DIR idzie na odsiecz rolnikom, których policja ucisza, gani lub karze za to, że normalnie pracują w swoich gospodarstwach. Na rolników bowiem coraz częściej sypią się skargi za prowadzenie przez nich działalności rolniczej na wsi. Zapachy z obory, kurz na drodze podczas zwózki plonów albo hałasy po godzinie 22., gdy rolnicy koszą zboża albo trawę, ratując plony przed deszczem – to właśnie coraz częstsze powody skarg, jakie na policję składają mieszkańcy wsi przeciwko rolnikom. A ta przyjmuje zgłoszenia i reaguje.

Sprawy kończą się różnie - pouczeniami, mandatami, postępowaniami w sądzie.
- Musimy się bronić i będziemy to robić – mówi Leszek Grala, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej.
Dlatego ruszyła specjalna akcja informacyjna (naklejki, plakaty, ulotki, spoty informacyjne w mediach, pod hasłem: STOP – wieś, teren pracy rolnika) dla nowo osiadłych na wsi mieszkańców.
Informacje na temat pracy rolników, są przekazywane do lokalnych mediów, do gmin i rozpowszechniane w trakcie rolniczych festynów czy innych wydarzeń.

Rolnicy informują, że wieś jest ich terenem pracy, a jej mieszkańcy powinni się przystosować do ewentualnych utrudnień czy niedogodności. - Są przypadki, gdy policja przyjeżdżała i zganiała z pól rolników, którzy w nocy zbierali zboża, aby ratować plony przed deszczem – opowiada Grala. - W innych krajach UE ktoś, kto osiedla się na wsi musi się dostosować do warunków, jakie tam panują. My pracujemy na wsi, dla rolnika wieś to zakład pracy.

Jednak zgodnie z Kodeksem wykroczeń art. 51 §1 - Kto krzykiem, hałasem, alarmem, lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. I ten właśnie przepis wykorzystuje część, szczególnie nowych mieszkańców wsi, traktując działalność rolniczą jak wybryk (!).

A za wybryk z powyższego artykułu Kodeksu wykroczeń, nowi mieszkańcy wsi traktują zapachy dochodzące z obory, hałas maszyn rolniczych, czy kurz na drodze podczas zwózki płodów rolnych. A przecież na wsi to normalny, codzienny i nieodłączny element procesu technologicznego przy produkcji żywności.

Na tym nie koniec, gdyż w obronie producentów rolnych staną także związkowcy ogólnopolskich struktur. - Trzeba to uregulować prawnie. Należy napisać to jasno w przepisach prawa, że wieś jest terenem produkcji rolniczej. Przecież rolnik dla przyjemności o 4 rano nie doi krów i nie jeździ po północy w czasie żniw kombajnem, żeby podziwiać księżyc. To jest normalna praca, bardzo ciężka i w trudnych warunkach. To jest produkcja rolna, która wiąże się często z hałasem rano czy w nocy, mało komfortowym zapachem z obory czy kurzem na drodze. Ktoś, kto mieszka przy Marszałkowskiej w Warszawie też godzi się na duży ruch samochodów – argumentuje Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

- Za wybryk zaczyna być więc uznawane nie sprzeczne z normami społecznymi zachowanie, ale zwyczajna codzienna praca rolnika. Dobrze, że nikt jeszcze nie karze rolników za piejące koguty, czy muczące rankiem krowy.