Rząd PO-PSL już po kilku latach sprawowania władzy zaczął mieć problem z rolnikami. Właściwie może jest odwrotnie, może należałoby powiedzieć, że to rolnicy mają problem z tym rządem?

Wspólny mianownik protestów jest w każdym razie jeden: polityka rolna rządu.

PROTESTÓW CIĄG NIEPRZERWANY

Podobny schyłek zimy jak tegoroczny przeżywaliśmy już w 2008 r.

Przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych Sławomir Izdebski już wtedy organizował wizyty w rządzie rolników z petycjami i zapowiadał marsz gwiaździsty na Warszawę. Protestujący chcieli zwiększenia środków na dopłaty do eksportu wieprzowiny, wejścia większej liczby polskich producentów trzody na rynki wschodnie, domagali się moratorium na spłatę rolniczych kredytów do czasu poprawy opłacalności produkcji rolnej, a szczególnie trzody chlewnej. Izdebski mówił wtedy, że duże fermy trzody chlewnej nie przestrzegają zasad ochrony środowiska, a jego związek przygotował projekt ustawy, który wprowadzi wymóg lokalizacji takich zakładów w odległości co najmniej 800 m od wszelkich zabudowań i ujęć wody pitnej.

Protest poparła Wielkopolska: chociażby rodzące się wówczas Stronnictwo Piast, domagające się kontroli weterynaryjnych mięsa sprowadzonego do Polski z Unii Europejskiej i innych krajów.

Ale protestowali też producenci zbóż: np. Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych w paź dzierniku 2008 r. przeciwko nadmiernemu importowi taniego zboża z Ukrainy.

W listopadzie kilkuset rolników w Olsztynie domagało się zapewnienia opłacalności produkcji, interwencji państwa na rynku mięsa, mleka i zboża.

W kwietniu 2009 r. Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych "Solidarność" zapowiadał protest ogólnopolski.

- Przykre jest, że rząd polski nie reaguje na dialog społeczny, o który zabiegamy od ubiegłego roku. Zwracaliśmy się do premiera, by taki dialog powstał np. w Komisji Trójstronnej. Nikt tam nas nie reprezentuje, a powinniśmy w niej być, by rozmawiać o naszych sprawach - mówił wówczas przewodniczący związku, senator Jerzy Chróścikowski. Spadały ceny, rolnicy narzekali na trudności ze zbytem towarów.

W lutym 2011 r. wrzało w Bydgoszczy i Grudziądzu - protestujący mówili o sprowadzaniu z Niemiec wieprzowiny skażonej dioksynami, ale nie tylko. - Rolnictwo kujawsko-pomorskie jest oparte na trzodzie, ale problem dotyczy praktycznie wszystkich gałęzi produkcji rolnej. Będziemy się upominać też o buraki cukrowe i mleko - deklarował współorganizator protestu Antoni Kuś. Protest w Bydgoszczy i Grudziądzu przygotowały wspólnie związki zawodowe NSZZ "S" Rolników Indywidualnych i Samoobrona oraz Grupa Producentów Trzody Chlewnej z podbydgoskiej miejscowości Wtelno.

Były też protesty o lokalnym charakterze czy wynikające z sytuacji dotyczącej niektórych grup rolników. I tak np. protestowali rolnicy wywłaszczani pod drogi (Nidzica i Augustów), niezadowoleni z podniesienia podatku rolnego (Hrubieszów), wierzyciele spółki Jantur z Nieszawy, dotknięci wymarznięciami wiosną 2012 r., dzierżawcy sprzeciwiający się wyłączeniom 30 proc. ziemi z umów.

Trzy lata temu, w 2012 r. pod sztandarem "Solidarności" RI zaprotestowali rolnicy w Zachodniopomorskiem. Bezpośrednio zmusiła ich do tego sytuacja specyficzna na tym terenie, związana z wykupowaniem ziemi przez spółki finansowane przez Duńczyków. Ale nie tylko o sprzedaży ziemi obcokrajowcom na tzw. słupa usłyszeliśmy ze Szczecina - od początku protestujący wysuwali też hasła zmierzające do poprawy opłacalności produkcji: chcieli dopłat do kredytów preferencyjnych na zakup ziemi, zwiększenia limitów i zwrotu pełnej akcyzy za paliwo rolnicze, pomocy finansowej państwa młodym rolnikom na zakup ziemi, sprzeciwiali się nowelizowanej ustawie o składkach na ubezpieczenie zdrowotne rolników, chcieli umożliwienia sprzedaży bezpośredniej.

Wystosowali taki list otwarty do premiera Tuska: "Wyrażamy swoje zdecydowane oburzenie oraz głęboki sprzeciw wobec ostatnich działań Pana Rządu w obszarze rolnictwa. Skutki tych działań, szczególnie boleśnie odczują właściciele tworzonych z ogromnym trudem, prężnych gospodarstw towarowych naszego województwa. Nasz sprzeciw budzi nie tylko fakt wprowadzenia niekorzystnych rozwiązań, ale również sposób ich wprowadzania - z zaskoczenia, bez konsultacji."

Z tego przeglądu protestów można wysnuć taki wniosek, że sprawy wyganiające rolników na ulice są od lat podobne, a akcje protestacyjne organizują te same organizacje i ci sami przywódcy. Sprzeciwiają się tym samym problemom, mówią o tych samych potrzebach działań. I słyszą w odpowiedzi to samo: włączcie się w to, co robimy, organizujcie sobie sami pomoc.

I tak po protestach związanych z wymarznięciami w marcu 2012 r. minister Sawicki z Białegostoku mówił:

- Chcę uspokoić rolników. Zupełnie niepotrzebnie dają się zwodzić na protesty i blokady urzędu w Bydgoszczy. Pomoc, tak jak w przypadku suszy, powodzi, gradobicia, przymrozków, przez ostatnie 4 lata była do rolników kierowana.

Minister radził, aby rolnicy, zamiast protestować, korzystali z możliwości ubezpieczania się i występowali do samorządów o powoływanie komisji do szczegółowego oszacowania strat. - W mojej ocenie protest, sposób jego podjęcia i skala są absolutnie nieadekwatne do tego, co można zrobić. Z pewnością nie jest więc to tylko protest w związku z wymrożeniami - sugerował.

NIC SIĘ NIE ZMIENIA?

"Dość lekceważenia społeczeństwa!" - to hasło można było przeczytać już podczas pikiety pod Ministerstwem Rolnictwa we wrześniu 2013 r. - Ostatnie spotkanie w tym budynku z ministrem rolnictwa musieliśmy opuścić - mówił wówczas Chróścikowski, a ministrem rolnictwa był wówczas Stanisław Kalemba. To wtedy rolnicy zaczęli słuchać o niemożności podjęcia działań w kraju. - Pan minister pięknie mówi, ale nic nie może. Skoro pan nie jest w stanie rozwiązać naszych problemów, to my kończymy rozmowy, wychodzimy z pismem do premiera, premier powinien z nami się spotkać. Skoro pan nie może, to premier musi.

Trwałość gospodarstw, bezpieczeństwo żywnościowe dla narodu, 2 mln ha wyłączone z produkcji, brak konkurencyjności w przyszłej perspektywie - wyliczał Chróścikowski problemy doskwierające rolnikom. Jak podkreślił, do protestu przyłączyła się Samoobrona, ale "nie przyszedł kolega Serafin".

Ale nieobecnych było więcej - nie wyszedł do rolników również Wiktor Szmulewicz, chociaż KRIR ma swoją siedzibę w budynku ministerstwa. Stanisław Kalemba przysłał wysłanniczkę, która proponowała wejście do budynku na rozmowy - protestujący podziękowali, bo odpowiedź ministra znali - wiedzieli, że "nic nie może".

A i premier - jak się okazało - nic nie musiał.

- Dlaczego pan, panie ministrze, za przeproszeniem nie pieprznie ręką w stół u premiera i nie powie: "Panie premierze, to my rolnicy budujemy perspektywę przyszłości tego państwa" - pytał pod ministerstwem Lech Kuropatwiński, przewodniczący "Samoobrony". - Dlaczego brak panu odwagi? Uważamy, że pan ma wsparcie w nas. Nie przyszliśmy, żeby pana obalać, żeby pana wysadzać ze stanowiska, ale żeby stać za panem, a pan żeby mógł robić to, co pan powinien robić. To pan jest dzisiaj gwarantem polskiego rolnictwa.

Kuropatwiński mówił, że hańbą jest powoływanie coraz to nowych związków rolników. - Rząd się z tego tylko śmieje - podsumowywał i zachęcał: - Idźmy na wieś i powiedzmy: "Chcemy jednego, wolnego związku. Nieważna nazwa, ważny cel i przyszłość. Przyszłość rolników".

Ale nawet tego celu - w całości leżącego po stronie rolników - nie udało się osiągnąć.

Po roku znów odbyła się pikieta pod MRiRW, tuż po ataku ASF. Rolnicy przyszli z hasłami: "Dość lekceważenia polskiej wsi", "Żądamy ochrony polskich hodowli". Domagali się referendum w obronie polskiej ziemi i lasów, poprawy konkurencyjności polskich rolników, skutecznej walki z ASF i ograniczeniami w handlu, jakie wywołał wirus.

Potem protestowali jeszcze producenci owoców miękkich i wiśni, wreszcie zaczęły się protesty dotkniętych rosyjskim embargiem sadowników i trzodziarzy, w końcu dołączyli do nich niezadowoleni z cen mleka i zniesienia jego kwotowania.

OPZZ RIOR NA CZELE NIEZADOWOLONYCH

Zatem mamy w tym roku powtórkę z poprzednich sytuacji. Powtarzają się sposoby organizowania protestów, powtarzają się organizatorzy, postulaty, reakcje władzy. Czy powtórzy się rezultat akcji?

Tegorocznych protestów można się było spodziewać: wszak mamy rok wyborczy, co nie sprzyja spokojowi społecznemu. Ale to nie czyni też protestów nieuzasadnionymi i nawet minister Sawicki dopytywany, czy uważa protest za nieuzasadniony, przyznał:

- Gdyby był nieuzasadniony, to bym ich nie zapraszał.

Protest jednego rolnika już jest problemem - mówił. - Skoro jest protestująca grupa, to zbieramy się, aby usiąść i szukać rozwiązania. Trzeba wydyskutować, jaka pomoc jest najlepsza.

Tyle że o dyskusję rolnicy zabiegali wcześniej. Teraz wyszli na ulice.

Tym razem hasło do protestów ogólnopolskich pierwszy rzucił Sławomir Izdebski. Solidarność RI utrzymywała gotowość do strajków od początku roku, ale wszystkie prowadzone przez nią protesty miały charakter lokalny.

Lokalny charakter miały też początkowo protesty OPZZ: już w listopadzie minister Sawicki zaprosił przedstawicieli tego związku oraz Podlaskiego Stowarzyszenia Producentów Trzody Chlewnej na rozmowy. Protest rolników, zapowiedziany na czwartek 13 listopada, będzie miał charakter "pokojowy", wspierający ministra rolnictwa w działaniach na rzecz m.in. uboju rytualnego - informował minister po spotkaniu. Sawicki relacjonował też, że rozmowa dotyczyła także budowy nowej formuły organizacji zawodowych w Polsce. Chodzi o utworzenie silnej reprezentacji organizacji branżowych, o mniejsze upolitycznienie związków zawodowych. Sławomir Izdebski natomiast - jakby był na innych rozmowach - powiedział, że rozmowy z Sawickim niczego nie zmieniły i protest odbędzie się. Dodał, że podczas spotkania nie padły żadne konkrety ani deklaracje. I tak zaczęła się blokada na drodze w Zdanach.

Prędko jednak protestów zaczęło przybywać. Grójec, Topólno, Białystok, Płock, Zabłudów, Łowicz, Wieluń, Izbica Kujawska, Wrocław, Gniezno, Marchwacz, Kalisz, Kielce, Lublin, Pyrzyce - nikt już nie zastanawiał się, kto jest organizatorem tych protestów, rolnicy przyłączali się do nich spontanicznie.

PROTESTY OBJĘŁY CAŁY KRAJ

W tej atmosferze 25 stycznia odbył się w Warszawie III Kongres Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych. Pod hasłem "Dokąd idziesz Polsko", obradowano i postulowano. A postulować mógł każdy - i każdy miał rację, co kilkuset rolników zgromadzonych przyznawało bez wahania, podnosząc w górę swój mandat na znak poparcia. Przyjęto w ten sposób sześć uchwał - najważniejsze postulaty sprowadzały się do żądania pomocy dla mleczarzy, trzodziarzy, producentów owoców miękkich, a nawet wypłaty rekompensat dla tych hodowców bydła, którzy stracili na zakazie uboju rytualnego (został on wprowadzony niezgodnie z unijnym prawem - przekonywał Sławomir Izdebski).

A jak zrealizować potrzebną pomoc? Niezbędne są rekompensaty do produkcji trzody chlewnej, dopłaty do eksportu wieprzowiny, uruchomienie skupu na potrzeby rezerw materiałowych, zezwolenie na przeznaczanie mleka na własne potrzeby i dopłaty rekompensujące kary za przekroczenie kwot mlecznych - uważali zgromadzeni na kongresie.

W wystąpieniach powracało przeświadczenie, że nie ma obecnie dochodowej gałęzi w rolnictwie, a zubożenie mieszkańców miast i działalność sieci handlowych pozbawiają rolników możliwości zbytu i zarabiania. Efektem są trudności na każdym z rolniczych rynków. A jeśli dodać do tego brak organizacji rolniczej reprezentującej skutecznie tę grupę w rozmowach z rządem - efekt jest taki, jaki jest.

Gośćmi zjazdu byli m.in. przewodniczący OPZZ Jan Guz oraz mec. Henryk Dzido, Gabriel Janowski, europoseł Janusz Korwin-Mikke. Swojego wysłannika przysłali górnicy z Sierpnia 80.

Wystosowano list do premier Kopacz i zapowiedziano marsz gwiaździsty na stolicę, jeśli nie będzie reakcji rządu na zgłoszone postulaty. I reakcji nie było.

Był zatem marsz, ale ramiona gwiazdy były mocno niesymetryczne: rolnicy nie wjechali do Warszawy, ciągniki zablokowały wjazd do miasta od strony miejscowości Zakręt.

Pod MRiRW zorganizowano pikietę, Izdebski wyszedł prędko z rozmów toczących się w ministerstwie.

- Stała się rzecz straszna - powiedział Izdebski do pikietujących pod budynkiem rolników. - Dzisiaj minister rolnictwa, który podobno wywodzi się ze wsi, stanął po stronie Platformy Obywatelskiej i kapitału obcego, a nie po stronie rolników polskich. Dzisiaj ja powiedziałem, że nie będę rozmawiał ze zdrajcami, takimi jak Serafin i inni, którzy jeszcze tydzień temu pluli na nas, a dzisiaj klaszczą.

Jak przekonywał Izdebski, wtedy, kiedy minister stwierdził, że nie będzie odszkodowań za dziki, że nie będzie interwencji na rynku mleka i trzody chlewnej, "oni jeszcze mu klaszczą, oni zostali tam, ci zdrajcy" - "zasługujący na chłostę".

- Dzisiaj inwazja polskich rolników dopiero się rozpoczyna. Dopiero ten rząd pozna siłę chłopską i pozna siłę górników. Jeszcze dzisiaj skontaktujemy się z górnikami, którzy już szykują inwazję. Razem z nami, wspólnie, za kilka dni, sto tysięcy ludzi stanie w Warszawie, i nie wyjdziemy z Warszawy, dopóki ten antyludzki, antyrolniczy i antypolski rząd nie odejdzie. Ten rząd zdrajców musi po prostu odejść. Z tymi zdrajcami rozmawiać już nie będziemy. Z tymi zdrajcami nie ma już o czym rozmawiać. Jeżeli dzisiaj dla was, rolnicy, nie ma 7 milionów złotych, a dla Ukrainy jest 100 mln zł, to niech sobie wyjeżdżają do tej Ukrainy i nigdy nie wracają.

Następnego dnia rolnicy odjechali, obiecując, że wrócą.

Ale hasła antyukraińskie nie dały Izdebskiemu powodzenia.

- Kogo może ściągnąć podejrzany Izdebski? Proputinowski polityk, w najlepszym wypadku, może agent Putina, tego nie wiadomo. Co oni chcą? Żałosna karykatura Samoobrony - tak poseł PO Stefan Niesiołowski komentował zapowiedź kolejnego przyjazdu do Warszawy protestujących.

DIALOG I REPREZENTATYWNOŚĆ

Minister Marek Sawicki tymczasem zapragnął "dialogu" z rolnikami.

Jak wynika z notatek zamieszczanych na stronie internetowej ministerstwa, w tym roku minister spotkał się z organizacjami zrzeszonymi w COPA-COGECA, członkami Związku Zawodowego Centrum Narodowe Młodych Rolników, Związku Zawodowego Rolników "Solidarni", Związku Zawodowego Rolników Ojczyzna obrona konieczna, uczestnikami posiedzenia Krajowej Rady Izb Rolniczych i z przedstawicielami Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Oprócz tego zorganizowano spotkania z komitetami protestacyjnymi. Wreszcie w dniu "marszu gwiaździstego" odbyły się rozmowy - najpierw z organizacjami z COPA-COGECA, potem z komitetami protestacyjnymi. Listy uczestników rozmów znajdują się obok.

Niektóre z tych organizacji są - delikatnie mówiąc - szczątkowe. "Farmerowi" nie udało się dowiedzieć, według jakiego klucza dobiera sobie minister rozmówców. Nie jest to jednak z pewnością zależne od reprezentatywności organizacji - nad jej określeniem i warunkami zorganizowania rolników minister się dopiero zastanawia.

Podczas spotkania z dziennikarzami pod koniec stycznia minister stwierdził, że nie ma nic przeciwko postulowanej przez protestujących Komisji Trójstronnej Dialogu Społecznego, ale potrzebne jest określenie reprezentatywności i rolników, i przedsiębiorców. A jak określić reprezentatywność organizacji? Minister ma taką propozycję:

- Milion trzysta tysięcy gospodarstw składa wnioski o dopłaty bezpośrednie. Niech w tych wnioskach zaznaczą, że na związek X zobowiązują się wpłacić nie mniej niż 100 zł rocznej składki i deklarują przynależność do takiego związku.

Zdaniem ministra ARiMR organizacyjnie to załatwi.

A dlaczego nie zrobić tego przy podatku rolnym? Minister ma i drugą propozycję:

- Mamy w maju wybory do izb rolniczych, (…) niech głosujący ma na karcie do głosowania zaznaczone, wypisane wszystkie zarejestrowane organizacje rolnicze i zaznacza, że zgłasza przynależność do tej i do tej organizacji. Na podstawie tego rejestru, który ma sporządzony izba rolnicza i komisje wyborcze, izba rolnicza - która jest utrzymywana z odpisu 2-procentowego podatku gruntowego - proporcjonalnie dzieli pieniądze, które są na funkcjonowanie izby rolniczej, na te organizacje.

Zdaniem ministra, rolników powinny reprezentować izby, organizacje branżowe i - na trzeciej pozycji - związki zawodowe. Jak mówił, najszybciej znajduje porozumienie z organizacjami branżowymi, "pozostali uczestniczą w dyskusji politycznej".

Abstrahując już od tej dziwnej apolityczności deklarowanej przez polityka, trzeba zwrócić uwagę na cokolwiek późne zabieganie o określenie zasad zorganizowania się rolników i związek między zorganizowaniem i finansowaniem.

W tym kontekście nie od rzeczy jest przypomnienie o kłopotach z finansowaniem organizacji rolniczych.

IZBY ROLNICZE ZA 2 PROC. PODATKU ROLNEGO

Izby rolnicze jako jedyne mają zapewnione finansowanie z budżetu. Wszystkie pozostałe organizacje muszą liczyć na samofinansowanie się. Dotacja budżetowa przysługuje tylko organizacjom reprezentującym polskich rolników na forum unijnym.

W ubiegłym roku głośny był związany z tym spór między Krajową Radą Izb Rolniczych i Krajowym Związ kiem Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Trafił do urzędów skarbowych i prokuratury - ale nie zakończył się sformułowaniem zarzutów. Efektem było opóźnienie finansowania dla organizacji - potrzebna ustawa została przyjęta w kwietniu, ale rozporządzenie pozwalające na wypłatę należności organizacjom ukazało się dopiero w listopadzie. W efekcie organizacje reprezentujące polskich rolników na forum europejskim były przez prawie cały poprzedni rok pozbawione finansowania.

Zaraz na początku tego roku byliśmy natomiast świadkami kolejnej odsłony tego konfliktu: wniosek KRIR o członkostwo w COGECA odrzucony z powodu weta KZRKiOR - alarmowała izba. Wniosek miał formę bezczelnego spisku i działań przeciwko KZRKIOR - odpowiadały kółka.

Niezależnie od tego sporu warto zatrzymać się nad jednym z zarzutów postawionych przy tej okazji izbom przez kółka: "Izby Rolnicze są obowiązkowym samorządem rolniczym, gdzie w mocy ustawy każdy rolnik jest jej członkiem i nie ma możliwości wystąpienia z Izb Rolniczych. Pieniądze na funkcjonowanie Izby Rolniczej w całości pochodzą z budżetu państwa, zatem nie ma żadnego powodu prawnego ani statutowego inicjatywa Izb Rolniczych o przystąpieniu KRIR do struktur COGECA. Zarówno COPA, jak i COGECA w swoich statutach nie dopuszczają reprezentacji rolników, których działalność ograniczają przepisy państwa. W przypadku Izb Rolniczych Minister Rolnictwa, Wojewoda może uchylać wszystkie uchwały i decyzje, co jednoznacznie czyni je zależnymi od państwa" - napisały kółka w oświadczeniu.

Prosiliśmy Ministerstwo Rolnictwa o ustosunkowanie się do tego zarzutu.

Jaka jest opinia ministerstwa na temat sposobu finansowania organizacji reprezentujących rolników w COPA-COGECA? Czy ministerstwo przedstawi własny projekt rozwiązania tego problemu? Czy organizacje te mają zapewnione finansowanie w 2015 r.? I jak ministerstwo skomentuje zarzuty stawiane przez kółka izbom rolniczym? - pytaliśmy.

Odpowiedź jest następująca:

"W dniu 15 stycznia br. do Marszałka Sejmu RP został wniesiony przez posłów Klubu Parlamentarnego PSL poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o izbach rolniczych oraz niektórych innych ustaw. Projekt ten zakłada m.in. dofinansowanie z budżetu państwa, w formie dotacji celowej, kosztów związanych z uczestnictwem izb rolniczych, związków zawodowych rolników indywidualnych oraz społeczno-zawodowych organizacji rolników w ponadnarodowych organizacjach rolniczych reprezentujących interesy zawodowe rolników indywidualnych wobec instytucji Unii Europejskiej w latach 2015-2020."

Ministerstwo nie odpowiada, czy poprze ten projekt, czy też zamierza przedstawić własny. Sejmowa Komisja Rolnictwa zapowiedziała własne prace.

Natomiast w sprawie zarzutu niesamodzielności izb, wyjaśniono:

"Zasady gospodarki finansowej izb rolniczych określa rozdział 5 ustawy z dnia 14 grudnia 1995 r. o izbach rolniczych (Dz. U. 2002.101.927 z póź. zm.), natomiast rozdział 7 ww. ustawy opisuje nadzór sprawowany nad działalnością izb. Zgodnie z przepisami tej ustawy nadzór nad samorządem rolniczym sprawowany jest na podstawie kryterium zgodności z prawem. Wojewoda może stwierdzić nieważność uchwał organów izby, w drodze decyzji administracyjnej, którą zarząd izby może zaskarżyć do sądu administracyjnego."

Na działalność izb rolniczych przeznaczane jest 2 proc. podatku rolnego. W 2013 r. z tytułu podatku rolnego wpłynęło do budżetu państwa 1 634 452 210,23 zł. 2 proc. z wpłaconego podatku to 32 689 044 zł. W poprzednich wyborach do izb w 2007 r. wzięło udział 7,25 proc. uprawnionych rolników.

Czy 2 proc. podatku rolnego jest dobrze wydawane?

"SOLIDARNOŚĆ" RI: TO WSPÓLNY PROTEST ROLNIKÓW

Sami rolnicy tymczasem mówią, że bez znaczenia są organizacje. Liczy się liczba sympatyków, nie członków związków i organizacji. Ważny stał się protest i to, kto stanie na jego czele i będzie wyrazicielem poglądów rolników. No i czy ich nie oszuka.

Kolejny przyjazd rolników do Warszawy zapowiedzieli już niezależnie od siebie przedstawiciele NSZZ "Solidarność" RI i OPZZ RiOR. W czwartek 19 lutego - a więc w dniu oddania do druku tego numeru "Farmera" - zjechali do Warszawy rolnicy, ale tym razem już bez ciągników. Na ich wjazd do miasta nie wyrażono zgody, a okolic Warszawy pilnowało 50 SKOT-ów.

- Nie ma uzgodnienia z OPZZRiOR, ale będziemy razem. Będą też kółka. Bez względu na to, pod jakim szyldem protestują rolnicy, mogą do nas przyjść. Nie chodzi o rozgrywkę polityczną. "Solidarność" popiera protesty rolnicze i wzywa rolników, aby przyjeżdżali na wspólny protest - mówił przed protestami Edward Kosmal.

"Solidarność" RI nie uzyskała zgody na zorganizowanie przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów zielonego miasteczka. OPZZ o taką zgodę w ogóle nie wystąpiło. - Uzgadnialiśmy to, ale stawiane nam były warunki nie do spełnienia, tak, jakby miało tam powstać osiedle, a nie pikieta. A my chcemy zająć raptem 44 metry chodnika - mówił Kosmal.

Od organizatorów protestu wymagane były np. mapki geodezyjne, uzgodnienie z konserwatorem zabytków, z wodociągami, służbami oczyszczania miasta.

Zanim jeszcze organizatorzy protestu przestali gromadzić żądane dokumenty, znane już było stanowisko rządu: - Jeśli chodzi o protest rolników, jest oczywiście zgoda na manifestację - powiedziała na konferencji po posiedzeniu rządu premier Ewa Kopacz. Dodała, że jeśli chodzi o miasteczko namiotowe przed KPRM, to zgodnie z informacjami z ratusza, nie ma na nie zgody.

Rząd na tymże posiedzeniu w przeddzień protestu zwiększył odszkodowania za szkody wyrządzone przez dziki o 6,1 mln zł. To nie wystarczyło protestującym.

CHŁOPI RAZEM

Przed rozpoczęciem demonstracji wysłuchano nagrania wypowiedzi Andrzeja Leppera, który przestrzegał, że nierówne warunki dla Polski w UE mogą oznaczać "początek końca takiej Unii".

"Chłopi razem", "Polska ziemia dla polskich rolników", "Wara obcym od polskiej ziemi", "Polacy na was głosowali, a obcy was kupowali i czynią to nadal", "Polski rolnik bankrutuje, minister rolnictwa sprawy ignoruje", "Zagadki dla polskiego rządu: Czym się różni traktor od krowy? Jak traktor nawali, to stoi, a jak krowa nawali, to idzie dalej. Ile jest polskich traktorów w polu? Rząd w tej sprawie niestety nawalił…", "Zachodnie spółki precz z pyrzyckiej ziemi", "Frajer jest tylko jeden", "Zdrajco, gdzie są twoje Kółka Rolnicze? Kółko Rolnicze Gęś gm. Jabłoń, woj. lubelskie" (z podobizną Serafina), "Żeby Polska w siłę rosła, trzeba wodza, a nie osła" (z podobizną Marka Sawickiego), "Kto ziemię, przemysł i handel oddaje w ręce cudzoziemców, ten zdradza swój naród. Hipolit Cegielski", "Rolnicy z Pomorza niosą odwilż od morza". "Jeśli polski rolnik jest frajerem, to minister Sawicki kompletnym zerem" - to tylko niektóre z transparentów, jakie przygotowali rolnicy na demonstrację.

Protestujący nie liczyli na rozmowę z premier. Byli przygotowani na dłuższy pobyt pod siedzibą rządu.

Jak mówił Edward Kosmal, mogą ich wygnać spod KPRM dopiero skowronki - oznaczają konieczność wyjścia w pole i wtedy protestujący będą musieli… zmieniać się na proteście.

- To nie jest protest o odszkodowania za dziki. Polskie przetwórstwo jest w obcych rękach - mówi Kosmal. - Polski rolnik jest wypierany ze wszystkich rynków. Unia szybko się zorientowała, że polscy rolnicy mogą być konkurencją i oferuje nam gorsze warunki. Mamy wyposażone gospodarstwa, które teraz mogą pójść w obce ręce, bo polski rolnik nie może zarabiać i spłacać kredytów.

- Polski rolnik walczy o takie ceny, które zapewnią mu opłacalność - powiedział do zebranych pod KPRM senator Jerzy Chróścikowski. Przewodniczący NSZZ "Solidarność" RI przypomniał postulaty protestujących: mówił o obronie własności ziemi, potrzebie uruchomienia możliwości sprzedaży bezpośredniej, zagwarantowania minimalnej opłacalności na rynkach rolnych.

- Przyjechało więcej autobusów niż było przewidziane - mówił przewodniczący protestu Zbigniew Obrocki. - Nie wyjedziemy stąd, dopóki nie załatwimy sprawy. Kilkakrotnie prosiliśmy premier o rozmowy. To jest autentyczny problem, a nie jakieś widzimisię rolników. My walczymy o przyszłość naszą i naszych dzieci. Protesty w kraju trwają, jeśli premier nie podejmie rozmów, zaczną się prawdziwe najazdy na Warszawę.

A co protestujący na argument ministra, że "Kryzys cenowy na rynkach rolnych nie powstał nad Wisłą"?

- Jeśli wszystko jest w Brukseli, to może rozwiążmy Ministerstwo Rolnictwa. Po co nam to Ministerstwo Rolnictwa? Ogólne zasady są w Brukseli, a każdy kraj ma swoje własne instrumenty; Sawicki jeździł na wycieczki do Brukseli, nic nie załatwił - mówi Obrocki.

Sławomir Izdebski podczas rozpoczęcia demonstracji informował, że nie ma odzewu na złożone wczoraj w KPRM pismo. Nie spodziewa się, że premier wyjdzie do protestujących. A co po pikiecie?

- Rozkładamy zielone miasteczko i jutro będzie tu odprawiona msza święta za rolników - zapowiada Izdebski.

Protestujący przygotowali taczkę dla ministra i trumnę z napisem "Rolnictwo".

Artykuł ukazał się  w numerze 3. "Farmera" z 2015 r.