O problemie gminy pisze regionalny portal Echo Dnia. W centrum Borkowic, nieopodal szkoły do której stale uczęszcza 400 dzieci i innych placówek publicznych, ujawniono nielegalne składowisko chemicznych odpadów. Gminna Spółdzielnia od dawna nie istnieje, a nieruchomości przeszły w prywatne ręce. Właściciel wydzierżawił je firmie z Warszawy, która miała uruchomić tam sortownię odzieży. Tymczasem najemcy wykorzystali stare magazyny w charakterze składowiska toksycznych substancji.

Jak potwierdziła wspólna kontrola inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Policji, Straży Pożarnej i urzędników gminy, w dwóch magazynach, na łącznej powierzchni około 1300m kwadratowych, składowane są znaczne ilości odpadów. Znajdują się one w pojemnikach tzw. mauzerach, o pojemności 1000 litrów, w beczkach metalowych o pojemności 200l, oraz w zbiornikach na ofoliowanych paletach. Pojemniki nie posiadały żadnych oznaczeń, umożliwiających ustalenie pochodzenia i zawartości. Wyniki badań laboratoryjnych wykazały, że pojemniki zawierają m.in. aceton, eter dietylowy, octan etylu i inne pochodne etylu. Składowane nielegalnie substancje są silnie toksyczne i stanowią prawdopodobnie pozostałości z produkcji farb i lakierów.

Oszacowano, że łącznie może to być 900 ton chemikaliów, które stanowią zagrożenie dla mieszkańców i środowiska. Na szczęście nie zauważono żadnych wycieków, ale nie ulega wątpliwości, że nielegalne składowisko trzeba jak najszybciej zlikwidować. Na właścicieli firmy, która trucizny składowała, liczyć nie można. WIOŚ złożył do Prokuratury Rejonowej w Przysusze wniosek o podjęcie czynności w tej sprawie. Czterech mężczyzn na polecenie Prokuratury Okręgowej w Radomiu zostało zatrzymanych i aresztowanych, pod zarzutami nielegalnego składowania odpadów, w tym odpadów niebezpiecznych, które mogą zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi. Za to przestępstwo grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat. Trzem z mężczyzn postawiono tez zarzut udziału w grupie przestępczej.
Do wywiezienia szkodliwych odpadów potrzeba byłoby kilkadziesiąt tirów. Koszty takiej operacji znacznie przewyższają finansowe możliwości gminy, a gdyby nawet niezbędne środki ona posiadała, to i tak nie mogłaby finansować utylizacji odpadów. Grunty, magazyny i składowane odpady należą przecież do prywatnych firm.

Starosta przysuski skierował pismo do ministra środowiska z prośbą o pomoc rządu. Mieszkańcy gminy zbierają podpisy pod petycją do premiera, domagając się usunięcia z centrum wsi bomby ekologicznej. Władze gminy mają nadzieję na rozwiązanie problemu w oparciu o ustawę o zagrożeniach.