Jak podliczył Powiatowy Inspektorat Weterynarii, zwalczanie ptasiej grypy w powiecie siedleckim kosztowało tej jesieni Skarb Państwa około 38 mln zł. Wirusa potwierdzono na 8 fermach, ale szkody poniosło znacznie więcej hodowców, z racji działań prewencyjnych. A wszystko prawdopodobnie z powodu z powodu nieodpowiedzialnych poczynań jednego właściciela fermy w Golicach Kolonii, któremu pomógł weterynarz – donosi Radio dla Ciebie.

Sprawa wyszła na jaw przez przypadek, gdy ognisko grypy ptaków wykryto na sąsiedniej fermie kurzej. Inspektorzy weterynarii odwiedzili wówczas pobliskie gospodarstwo, gdzie zastali pustą już indyczarnię. Uwagę inspektorów przykuły tam kopce świeżo rozkopanej ziemi. Jak się okazało, właściciel urządził w swoim gospodarstwie nielegalne grzebowisko drobiu.

Śledztwo wykazało, że hodowca świadomie nie zawiadomił służb, że jego indyki masowo padają. Padłe indyki w tajemnicy zakopał, a te jeszcze żywe sprzedał do przetwórni w Wielkopolsce. Wszystko wskazuje na to, że jego poczynania tuszował lekarz weterynarii.

Według inspekcji lekarz nie dopełnił obowiązków, bo nie powiadomił o podejrzeniu wystąpieniu choroby na fermie. Musiał zaś takie podejrzenie mieć, skoro do obiektu zostało wstawione 30 tys. sztuk indyków, a prawie połowa ptaków padła. Upadki sięgały 2 tysięcy sztuk dziennie.

Weterynarz wystawił jednak świadectwo, dzięki czemu hodowca mógł sprzedać 16 tysięcy indyków do zakładu w Wielkopolsce. Drób ten został – jak ustaliła prokuratura w Siedlcach - przerobiony na kebaby, które sprzedano do Francji i Włoch.

Niezgłoszenie podejrzenia ogniska choroby traktowane jest jako wykroczenie, za które weterynarzowi grozić może grzywna. Póki co, lekarzowi zakazano wystawiania świadectw zdrowia drobiu. Lekarz może jednak także usłyszeć zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentach urzędowych, co jest przestępstwem - donosi rozgłośnia RDC. Za poświadczenie nieprawdy grozi zaś kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Nawet 8 lat w więzieniu może natomiast spędzić właściciel fermy w Golicach Kolonii.