W sobotniej "GW" Mirosław Biedroń, założyciel strony Myzbieramy.pl, opowiada, że rozmawiał ze znajomymi w Kanadzie. Mówił im, że ma małe pole truskawek, ale jakoś mu nie wyrosły, więc niestety ich nie zbierze. Powiedzieli mu wówczas, że "oni z kolei żadnego poletka nie mają, a i tak całą rodziną zbiorą w tym roku brzoskwinie". Opowiedzieli mu o współdzieleniu ekonomii oraz o samozbiorach, zatem czymś, co w Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle popularne.

Zafascynowany pomysłem Biedroń założył stronę Myzbieramy.pl. Ogłaszają się na niej gospodarstwa, plantacje i farmy proponujące chętnym zbiory produktów. Do niedawna na stronie było kilka ogłoszeń przecierających szlak samozbiorów. W tym roku jest ich dużo.

Wśród propozycji są niemal wszystkie owoce i warzywa: porzeczki wszystkich kolorów, maliny, jabłka, ogórki, śliwy, jagody kamczackie, wiśnie, agrest, bób, fasolka szparagowa czy ziemniaki.

 – Jest nawet pasieka z samodzielnym zbiorem miodu czy mleko - na razie jeszcze bez opcji własnoręcznego dojenia – podaje "GW".

Chętni do samozbiorów znajdują na stronie interesujące ogłoszenie i bezpośrednio z gospodarzami dogadują się w kwestii tego, na jakich zasadach mogą zebrać płody.

 – Ludzie chętnie płacą za to co zbiorą, o ile cena jest niska. Czasami to jakaś mała opłata, czasami wystarcza sama pomoc. Niektórzy gospodarze dogadują się na przykład z gośćmi, że ci zbiorą jeden koszyczek dla siebie, jeden dla nich. Wielu ogłaszających się traktuje takie zbiory jako inwestycję w relacje z ludźmi. Tworzą siatkę przyszłych klientów, którzy wrócą do nich po płody rolne, a może zaproszą innych – mówił gazecie twórca serwisu Myzbieramy.pl.