- Według zapisów ujętych w protokole strat  sprzedaż zwierząt, co w następstwie powoduje umniejszenie inwentarza  wg interpretacji formuły zawartej w protokole, nie jest stratą – wyjaśniała Bernadeta Haładuda, członek komisji ds. szacowania -podinspektor ds. ochrony środowiska Urzędu Gminy Chodzież. – Komisja do spraw szacowania na terenie gminy Chodzież nie podziela tegoż stanowiska, bowiem wyprzedaż inwentarza  następuje  z prostej przyczyny: brak dostatecznej ilości paszy dla pozostałych zwierząt, na co wpływ ma obniżenie plonów spowodowanych właśnie przymrozkami.

Wójt gminy Chodzież otrzymał informację od Aidy Januszkiewicz- Piotrowskiej, zastępcy dyrektora Wydziału Infrastruktury i Rolnictwa Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, że szacowanie strat musi następować dla całości produkcji: „(…) wprawdzie straty z powodu przymrozków wystąpiły w produkcji roślinnej, niemniej do szacowania zakresu i wysokości szkód w całym gospodarstwie rolnym powinna być ujęta zarówno produkcja roślinna, jak i zwierzęca. Nie ujmowanie w protokole całości produkcji jest niezgodne z obowiązującymi w  tym zakresie przepisami”.

Poseł Stanisław Stec podczas obrad Sejmu 28 lipca tak tłumaczył ministrowi Sawickiemu potrzebę zmian:

- Głównie jednak, panie ministrze, o co chodzi? Gminy, w imieniu rolników, i Wielkopolska Izba Rolnicza - wszyscy są zaskoczeni zmianą sposobu szacowania strat. Po prostu strata w całym gospodarstwie musi wynieść ponad 30 proc. Są takie sytuacje, że gospodarstwo sprzedaje inwentarz, ponieważ nie ma już bazy paszowej z powodu suszy, to powoduje dodatkowe dochody   i zmniejszenie straty, lecz nie bierze się pod uwagę tego, że to trzeba będzie po prostu odnowić. Ponadto ceny prognozowane, przygotowane przez ośrodek doradztwa rolniczego odbiegają od cen rynkowych, są w niektórych przypadkach zawyżone. Czy pan minister spotka się z zainteresowanymi i czy spowoduje pan urealnienie szacowania strat, bo w gminie Kamieniec na 102 wnioski tylko 2 wnioski, przy tym systemie szacowania strat, zostały uznane za stratę losową?  Brak tej straty pozbawia możliwości otrzymania pomocy socjalnej i pomocy kredytowej na wznowienie produkcji rolnej.

Podobne problemy widział Robert Telus, Prawo i Sprawiedliwość:

- Panie ministrze. jeżeli chodzi o PROW, żadne prawie gospodarstwo nie dostanie złotówki   z tej pomocy, dlatego że tam są warunki, których nie można przeskoczyć, m.in. jest warunek, że muszą być szkody w uprawach i w budynkach. W powiecie opoczyńskim są szkody tylko w budynkach, w powiecie przysuskim tylko w uprawach. Dlatego tego warunku nie można spełnić i nie dostaniemy pieniędzy.   A przecież można by z tego skorzystać, to są pieniądze unijne. Tak jak pan powiedział, jest to duża kwota, bo tego jest w sumie około 100 mln euro, dlatego potrzeba prawdziwego działania ministra, nie tylko takiego na pokaz, jak to zrobił pan premier, tylko wyjścia do ludzi.

Odpowiedź ministra nie pozostawiała wątpliwości: pomoc i przepisy są dobrze przygotowane:  - Jeśli chodzi o to odtwarzanie, tam rzeczywiście jest wymóg straty w gospodarstwie minimum 30 proc., natomiast nie ma takiej sytuacji, jak pan mówi, że jeśli w danym powiecie są tylko straty w budynkach trwałych, a nie ma w uprawach, to jego mieszkańcy z programu nie skorzystają. Skorzystają na odbudowanie, na odtworzenie tych budynków. Druga sprawa dotyczy gospodarstw, gdzie uprawiono paprykę. To są straty w majątku trwałym, jeśli chodzi o tunele, i każde z tych gospodarstw będzie mogło ubiegać się o środki z tego programu. Mówiłem o tym wielokrotnie, więc prosiłbym bardzo, żebyśmy nie stwarzali wrażenia, że coś jest niemożliwe, bo jak mówimy, że coś jest niemożliwe, to 90 proc. rolników w ogóle nie wzywa do siebie komisji, nie podpisuje protokółu strat, bo jeśli wszyscy mówimy, że coś jest niemożliwe, to po co robić.

Posłowie powinni zaangażować się w objaśnianie rolnikom sposobu wypełniania wniosków, a pomoc na pewno otrzymają.

- Zdaję sobie sprawę z warunków pogodowych, z warunków klimatycznych, z ryzyka, jakie ponoszą rolnicy w trakcie naszej produkcji, bo mamy produkcję pod gołym niebem, zależną od warunków atmosferycznych – mówił Marek Sawicki. -  Chcę jednak powiedzieć, panie pośle, że trzeba rozdzielić dwie sprawy, trzeba rozdzielić sprawę odszkodowawczą w związku z warunkami pogody w produkcji, trzeba oddzielić kwestię ryzyka produkcyjnego od kwestii strat spowodowanych kataklizmami żywiołowymi. I teraz kwestia, o którą chodzi panu posłowi: owszem, zawsze ta granica 30 proc. jest dla ludzi złą granicą. Ale gdyby to była granica 15 proc, też nie byłaby dobra, gdyby to była granica 50 proc., też gdzieś na tej granicy ludzie się łapią. Te 30% wynika wprost z przepisów unijnych, zgodnie z którymi pomoc państwa przysługuje rolnikom wtedy, kiedy te straty w wyniku klęsk wynoszą powyżej 30 proc. Chcę wyraźnie podkreślić, że musimy wspólnie nadal pracować nad systemem ubezpieczeń upraw  i zwierząt, bo to właśnie ten system powinien gwarantować nam ubezpieczenie od ryzyka produkcyjnego. Natomiast dzisiaj uchwycenie w programach odtworzeniowych tych wąskich barier pomiędzy kilkunastoma czy kilkudziesięcioma procentami w zakresie strat oczywiście nie jest łatwe. Tutaj musi być rozsądek komisji, tu musi być solidność, bo też trzeba pamiętać o tym, że to są publiczne pieniądze, które wcześniej czy później także podlegają kontroli.

"Rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków realizacji programu pomocy dla rodzin rolniczych, w których gospodarstwach rolnych lub działach specjalnych produkcji rolnej powstały szkody spowodowane wystąpieniem w 2011 r. huraganu, deszczu nawalnego lub przymrozków wiosennych, przedłożone przez ministra pracy i polityki społecznej", pozwalające na realizację pomocy zgodnie z uchwałą rządu z 26 lipca, nie zostało dotąd opublikowane.