posiedzenie komisji rolnictwa), organizacje rolników zgromadzone w jednym miejscu, wystarczyło tylko przyjść i wygłosić expose skierowane do mieszkańców wsi. Plan wypalił w stu procentach. Szef rządu mówił co zrobił dla rolników i co planuje zrobić, prosił, żeby mu tylko nie przeszkadzać, a słowa swoje kierował głównie do Komisji Europejskiej, której przedstawiciel w osobie Janusz Wojciechowskiego był obecny na posiedzeniu. Komisarz przybył do Sejmu, bo tego dnia miała być rzeczona dysputa o KPS.

Na sali nie było tych, co dzień wcześniej wyszli na drogi, czyli rolników spod znaku AgroUnia. Nie zaproszono ich? Tego nie wiem, ale znając obecne polityczne realia zdziwił bym się, gdyby było inaczej. Na słowa wypowiadane przez premiera, które można zdefiniować w jedyny sposób, a mianowicie: „są wyzywania, ale jest cudownie, a będzie fantastycznie”, próbowali reagować jedynie posłowie opozycji, którzy jednak sprawiali wrażenie, że są zaskoczeni jego obecnością, a przynajmniej dawali wyraz, że są zniesmaczeni takim przebiegiem sytuacji.

Morawiecki show

Polityka to także gra gestów i pozorów, a w tych premier jest niezastąpiony. Ktoś kiedyś scharakteryzował go dosadnie, przedstawiając jako bankstera, który kreuje się na człowieka ludu. Wg mnie on się nie kreuje, on wykreował się już, a jego słowa o zapierdzielaniu za miskę  ryżu podsłuchane w jednej z warszawskich restauracji poszły w ludzie w niepamięć. Skoro tak jest, to premier przystąpił do ofensywy. – Ta zima to czas niepokoju o przyszłość. Co będzie z polskim rolnictwem wobec zagrożeń, z którymi dziś się mierzymy – pytał i szybko odpowiadał. – Nie ma co ukrywać, że żyjemy w okolicznościach huśtawki cenowej, huśtawki inflacyjnej, która została do nas wstrzyknięta ze wschodu i z zachodu. Ze wschodu przez ceny gazu – mówił i wskazywał na winnych, Rosję i Gazprom. – Z zachodu, bo mamy bardzo wysokie ceny energii elektrycznej związane z uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla – konstruował. A to wg niego przekłada się na wysokie ceny różnych produktów. Że jest drogo, trudno się nie zgodzić z szefem naszego rządu, widzimy to na każdym kroku. Po takich słowach mógłby już nic nie dodawać, skoro zostaliśmy wtłoczeni w geopolityczne imadło, ale to by nie było w jego stylu. Zapowiedział, że z bolączkami rolnictwa rozprawi się, więc kontynuował. Wie co boli rolników. – To produkty nawozowe – oznajmił. – My to widzimy, my to rozumiemy, nie chowamy głowy w piasek. Ponad miesiąc temu skierowałem wniosek do Komisji Europejskiej, do jej przewodniczącej, żeby jak najszybciej pozwoliła nam na stosowanie dopłat do nawozów – mówił. – Czasami jestem pytany: zróbcie to bez tej zgody. Jesteśmy gotowi zrobienia tego bez tej zgody, ale co zrobi Komisja Europejska, jak będzie nam chciała zrobić w poprzek? Zapuka do rolników i powie oddawajcie te pieniądze, jako nieuprawnioną pomoc publiczną. Chcemy, żeby rolnicy tego uniknęli – kontynuował. Zaapelował do Komisji Europejskiej, żeby jak najszybciej udzieliła zgody dla rządu Rzeczypospolitej Polskiej na dopłaty do nawozów.

Problem numer dwa, to wieprzowina, ASF, spadające pogłowie, wyliczał dalej szef rządu.  Z jego słów wynika, że z tym, też sobie poradzimy. Problem numer trzy jest szerszy wg premiera, a są nim klęski żywiołowe. Co tam one, rząd wypłacił 5 mld zł na ten cel i będzie płacił dalej. Co więcej wdraża nowy system ubezpieczeniowy, po przejęciu Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych i w oparciu o ten system chce możliwie szeroko udostępnić ubezpieczenia dla rolników z bardzo wydatnym wsparciem ze Skarbu Państwa.

Kolejny problem związany jest z przetwórstwem rolno-spożywczym, który znajduje się w rękach zagranicznego kapitału. Przemysł ten – mówił – musi się odtworzyć w Polskich rękach, i to jest nasz cel numer jeden. On zostanie odbudowany – używał czasu przyszłego Mateusz Morawiecki.

Następny największy obszar to dopłaty dla polskich rolników – wskazywał i tu nie otarł się o Krajowy Plan Strategiczny na lata 2023-2027. – Niech się rolnicy europejscy boją, bo jeśli polski eksport żywności wzrósł siedmiokrotnie od czasów wejścia do Unii Europejskiej, przy niższych dopłatach do hektara, to my gwarantujemy teraz, także z udziałem środków krajowych, że będziemy zapobiegać tej dyskryminacji, bo dla 97% rolników wyrównamy, a nawet przekroczymy średnią unijną w dopłatach – grzmiał premier. Wg niego ten zabieg  wyrówna warunki konkurencyjne względem rolników niemieckich, francuskich, austriackich czy innych. Wyrówna – tak powiedział, sam słyszałem, przysłuchiwałem się premierowi. Mówił jeszcze o małej retencji i nie tylko, także o Krajowym Planie Odbudowy w każdym bądź razie rząd Prawa i Sprawiedliwości zrobi wszystko, żeby problemy zaadresować, żeby zając się nimi. – Nie siedzimy z założonymi rękami – konkludował. O KPS ani słowa, poza wspomnianymi dopłatami bezpośrednimi. Premier mówił około 20 minut, jego adwersarze, po 2, 3 minuty.

Stefan Krajewski z PSL wypomniał Morawieckiemu stracony czas wskazując, że dopłaty powinny już być załatwione. – Dziś powinniśmy dyskutować nad dopłatami do nawozów w Brukseli, bo inaczej rolnictwo będzie ekologiczne na wiosnę. To nie będzie ekorolnictwo, tylko retrorolnictwo. Rolnicy chcą planować produkcję, a nie czekać na zgodę Komisji. O jakim wsparciu dla trzody mówicie? 31,5 tys. rolników wygasiło produkcję w 2021 r. To pokazuje, jak wy pomagacie hodowcom trzody – mówił. Wspomniał także o sprzedaży Bielmleku przez syndyka i o mocno obniżonej kwocie jego sprzedaży. – Dlaczego nie włączycie go w struktury Holdingu Spożywczego, o którym tak dużo mówicie? Zakład padł, a to wasz minister nim zarządzał – konkludował. Na więcej zabrakło czasu.

Dorota Niedziela z PO była konkretniejsza. – Cieszymy się bardzo, że pan premier nas odwiedził, ale to co powiedział, to były puste obietnice. Jak byśmy chcieli Pana premiera posłuchać, to wydaje się, że wczoraj były wybory, a one były znacznie wcześniej i te propozycje, które nam przedstawiło Prawo i Sprawiedliwość w swoich programach dotyczyły dokładnie tego samego, co nam przedstawił pan premier Morawiecki – ripostowała. Wg niej Pakt dla obszarów wiejskich opisał wszystkie problemy polskiej wsi, które przez 6 lat nie zostały rozwiązane. – Ja naprawdę proszę, żeby nie kłamać w tej Izbie, bo tutaj są ludzie, którzy wiedzą o co chodzi. Pan mówił o suszy, która była największą od 20 lat, w wyniku której rolnicy ponieśli olbrzymie straty (ponad 15 mld zł), a pana rząd wypłacił tylko 5 mld zł. Punktowała ubezpieczenia rolnicze.  O jakim przetwórstwie w polskich rękach Pan mówi? – dopytywała. Gdzie jest Holding Spożywczy? Wydano ogromne pieniądze na zespoły przygotowujące jego powstanie i co? Co do Krajowego Planu Strategicznego, o którym mieliśmy rozmawiać, jestem przygotowana – dodała. Zapraszam do rozmowy – kontynuowała – nad Planem Strategicznym, bez tych wszystkich kamer na normalną komisję, o tym co jest tam zapisane, co można zmienić i na prawdziwą rozmowę o rekonstrukcji wsi, gdzie każdy rolnik ma mieć opłacalną produkcję, samowystarczalność energetyczną i będzie czuł się równoprawnym członkiem całego społeczeństwa.

Po słowach polityków nie wiele już znaczyły te, które zostały wypowiedziane przez przedstawicieli różnych organizacji rolniczych. Warto – moim zdaniem – przytoczyć jedynie słowa Wiktora Szmulewicza, szefa Izb Rolniczych, który pytał gdzie jest samowystarczalne energetycznie rolnictwo i kiedy ono zostanie stworzone. Premiera już wtedy na sali nie było, więc nie odpowiedział, ani szefowi Izb, ani pani Niedzieli. A szkoda, bo przecież, o czym powyżej, swoje wystąpienie szef rządu zbudował na tezie o geopolitycznym energetycznym imadle, które coraz bardziej nas ściska. Czyżby recepta na sukces była zbyt prosta, żeby mogła być zrealizowana?

Co z Krajowym Planem Strategicznym?

Tego dnia wystąpieniu premiera przysłuchiwał się m.in. wspomniany wcześniej Janusz Wojciechowski, który przybył na posiedzenie Sejmowej Komisji Rolnictwa żeby wysłuchać uwag do Krajowego Planu Strategicznego dla WPR. Jak czuł się, gdy premier pohukiwał na Komisję Europejską odgrywając polityczną rolę na potrzeby krajowej polityki? Nie wiem. Wiem natomiast, że tego dnia był bardzo rzeczowy, jak zwykle zresztą i prosił o przemyślenie założeń Krajowego Planu dla rolników na kolejne lata. Skoro Komisja daje dużą swobodę w jego realizacji i w dochodzeniu do celów klimatyczno-środowiskowych, to jego słowa należy potraktować bardzo serio. Jeżeli on uważa, że niektóre elementy założeń można zmienić, to należy się nad nimi po raz kolejny mocno zastanowić. Zielone światło dał ku temu Henryk Kowalczyk, wicepremier i minister rolnictwa, którego także nie zabrakło podczas posiedzenia sejmowej Komisji.

Na co zwracał uwagę Janusz Wojciechowski? Chodzi przede wszystkim o definicję aktywnego rolnika, płatność redystrybucyjną, ekoschematy, dobrostan zwierząt, walkę z ASF, ale także o modernizację gospodarstw, gospodarstwa ekologiczne, rolnictwo węglowe i krótkie łańcuchy dostaw. Zaraz, zaraz, a czy to nie najważniejsze kwestie strategicznego planu? – Dyskutujmy o definicji aktywnego rolnika – zachęcał komisarz. Prosił, żeby przemyśleć kwestie płatności redystrybucyjnych. Czy powinniśmy ich przyznawanie ograniczać do gospodarstw posiadających maksymalnie 50 ha? Mogą one być wypłacane na pierwsze 30 ha, ale dla gospodarstw rodzinnych, czyli takich, których areał jest nie większy niż 300 ha. Jeśli taka propozycja byłaby ostateczną, to Komisja Europejską zaakceptuje ją, co zadeklarował Wojciechowski. – Oczywiście nikt nikogo nie będzie zmuszał do zakładania upraw ekologicznych, ale musimy o tym porozmawiać – mówił. Kluczowym rozwiązaniem w nowej perspektywie będzie skracanie łańcuchów dostaw, i co się z tym wiąże, również zwalczanie nieuczciwej konkurencji. Są kraje w UE, które poprzez przyjęte ustawodawstwo wręcz wymusiły na podmiotach handlowych płacenie rolnikom opłacalnych cen za surowce rolne lub dzielenie się z nimi marżą handlową. Dlaczego takie prawo jeszcze nie funkcjonuje u nas? Podczas spotkania unijny komisarz ds. rolnictwa nie krył, że jest entuzjastą rolnictwa węglowego, czyli de facto płacenia rolnikom w przyszłości za dobre praktyki rolnicze, które będą zwiększały pochłanianie dwutlenku węgla. Komisarz uczulał, że obecnie trwają rozmowy w tej sprawie, a do końca roku Komisja Europejska przedstawi konkretne rozwiązania legislacyjne. Nasz Krajowy Plan Strategiczny i nasze rolnictwo powinny być przygotowane na nie.

9 i 10 lutego br. były bardzo gorące w polskim rolnictwie. Pierwszego dnia z tych dwóch protestowali rolnicy, którzy zmagają się z rosnącymi kosztami produkcji rolnej. W wielu miejscach w kraju wyrazili swoje niezadowolenie z tego powodu, a ilość punktów w Polsce, w których się pojawili na pewno dała do myślenia rządzącym. Dlatego też kolejnego dnia premier RP zabrał głos podczas obrad Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Tym samym zdominował je. Szkoda, że nie doszło do wymiany poglądów w sprawie Krajowego Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej. Rok 2023 już niebawem, a trzymając się narracji unijnego komisarza, ciągle jest o czym dyskutować.