PAP: Dlaczego każdego roku w wodach umiera tyle osób?

Dr Alicja Pęczak-Graczyk: Przez brawurę i alkohol, brak umiejętności pływania albo przecenianie swoich umiejętności pływackich, nieodpowiednią ocenę warunków panujących w danym dniu na akwenach otwartych. Wydaje nam się, że w wodzie nic nam się nie może stać. Ponadto, o czym często zapominamy, czym innym jest pływanie na basenach, gdzie mamy grunt i ściany, a czym innym na jeziorze, czy w morzu, gdzie tego gruntu nie mamy i widoczność jest ograniczona.

PAP: Czy potrafimy pływać?

A.P.-G.: Wszystko zależy od świadomości. Często uważamy, że umiemy pływać. Na pewno osoby, które jako dzieci były wysyłane przez rodziców na dobrze prowadzone lekcje nauki pływania, mogą czuć się bardziej bezpieczne w wodzie.

PAP: Często zależy to od zasobności portfela rodziców.

A.P.-G.: Lekcje grupowe dla dzieci, w zależności od wielkości miasta, kosztują od 40 do 50 złotych. Lekcje indywidualne kosztują od 100 do 120 złotych. Uważam, że umiejętność pływania to nasze bezpieczeństwo i zdrowie. Pływania trzeba się nauczyć, tak samo jak umiejętności chodzenia, czy jazdy na rowerze.

PAP: A co z lekcjami pływania w szkołach?

A.P.-G.: Niestety uwolniono zawód trenera-instruktora, usunięto także z programu szkolnego naukę pływania. Szkoły, w których są pływalnie, mogą korzystać z basenu, ale wtedy lekcje odbywają się w grupach ok. 20-30 osobowych, a szkoły, które nie mają basenu, muszą dowozić uczniów na pływalnie.

PAP: Co to znaczy, że uwolniono zawód trenera?

A.P.-G.: To, że każdy może zostać trenerem-instruktorem w szkole nauki pływania. Kurs na instruktora pływania można zrobić przez internet i nikt nikogo nie sprawdza, czy ta osoba ma umiejętności i zna metodykę nauczania. Uczulałabym rodziców, żeby kontrolowani to, co się dzieje na pływalni.

PAP: A co się dzieje na pływalni?

A.P.-G.: Nie w każdej szkółce instruktorzy potrafią dobrze nauczyć. Znam szkoły, które w zupełnie inny sposób potraktowały metodykę nauczania. Rodzice płacą duże pieniądze przyprowadzając dzieci, które się nie rozwijają w tym zakresie. Jeżeli chodzi o maluchy, to rodzice są bardziej uważni i obserwują przebieg zajęć. Natomiast jeżeli chodzi o starsze dzieci, to rodzice często oddają je pod opiekę instruktora i wychodzą z basenu. Nie interesują się, czy dziecko uczy się pływać.

PAP: Czy każdy jest w stanie nauczyć się pływać?

A.P.-G.: Każdy, niezależnie od wieku. Ważne jest podejście. Instruktor powinien być w wodzie z dzieckiem, żeby dziecko przełamało lęk. Grupy muszą być niewielkie, tak, by instruktor mógł skupić się na każdym uczniu.

PAP: Od kiedy zacząć naukę pływania i czy osoba dorosła również może się tego podjąć?

A.P.-G.: W każdym wieku można nauczyć się pływania. Dobry okres do nauki pływania to 6-7 lat. Są też szkoły dla niemowlaków, ale to jest czas głównie na oswojenie z wodą, przełamanie lęku. Dziecko powinno nauczyć się leżenia na wodzie i prawidłowo ruszać nogami. Około 7. roku życia rozwija się koordynacja i dzieci są nieco silniejsze, wtedy są w stanie samodzielnie przepłynąć większe odległości bez przyboru. Osoby dorosłe z reguły wstydzą się lekcji grupowych, więc raczej wybierają lekcje indywidualne.

PAP: Czy pani zdaniem, gdyby większa część społeczeństwa umiała pływać to wypadków w wodzie byłoby mniej?

A.P.-G.: Na pewno. Należy jednak podkreślić, że to nie tylko umiejętność pływania, ale również dostosowanie swoich umiejętności do warunków panujących na wodach otwartych. Jeśli ktoś utrzymuje się na wodzie, a nie potrafi zanurzyć głowy do wody, to przy większej fali może sobie nie poradzić. Wówczas taka osoba zejdzie pod wodę. Umiemy pływać wtedy, kiedy potrafimy zrobić rytmiczny wydech do wody, wtedy jest szansa, że w warunkach pogorszenia się pogody poradzimy sobie. Miałam przypadki studentów, którzy świetnie pływali w basenie, a na otwartym akwenie paraliżował ich strach.

PAP: Jakich zatem zasad przestrzegać pływając na otwartych akwenach?

A.P.-G.: Przede wszystkim musimy sprawdzić, czy kąpielisko jest otwarte i strzeżone. Pływajmy tam, gdzie są ratownicy i miejsca do tego wydzielone. Jeżeli już wypływamy w głąb jeziora, to zabierajmy ze sobą bojkę, która będzie widoczna dla innych i utrzyma nas na wodzie, kiedy stracimy siły.

PAP: Czy osoba, która umie pływać powinna podjąć się akcji ratowniczej w przypadku, kiedy widzi osobę, która się topi?

A.P.-G.: Jeżeli kąpiemy się w warunkach miejsc strzeżonych, to jest to obowiązek ratownika. Gdy nie ma plaży strzeżonej, to należy rzucić osobie tonącej coś, co utrzymuje się na wodzie, dzięki czemu ta osoba mogłaby się utrzymać. Jeśli samemu podejmujemy akcję i zrobimy to nieumiejętnie, to może się to skończyć tragicznie dla nas i dla osoby topiącej się, bo możemy razem zejść pod wodę.