Autorzy obydwu strategii – unijnego Zielonego Ładu i Polskiego Ładu dla rolnictwa - obiecują korzyści szczególnie właścicielom małych i średnich gospodarstw. Czy rolnicy w tych programach dostrzegają nowe możliwości, wiążą z nimi nadzieję na utrzymanie gospodarstw i własnych rodzin z pracy na roli? O opinię zapytaliśmy rolnika, który teoretycznie winien zyskać na wprowadzeniu Zielonego i Polskiego Ładu.

-Prowadzę kilkunastohektarowe gospodarstwo, mam chlewnię na 18 loch, a do tego świadczę usługi rolnicze – mówi Norbert K., młody rolnik z Mazowsza.-A mimo to nie widzę w dalszej perspektywie możliwości utrzymania rodziny z gospodarstwa. Nie widzę też dla siebie nowych kierunków rozwoju.

-Gdy przejmowałem gospodarstwo, wmawiano rolnikom, że trzeba zwiększać skalę produkcji i zoptymalizować koszty. Dlatego zainwestowałem i zmodernizowałem chlewnię. Bardzo dziś żałuję tej decyzji, bo produkcja trzody okazała się najbardziej niewdzięczną i nieprzewidywalną branżą. Nikomu, kto tak jak ja znalazł się w strefie zapowietrzonej, czy objętej ograniczeniami, nie muszę tu niczego tłumaczyć. Dokładam do każdego tucznika i ratuje mnie tylko to, że mam jeszcze własną paszę – ubolewa nasz rozmówca.

-Gdy hasło „skala produkcji” się wytarło, przekonywano nas do dywersyfikacji źródeł przychodów. Skorzystałem z programów wsparcia i kupiłem maszyny, by świadczyć usługi rolnicze – opowiada rolnik. -Problem w tym, że nie ma dziś komu tych usług świadczyć, bo rolnicy wkoło rezygnują z dalszego prowadzenia gospodarstw. Padły chlewnie, padły kurniki, została tylko ziemia, ale ta jest głównie V klasy, więc trudno z niej wyżyć.

-W efekcie produkuję trzodę i wykonuje usługi tylko dlatego że muszę, ze względu na warunki udziału w programach wsparcia. I nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł zakończyć tą nierentowną działalność – przyznaje mazowiecki gospodarz. Już dziś w mojej rodzinie wiążemy koniec z końcem tylko dlatego, że każdy ma jakąś pracę poza gospodarstwem.

-Zielony Ład oznacza w mojej ocenie zupełną katastrofę dla polskiego rolnictwa. Nikt przy zdrowych zmysłach w mojej sytuacji nie zdecyduje się przecież na produkcję ekologiczną – uważa nasz rozmówca. -Na moich słabych ziemiach bez porządnego nawożenia muszę zapomnieć o opłacalności i zadowalających plonach. A skąd niby miałbym brać ekologiczny obornik, skoro produkcja zwierzęca wokół padła? Próbowałem już kiedyś produkcji warzyw, ale w tej branży konieczne są dodatkowe ręce do pracy, a pracowników do gospodarstwa znaleźć nie sposób. Trudno tu też o konkurencyjność, skoro nasz rynek zalewają warzywa z ciepłych krajów, np. Egiptu czy Maroka, w których koszty uprawy są dużo niższe.

-Unia Europejska wbrew wszelkim ekonomicznym i logicznym argumentom postanowiła zostać zieloną wyspą. Dziś już mamy próbkę skutków, jakie pociąga za sobą polityka klimatyczna Brukseli: kryzys energetyczny i dramatyczny wzrost cen, również paliw i środków do produkcji rolniczej. Trudno o optymizm, bo rokowania co do opłacalności dalszej produkcji są raczej marne – ocenia młody rolnik z Mazowsza.

- Odebrałem już parę telefonów od znajomych gospodarzy, którzy pytają, czy nie wziąłbym ich pól w dzierżawę – wyznaje pan Norbert. -Coraz więcej rolników poddaje się i rezygnuje. I myślę, że tak się to niestety skończy: zostaną tylko wielkie gospodarstwa, ale tylko takie które potrafią dobrze liczyć. One nas jednak żywić nie będą, bo sprzedawać będą za granicę. My żywność będziemy w całości importować.

-Jedyna zaś namacalna korzyść, jaką dostrzegam w Polskim Ładzie to kilkadziesiąt dodatkowych złotych w zwrocie za akcyzę na paliwo, bo tylko kilka hektarów mam na własność, a resztę w dzierżawach – dodaje gospodarz. -Owszem, odbudowa rodzimego przetwórstwa to słuszny postulat, ale w jego realizację ciężko mi uwierzyć. O państwowym holdingu słyszymy od dwóch kadencji i żaden zakład mięsny jeszcze nie powstał. A gdyby powstał, to niby jak miałby przetrwać w warunkach wolnego rynku i konkurencji z wielkimi koncernami, które przejęły kontrolę nad produkcja żywności?

Nasz rozmówca zrezygnował niestety z ujawnienia nazwiska. Czemu?
-Kiedyś już skrytykowałem polityków za pomysły dotyczące rolnictwa i gorzko tego pożałowałem. Nie mam ochoty gościć u siebie kolejnych kontroli i czekać na kolejne kłody rzucane pod nogi – wyznaje rolnik.