Polska żyje niejadalną solą, która wg napływających informacji może być m.in. rakotwórcza. Jakie może to mieć inne konsekwencje dla zdrowia- nikt w tej chwili nie wie. Ale jak to możliwe, że w państwie prawa (w końcu prawie wzorowanym  i wymaganym przez UE), w którym kontrolowane jest prawie wszystko łącznie m.in.  z bzdurnymi-zdaniem mieszkańców wsi-regulacjami uboju świń na własne potrzeby, mogło dojść do takiej afery i co ważne odkrytej tak późno, bo przecież wg przedstawianych informacji proceder trwał prawdopodobnie od szeregu lat.

Nie trudno przewidzieć (tak mi się wydaje), że po takim news’ ie zakupy przetworów mięsnych mogą spaść ponieważ początkowe informacje wskazywały, że „zatruta” sól trafiała tylko do zakładów mięsnych. Później informowano, że nie tylko do zakładów mięsnych ale i do np. piekarń itp. Jednak pierwsze wrażenie pozostało.

Jak mówi dla farmer.pl Prezes Związku Polskie Mięso Witold Choiński - niepełna, jednostronna informacja puszczona w eter naraża niesłusznie przetwórców – a co za tym idzie i producentów- mięsa na ewentualne, podkreślam ewentualne straty. Wbrew pozorom zakłady mięsne nie zużywają potężnych ilości soli a w zasadzie z każdym rokiem użycie tego środka spada. Dbając, z jednej strony o walory smakowe, z drugiej o zdrowie, zakłady mięsne systematycznie ograniczają udział soli w procesie produkcji. Nawet jeżeliby tak się stało, że niedozwolona sól trafiłaby do jakiegoś zakładu mięsnego to i tak biorąc pod uwagę skalę spożycia przetworów mięsnych na osobę , w porównaniu np. z pieczywem, dawka byłaby znacznie mniejsza. Tym bardziej zdecydowanie sprzeciwiamy się, jako Związek Polskie Mięso, lakonicznym, niemającym odzwierciedlenia w rzeczywistości  (a przynajmniej niepotwierdzonym przez odpowiednie służby) twierdzeniom medialnym jakoby tylko, czy też przede wszystkim, sektor przetwórstwa mięsnego miał używać niedozwolonej soli.

Instytucje europejskie i krajowe skupiają się np. na wielkości klatek dla kur, żeby kurom było lepiej, wygodniej- i słusznie ale w związku z tym -  wydaje się, że najwyraźniej gubią się , z chociażby kontrolą żywności dla bezpieczeństwa człowieka. Państwo, jak się okazuje w pogoni za spełnianiem „medialnie modnych postulatów niewielkiej grupy ludzi”, zatraca zdolność do kontroli bezpiecznego bytu człowieka. Kontrolowane jest prawie wszystko, np. wysokość produkcji mleka, czy przepływ powietrza w oborze. Kontrolowane jest nawet ścięcie drzewa na własnej posesji (nie ważne czy może ci spać na głowę bo jest stare i nadwyrężone przez upływ czasu- bez zgody nie zetniesz, a jak zetniesz to już po tobie, jak się przekonała jakiś czas temu sędziwa emerytka). Prawie wszystko jest kontrolowane i skwapliwie egzekwowane łamanie przepisów.

Ale jak widać w tym galopie regulacji, niestety ani UE ani nasze państwo się nie sprawdza. Okazuje się, że ten jakby mogło się wydawać idealny mechanizm regulowania wszystkiego jest do kitu. Jak się okazuje możliwe jest prymitywne, prostackie „trucie” społeczeństwa dla kilku milionów złotych zysku. To, że na leczenie skutków wspomnianego procederu, państwo wyda czy też wydaje znacznie więcej to chyba już nie jest istotne dla decydentów. Wsadzi się (być może) kilka osób na kilka lat za kratki i to wszystko. Ogłosi się sukces wymiaru sprawiedliwości i skuteczność państwa polskiego. A tragedii ludzkiej i tak się nie odwróci. To jest sprawiedliwość?  Pytam się, od czego są (i były)  instytucje państwowe, które przez tyle lat nie wykryły tego zjawiska- przez co byliśmy i jesteśmy narażeni, albo po prostu byliśmy truci przez chciwość potencjalnych zwyrodnialców?.  Pytam się jak można mieć zaufanie do tych instytucji, czyli i do naszego państwa, jeżeli w tak podstawowej- bo dotyczącej naszego zdrowia- kwestii okazały się  nieskuteczne, bezużyteczne. Dzisiejsze informacje, jak to się pręży sanepid i inne państwowe instytucje w kwestii „skażonej” soli  są jakże „budujące” ale niestety o wiele lat spóźnione. Gdzie byliście do tej pory. Pomyślcie, nieskuteczni, skostniali „fachowcy”, może i wy i wasze dzieci jadły też „zatrute” tą solą produkty, przez tyle lat.
 
Od kilku lat w Polsce toczy się dyskusja o powołaniu urzędu do spraw bezpieczeństwa żywności na wzór urzędów działających w niektórych krajach w UE. Wyraźnie widać, że taka instytucja jest w Polsce potrzebna. Może w końcu minister zdrowia i minister rolnictwa dogadają sie w tej sprawie.