W Australii i nie tylko głośno zrobiło się o makabrycznym odkryciu na farmie koło miasta Toowoomba w stanie Queensland w Australii. W tamtejszej stadninie znaleziono 22 padłych koni, wśród których były szlachetne konie wyścigowe i młode roczniaki. Wszystkie martwe zwierzęta zostały zagłodzone przez nieodpowiedzialnego właściciela.


Jak się okazuje, zwierzęta padły przez opieszałość urzędników. Farmer głodził je bowiem od miesięcy, lecz jego sąsiad nie mógł na to patrzeć i zaalarmował odpowiednie służby (w tym departament rolnictwa), oraz organizację obrońców zwierząt. Urzędnicy nie chcieli jednak zabierać koni ranczerowi i polecili mu je nakarmić.


Gdy po naciskach organizacji Animal Rescue Matters, urzędnicy w asyście policji odwiedzili farmę, na ratunek dla 22 koni było już za późno. Badania wykazały, że zdechły z głodu. Właściciel farmy tymczasem udawał zdziwienie. Stwierdził, że nie sądził, że konie padną tak szybko, bo nie tak dawno rzucił im kilka belek siana. Po dłuższym zastanowieniu przyznał jednak, że to ostatnie karmienie miało miejsce przed Bożym Narodzeniem! Na wybiegu wciąż leżały nie rozwinięte z siatki baloty, zawierające spleśniałą trawę, prawdopodobnie skoszoną z trawnika.


Teraz obrońcy zwierząt walczą o odebranie właścicielowi reszty, pozostałych przy życiu koni, które również są w tragicznym stanie. Urzędnicy wciąż jednak zwlekają z decyzją.