Zgromadzeni na inauguracyjnej sesji targów FoodShow 2017 w Katowicach paneliści zgodzili się, że wprawdzie sektor rolno-spożywczy w Polsce skorzystał na zmianie ustroju, jednak eksporterzy żywności muszą szukać innych przewag niż cena, czy nawet jakość swoich produktów.

Na rynkach zewnętrznych nasilają się tendencje protekcjonistyczne, polska żywność potrzebuje więc mocnej marki, stwierdzili na sesji „Żywność – najlepsza wizytówka promocyjna Polski”. 

Po zmianie ustroju w 1989 roku i potem akcesji do Unii Europejskiej, nadejściu dotacji ogromnie wzrosły możliwości eksportowe. – To na pewno czas kiedy branża wykorzystała swoją szansę – mówił Paweł Stamburski, dyrektor departamentu sektorów strategicznych Banku Zachodniego WBK. Prognozy banku wskazują, że utrzyma się wzrost produkcji w wysokości 5 proc. rocznie. Wartość produkcji rolno-spożywczej to ok. 20 proc. wszystkich towarów produkowanych w Polsce.

>>> Czytaj też: Polska żywność bez promocji 

Utrzymać eksport 

Coraz więcej firm jest rentownych – obecnie to już 83 proc., a to dobrze świadczy o kondycji sektora. Gorącym tematem dziś jest konsolidacja, która zdaniem eksperta z BZ WBK będzie przyśpieszała, z powodu ewolucji handlu w Polsce, zmiany preferencji zakupowych, rosnącej roli dyskontów spożywczych. 

Głównym motorem rozwoju jest oczywiście eksport. Paneliści zgodzili się, że eksporterzy muszą mieć do tego skalę i efektywność, aby móc konkurować z dużymi firmami zagranicznymi. 

- Rynek łatwiej jest zdobyć niż utrzymać. Polska jest obecnie w momencie utrzymania rynku. Mamy ponad 80 proc. eksportu na rynek europejski i nic się ostatnio nie zmieniło – powiedział Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jego zdaniem rynek wewnętrzny UE ma skłonność do nasycenia i rozpadania się. - Powstają pozataryfowe bariery w handlu, które w nas uderzają - dodał. 

Eksport poza Unię Europejską także nie jest łatwy, a polska żywność powoli przestaje być konkurencyjna cenowo. - Złudne mniemanie o tym, że rynki trzecie tylko czekają, aby zjeść polskie jabłka czy kiełbasę, rozwiało się. Mamy bariery logistyczne, historyczne i kulturowe, na trzecie rynki jest nam dużo trudniej się przebić – mówił Gantner. 

W Unii Europejskiej Polska musi pilnować swoich interesów – swobodnego handlu, wspólnego rynku i tworzenia marki żywności europejskiej. – Musimy powstrzymać bariery, na jakie napotykamy w Czechach czy we Francji – tłumaczył.  Niemcy wciąż są wzorem wspierania swoich eksporterów, oferują świetnie zorganizowaną pracę Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji oraz zabezpieczeń transakcji. Do tego jako Polska powinniśmy dążyć – powiedział Andrzej Gantner.

Narastający protekcjonizm ma miejsce u naszych południowych sąsiadów. - Trwa swoista wojna ekonomiczna polsko-czesko-słowacka. Sposoby niedopuszczania naszych produktów na te rynki są naprawdę wyrafinowane – powiedział Woźnica. Czesi bardzo lubią nasz tatar, jednak, jak opowiedział, polscy producenci naruszyli interesy czeskich. Jednak gdy po dwóch tygodniach w czeskim tatarze znaleziono najgroźniejszą salmonellę, Polacy zaczęli odbierać telefony, czy mogą wrócić na rynek czeski.  

Obniżanie kosztów już nie działa 

Coraz trudniej konkurować ceną i jakością, potrzebna jest zdecydowana marka. – Problemem, który dotyka polskiego eksportu żywności, jest brak wyróżnika, który powodowałby, że ta marka będzie znana na świecie – mówił Mateusz Kowalewski, prezes zarządu firmy Hortimex Plus. Jeśli nie będziemy pracować nad marką staniemy przed wyborem – albo cena albo problem protekcjonizmu. 

Paweł Kocoń, dyrektor rozwoju rynku ARR, twierdzi, że agencja zachęca firmy do organizowania wspólnych stoisk na międzynarodowych targach żywności. – Promujemy brand „Poland Tastes Good” – twierdził. – Trzeba wykreować modę na dane kategorie żywności – dodał Kocoń. 

Kolejna ważna sprawa to dla eksportu to najlepsza relacja jakości do ceny.  – Najniższa cena była przez lata naszą wizytówką. Obecnie rosną zarówno koszty pracy, jak i wytworzenia produktu. Mamy niezwykle nowoczesny park maszynowy. To wszystko kosztuje i wpływa na cenę finalnego produktu - mówił Krzysztof Woźnica, prezes Zakładów Mięsnych Silesia. 

Firmy, które się z sukcesem rozwijają, mogą się stać „ofiarami własnego sukcesu”. – Rozrastające się firmy tracą prawo do wielu źródeł finansowania i programów wsparcia. Karze się je za dobre prowadzenie biznesu – mówił Bogdan Woźniak, wiceprezes Spółdzielni Dostawców Mleka w Wieluniu. 

Budować silną markę 

Zdaniem ekspertów, przekaz marketingowy polskiej marki musi być prosty, jak to, że polska żywność smakuje. Przekaz nie może być konfliktogenny wobec innych krajów.  

– Jeśli powiemy „Polska Smakuje”, to obcokrajowiec zapyta: a konkretnie? Czy naszą marką są pierogi i schabowy? Oscypka nie jesteśmy w stanie dostarczyć na skalę masową. Nie wydawajmy dużych pieniędzy na reklamę. Kluczowe jest zdefiniowanie dokąd zmierzamy i co chcemy wypracować jako producenci – mówił prezes firmy Hortimex Plus. 

Producentom trudno jest znaleźć wspólny mianownik, ale marka parasolowa jest konieczna. – Ciężko postawić na jeden produkt narodowy, bo go nie mamy i go nie stworzymy. Na każdym rynku jesteśmy z innym produktem, jak to połączyć? Musimy na coś postawić, pokazać że Polska ma rolnictwo na wysokim poziomie i mamy dużo dobrych produktów. Szukamy marki parasolowej, ale opartej bardziej na budowaniu skojarzeń, bo nie mamy takiej historii kulinarnej jak inni – argumentował dyrektor Agencji Rynku Rolnego.