Gdyby historia o nieświeżym mięsie okazała się prawdziwa, oznaczałoby to, że mamy do czynienia z gigantyczną aferą. Sprawa wywołała już niemałe zamieszanie. Z pewnością nie wpływa ona pozytywnie na wizerunek polskiej branży mięsnej. Ta od kilku lat nieustannie znajduje się w ogniu krytyki. Historia żyje własnym życiem, a my postanowiliśmy sprawdzić czy sprawa jest badana przez powiatową komendę policji w Rawie Mazowieckiej, czy została zgłoszona przez rolników i ile w niej prawdy. Skontaktowaliśmy się także z organizatorem strajków oraz powiatową lekarz weterynarii.

Zaczynamy od rozmowy z panią Magdaleną Pietrzyk-Zychowicz, Powiatową Lekarz Weterynarii w Rawie Mazowieckiej.

- Chcielibyśmy poznać szczegóły głośnej sprawy, która miała miejsce podczas protestu rolników. Rzekomo mieli oni udaremnić wjazd auta przywożącego mięso. Niektórzy twierdzili, że auto wiozło surowiec z Belgii. Z pojazdu miała wydobywać się "śmierdząca substancja".

- W dniu protestu, do zakładu Food Service dostarczono półtusze wieprzowe z Belgii. Przywieziony towar został poddany kontroli przez urzędowego lekarza weterynarii. W trakcie kontroli stwierdzono zgodność produktu i dokumentacji mu towarzyszącej z wymaganiami weterynaryjnymi. Hodowcy biorący udział w proteście, nie podważali jakości skontrolowanego mięsa. Do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Rawie Mazowieckiej nie zgłaszano informacji dotyczących ,,wyciekającej z tira substancji”.

Oczywiste staje się zatem, że auto dostarczyło do zakładu świeże mięso. Skąd zatem to zamieszanie dotyczące substancji o nieprzyjemnym zapachu? Chcąc rozwiać te wątpliwości, kontaktujemy się z nadkomisarz Karoliną Sokołowską - oficerem prasowym Powiatowej Komendy Policji w Rawie Mazowieckiej.

- Czy Komenda Powiatowa Policji w Rawie Mazowieckiej prowadzi sprawę dotyczącą rzekomego wycieku "śmierdzącej" substancji z tira przewożącego mięso?

- W trakcie protestu hodowcy wskazali policjantom ciężarówkę, z której wyciekała substancja. funkcjonariusze podjęli kontrolę auta. Kierowca faktycznie został ukarany mandatem karnym za  nieprawidłowe przewożenie substancji wydzielającej nieprzyjemny zapach. Na tym cała sprawa została zakończona.

- Czy auto, o którym mowa przewoziło mięso?

- Nie, z całą stanowczością mogę powiedzieć, że to nie był samochód z mięsem, tam były przewożone produkty do utylizacji, które opuściły zakład mięsny.

Na koniec zwracamy się do przewodniczącego strajkujących rolników, przedstawiając mu informacje, które udało nam się ustalić. Co na to Janusz Terka?

- Jeżeli służby twierdzą, że mieliśmy do czynienia z odpadami poubojowymi, to nie mam podstaw byśmy mogli to podważać.

Czy wobec tego zamierzacie oficjalnie sprostować tę informację? Wasza informacja wywołała wśród rolników ogromne kontrowersje, ucierpiał na tym także wizerunek zakładu.

- Z naszej strony od samego początku jest chęć wyjaśnienia tej sprawy. Dobrze by było, gdyby przedstawiciele Food Servisu wyrazili chęć spotkania się z rolnikami. Ważne byśmy usiedli przy stole i wyjaśnili wszystkie sporne kwestie. Wtedy oficjalnie możemy wypracować wspólne stanowisko. Myślę, że byłoby to z korzyścią dla obu stron. Ciężko jest nam podważać stanowisko służb, ale dziwi nas, że w czasie kontroli nie mogliśmy nawet zbliżyć się do zatrzymanego auta. Dziwi nas też, że po proteście właściciele zakładu mają pretensje do pojedynczych rolników, dlaczego nie zwracają się bezpośrednio do związku? To nie jest tak, że przyszli rolnicy, którzy byli niezorganizowani. Większość reprezentowało Solidarność RI.

- Jednak nie potrafię zrozumieć tego dlaczego zablokowaliście akurat zakład z Rawy Mazowieckiej, do którego nawet nie odstawiacie żywca.

-  To fakt, my na samym początku zaznaczyliśmy, że przypadkowo zablokowaliśmy akurat ten zakład. Chodziło nam bardziej o to by pokazać, że do polskich zakładów przychodzi mięso z zagranicy, a my nie mamy gdzie sprzedawać żywca. Proszę mi powiedzieć, co ja mogę mieć do właścicieli Food Servicu? Absolutnie nic.

Co na to władze Food Service?

Zarząd Food Service Sp. z o.o. zawsze jest otwarty na rozmowy, nawet dotyczące trudnych spraw, ale nie w formie protestów, blokad, czy strajków. Zawsze można do nas zadzwonić i umówić się na spotkanie, natomiast nie popieramy takich form jak blokada zakładu.

Raz jeszcze chcemy podkreślić, że pracujemy w oparciu o najwyższe standardy bezpieczeństwa żywności. Dostarczone belgijskie półtusze spełniały wszystkie normy, charakteryzowały się wysoką jakością, co mogli zobaczyć przedstawiciele protestujących rolników w momencie rozładunku towaru- przyznaje Zarząd Food Service.

Podsumowując, wszystko wskazuje na to, że mieliśmy do czynienia z plotką, która w krótkim czasie została przedstawiona przez hodowców jako fakt. Należy żałować, że nie została sprostowana jeszcze podczas protestu. Z pewnością tego typu insynuacje nie służą współpracy między hodowcami, a zakładami mięsnymi, stawiając całą branżę w złym świetle.