- Małżeństwo, właściciele domu bardzo się wystraszyli, bo nie znali człowieka, który się pod ich nieobecność rozgościł - przyznała oficer prasowa policji w Piszu Anna Szypczyńska.

Dodała, że sytuacja była o tyle kuriozalna, że gdy małżeństwo wchodziło przed północą do swojego domu obcy człowiek stanął w progu i zaprosił właścicieli do środka.

Jak się okazało, 66-letni mężczyzna z powiatu piskiego znalazł klucz do obcego domu w koszyczku na parapecie. Wziął klucz, otworzył drzwi i rozgościł się.

- Tłumaczył, że padał deszcz, więc chciał się wysuszyć, odpocząć - powiedziała policjantka.

Ponieważ, mimo próśb gospodarzy, mężczyzna nie chciał wyjść z domu właściciele wezwali policję.

- Policja zabrała 66-latek do aresztu, gdzie przeczekał do rana, a rano usłyszał zarzut naruszenia miru domowego za co grozi do roku więzienia - powiedziała Szypczyńska. Dodała, że intruz przyznał się.

Szypczyńska przekazała, że zwyczaj chowania klucza do domu pod wycieraczką, pod doniczką, czy na parapecie wciąż jest z małych społecznościach żywy i praktykowany.

- Może ta sytuacja zadziała ku przestrodze - oceniła.