18 października  Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał  zgodę na przejęcie przez spółkę Glencore Industries The Netherlands kontroli nad Zakładami Tłuszczowymi w Bodaczowie. Od otrzymanej decyzji minął prawie miesiąc, lecz ani rolnicy, ani przedstawiciele zakładów nie są w stanie określić dokładnej daty wypłaty należnych pieniędzy.

Obecnie zakłady tłuszczowe są winne rolnikom 35 mln 249 tys. zł. Początkowa kwota  wynosiła prawie 48 mln zł. Rolników, którzy oczekują na własne pieniądze jest prawie trzy tysiące. Dlaczego proces przejęcia trwa tyle czasu? Dlaczego międzynarodowy koncern czeka tak długo z ogłoszeniem formalnej decyzji? Powodów może być wiele. Powszechnie uznaje się, że trudności w finalizacji transakcji leżą po stronie banków, które nie chcą zgodzić się na warunki oferowane przez zainteresowane strony. Pojawiają się też inne opinie. – Banki nie mają się czego obawiać. Glencore jest bardzo zamożną firmą i jej zabezpieczenia finansowe z pewnością pokryją zobowiązania ZT wobec banków. Problem jednak może istnieć pomiędzy zainteresowanymi stronami. Możliwe, że warunki zaproponowane przez ZT w Bodaczowie nie odpowiadają Glencorowi. Stąd opóźnienia w sfinalizowaniu transakcji – uważa Rober Jakubiec, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Jak informują rolnicy oraz przedstawiciele organizacji rolniczych praca w zakładzie stoi. Pracownicy zostali wysłani na bezpłatne urlopy i ZT nie przerabiają żadnego surowca. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie produkcja może być jednak wznowiona już w najbliższym czasie. – Do Bodaczowa zjechał już nawet rzepak, który najprawdopodobniej jest własnością Glencoru – informuje przedstawiciel jednej ze stron. Na stronie lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego widnieje z kolei informacja, że trwają intensywne prace prawników Glencoru i zakładów nad konkretnymi postanowieniami związanymi z końcową umową przejęcia. – Czekamy na podpisanie umowy z bankami i wypłata świadczeń w II połowie listopada wydaje się być bardzo realistyczna – przkonuje Tomasz Lis, przedstawiciel Zakładów Tłuszczowych.

Innym problemem, który pojawił się w przeciągu kilku ostatnich dni jest też egzekwowanie od rolników kar umownych,  które muszą zapłacić za niewywiązanie się z umów terminowych z 2010 r.

- Rolnicy dostali wezwania do zapłaty kar umownych. Postępowania toczą się już w sądzie w Zamościu. Jednak problemem nie są toczące się postępowania tylko to, gdzie pieniądze zapłacone przez rolników mają trafić. W obecnej sytuacji, gdzie ZT w Bodaczowie są "upadające" każdy gorsz powinien trafiać na ich konto. Niestety kancelarie prawne proponują rolnikom ugody, ze zmniejszoną karą umową i ustalone kwoty należy przelewać na ich konta. Jest to zgodne z prawem, lecz moralnie jest to "okradanie" ZT, a przede wszystkim okradanie rolników - tłumaczy Robert Jakubiec, prezes Izby Rolniczej w Lublinie. Rolnicy niejednokrotnie nie wiedzą nawet na czyje  konto wpłacają pieniądze. – Podczas rozprawy podano mi inny nr konta, zaś kilka dni później zadzwoniono i poproszono jednak o przelanie pieniędzy na inne konto. W gruncie rzeczy nie wiem, na czyje konto wpłynęły pieniądze, choć na pewno nie do zakładów – tłumaczy rolnik z Zamojskiego. Tomasz Lis, przedstawiciel ZT w Bodaczowie tłumaczy jednak, że wpłaty na konta kancelarii są powszechnie stosowaną zasadą i większość postępowań jest prowadzonych właśnie w taki sposób. Przedstawiciele rolników mają jednak zamiar poinformować  komornika o działaniach ZT i kancelarii prawnych w celu zajęcia przez niego wskazanych kont i przekazania pieniędzy „we właściwe ręce”.

Optymistycznym aspektem w całej sprawie może być  jednak zapewnienie ministra Sawickiego, że poszkodowani rolnicy otrzymają jako pierwsi dopłaty bezpośrednie. – Takie zapewnienie otrzymałem  od pana ministra. Mam jednak nadzieję, że rolnicy otrzymają do tego czasu także należne pieniądze z ZT – informuje Szymon Kuczyński, wiceprezes Krajowego Zrzeszenie Producentów Rzepaku. Ministerstwo informuje, że minister Marek Sawicki rozmawiał w tej sprawie z prezesem ARiMR, a obecnie prowadzone są dalsze ustalenia dotyczące możliwie szybkiego wypłacenia środków. - Aby ustalić personalia wszystkich poszkodowanych przez Zakłady Tłuszczowe w Bodaczowie rolników, dyrektor Lubelskiego Oddziału Regionalnego ARiMR wystosował pismo do kierownictwa tych zakładów, z prośbą o przekazanie listy kontrahentów (rolników), którym nie wypłacono należnych pieniędzy. Dopiero po otrzymaniu danych rolników poszkodowanych przez Zakłady Tłuszczowe w Bodaczowie, ARiMR umieści ich nazwiska na swojej liście płatności dopłat bezpośrednich za 2011 r. i wtedy będzie mogła wypłacić należne im z tego tytułu pieniądze – informuje biuro prasowe ARiMR. – W sprawie list rolników, czekamy na oficjalne pismo z ARiMR'u z prośbą o udostepnienie list – dodaje Tomasz Lis.

Ponadto była wojewoda lubelski Genowefa Tokarska spotkała się w tej samej sprawie również z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Markiem Sawickim. Podczas spotkania minister Sawicki potwierdził maksymalne przyspieszenie wypłat dopłat bezpośrednich dla rolników.

Kiedy rolnicy otrzymają zaległe pieniądze pozostaje nadal wielką niewidomą. Sprawa tak naprawdę toczy się od kilku miesięcy i terminy zwrotu należności są stale przekładane. Do drzwi rolników zaczęli pukać komornicy i żądają zwrotu pieniędzy zaciągniętych na kredyty związane z uprawą rzepaku. Dramat kilku tysięcy rodzin trwa nadal.