PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Adam Małysz: Na pobaby jeździłem łunochodem

Adam Małysz: Na pobaby jeździłem łunochodem Fot. www.facebook.com/AdamMalysz/

Zdobył cztery medale olimpijskie. Cztery razy był mistrzem świata. Czterokrotnie wywalczył także Puchar Świata. Krótko mówiąc: Adam Małysz. Przez kilkanaście lat zachwycaliśmy się wyczynami Orła z Wisły. Małyszomania ogarnęła całą Polskę. O Adamie Małyszu wiemy wszystko. Czy aby na pewno?



„Farmer”: Kibice sportu wiedzą, że Adam Małysz to legenda skoków narciarskich, znakomity kierowca rajdowy, działacz i komentator sportowy. Niewiele osób wie, że Pana pasją jest także ogrodnictwo.

Adam Małysz: Tak, lubię prace ogrodowe. Sadzę kwiaty, tuje, drzewka jałowcowe. Mam ogródek, ale cóż – na wszystko brakuje czasu. Teraz koncentruję się bardziej na koszeniu trawy i kopaniu ziemi. Kwiatami zajmuje się bardziej moja żona Iza.

Duży macie Państwo ogród?

Spory. Całego terenu będzie ok. 2 ha, więc można powiedzieć, że jestem małym rolnikiem, ale nie uprawiam ziemi. Większość to trawa, którą koszę traktorkiem. Inaczej bym się zajechał (śmiech).

Ma Pan również rolniczą przeszłość…

W młodości niestraszna mi była praca na roli. Moja babcia miała duże pole, które uprawialiśmy wspólnie. Po pracy na swoim szło się do sąsiada i tam pomagało. U nas się mówiło, że idziemy na pobaby. Ta dziwna nazwa oznaczała międzysąsiedzką współpracę – pomoc podczas wykopków czy żniw. Najpierw szliśmy do sąsiada, a później sąsiad przychodził do nas. W ten sposób jeden drugiemu pomagał.

Babcia miała duże gospodarstwo?

To było ok. 4 ha w górach, niewiele na płaskim terenie, wszystko na skosach. W większości pracowało się typowymi, „ręcznymi” kosami, bo traktor, a w zasadzie nasz łunochod, nie mógł tam dojechać. Dzięki pobabom, czyli pomocy sąsiadów, zboże kosiło nawet pięciu mężczyzn, kobiety grabiły, układały, suszyły. Tak się to u nas odbywało. Uprawialiśmy ziemniaki, zboże, trawę na pasze. W Wiśle, w jednym gospodarstwie, w dwóch domach obok siebie mieszkały cztery rodziny. My mieszkaliśmy z babcią w jednym domu. Gdy przychodził czas żniw, każdy musiał sobie załatwić wolne w pracy. Urlop musiał być zawsze dłuższy, żeby można było pomóc sąsiadom.

Tradycja pobab utrzymała się w Pana okolicy?

Teraz nie widuje się już czegoś takiego. Tamte czasy były lepsze, chociażby ze względu na te spotkania. Wszyscy wieczorami siadaliśmy przy jednym stole. Babcia, mama, ciotka gotowały, żeby poczęstować wszystkich pracujących – sąsiadów i domowników. A jak się szło do sąsiada na pobaby, to tam również po pracy była kolacja. Podczas wykopków też zawsze były kanapki, ciepłe posiłki, woda z sokiem malinowym. W trakcie roboty siadało się, jadło, piło i po przerwie dalej do pracy. Cudowne lata. Zupełnie inne niż dziś. Teraz jest dużo więcej motoryzacji, udogodnień i ulepszeń, ale wtedy było jakoś tak fajniej. Przy każdym domu było gospodarstwo. Teraz jest ich mniej, a jeśli są, to duże; małe poupadały. Niewiele jest takich gospodarstw, gdzie ktoś dla siebie coś robi. Nikomu się to nie opłaca.

Często taniej jest kupić. Czy jako konsument wybiera Pan polskie produkty?

Przede wszystkim wybieram polską żywność, bo wiem, że jest dobra. Zawsze sprawdzam skład. Wykluczam, jak mogę konserwanty, sztuczne barwniki i przetwory z miejsc, w których mięsa jest mało. Myślę, że nasze społeczeństwo preferuje zdrową żywność i jest ona coraz lepsza.

Jak praca na roli ukształtowała Pana?

Od dzieciństwa coś się robiło w gospodarstwie, pomagało rodzicom i dziadkom. Ciężka praca na roli ukształtowała mnie jako sportowca. Mam szacunek do ludzkiego wysiłku i poświęcenia. Pracowałem właściwie od małego. Wtedy nie było tak, jak teraz, że rodzice mają problem, żeby wygonić dziecko na dwór, na świeże powietrze, bo głównie siedzi przed komputerem. Wtedy ja i moi rówieśnicy sami chcieliśmy pomagać dorosłym, pracować, bo to była dla nas frajda.

Kiedy było najwięcej pracy w polu?

Dużo pracowało się głównie w wakacje. Wtedy najwięcej czasu spędza się na dworze, przepraszam, u nas na Śląsku Cieszyńskim mówi się: „na polu”. Pamiętam sianokosy. Siano nakładaliśmy na ostrewki (żerdź do suszenia siana lub zboża), a potem zwoziliśmy je łunochodami (amatorski ciągnik rolniczy) do stodoły. Jadąc łunochodem z sianem, mówiło się, że się siedzi „na furze”. Zazwyczaj siedziałem na samej górze.

Pan też kosił?

Oczywiście, ale kiedy byłem trochę starszy. Do dziś pamiętam zwożenie łunochodami siana z pola. Wracaliśmy już do gospodarstwa, do stodoły… Gdzieś było coś źle związane na dyszlu i fura się zwaliła. Wszystko się wysypało na stromej, polnej drodze. Trzeba było na nowo ładować. Przejechaliśmy kilkadziesiąt metrów i znowu... łup… siano na drodze. Za kilkadziesiąt metrów znowu to samo. Kilka razy trzeba było zeskoczyć z fury i pozbierać rozsypane siano. Cóż, już wtedy, jako kilkuletni Adaś oddawałem pierwsze skoki (śmiech).

Łączył Pan pracę w gospodarstwie, trening, naukę w szkole…

Wszyscy moi rówieśnicy mieli podobnie. W wieku dziecięcym wszystkie prace na roli były trochę jak ćwiczenia ogólnorozwojowe. Kształtowały nie tylko ciało, ale i charakter. To miało ogromny wpływ na moją karierę. Często na treningi nie chodziłem, bo w obejściu była praca do wykonania. Trener to rozumiał, bo przecież mieszkał niedaleko nas i wiedział doskonale, jak wygląda życie w gospodarstwie w górach.

A co dziś widzi Pan z okna swojego domu w Wiśle?

Europę. Jest naprawdę pięknie – zadbane domy, drogi, gospodarstwa i ogródki przy nich. Dzisiaj, gdy patrzę na Wisłę, to w zasadzie obserwuję walkę między sąsiadami. Gdy ktoś ma piękny i zadbany ogród, to sąsiad chce mieć jeszcze piękniejszy, sadzi więcej kwiatów, krzewów, trawy. Kiedyś nie było czasu na takie rzeczy. Jeżeli ktoś miał pole, to się tylko nim zajmował, a kwiaty czy ogród, nie mówiąc o koszeniu trawy wokół domostwa, to była drugorzędna sprawa. Teraz mamy dostęp do wszystkiego, ale trochę zaczyna nam brakować wspólnoty – pobab, jazdy na łunochodach, zwykłej ludzkiej życzliwości, gdy jeden drugiemu pomaga. Pozamykaliśmy się w sobie. Smutne to.

Jak bardzo polska wieś zmieniła się od czasów Pana dzieciństwa?

Bardzo. To rewolucja – wystarczy spojrzeć choćby na sprzęt, który się pojawił. Kiedyś rolnik miał trochę tego, trochę tego, uprawiał i produkował wszystko dla siebie i niewiele na sprzedaż. Dzisiaj mamy sprofilowane gospodarstwa; jeden ma ziemniaki, drugi zboże, trzeci zupełnie coś innego. Rzadko się zdarza, żeby rolnik miał wszystkiego po trochu. Postęp technologiczny jest niesamowity. Kiedyś mieliśmy w domu traktorek składany z różnych części, a teraz potężne maszyny z klimatyzacją, elektroniką, różnym udogodnieniami. Teraz rolnik to często klasyczny biznesmen. Musi mieć głowę na karku, żeby to wszystko poukładać. I jeszcze powinien chuchać i dmuchać na zimne, zabezpieczać na wypadek, gdyby nie daj Boże jakaś klęska żywiołowa przyszła. Jeżeli chodzi o uprawy, to nadal nie jest łatwo, rolnicy wciąż mają problemy. To trudny zawód i nadal u nas niedoceniany.

PARTNER RUBRYKI

"JEST ROLNIK, JEST ŻYWNOŚĆ"

 

 



Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (2)

  • Mono 2019-06-25 11:21:00
    A kiedy Małysz zdobył złoto olimpijskie????🙄
  • Michał 2019-06-25 01:06:58
    Do poprawy: "Pracowałam" właściwie od małego
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.172.234.236
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Drodzy Użytkownicy!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych przetwarzamy Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.