Aż 3 dni trwała interwencja obrońców zwierząt ze stowarzyszenia Otwarte Klatki i krotoszyńskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami na lisiej fermie we wsi Durzyn pod Krotoszynem. Aktywistom udało się ocalić tylko 18 lisów.

Większość hodowanych na lisiej fermie zwierząt zdechła już bowiem z pragnienia i głodu. Pozostawione bez żadnej opieki zwierzęta zjadały się nawzajem. Te które mogły, przegryzały drewniane podłogi klatek i uciekały. Właśnie wygłodniałe lisy biegające po wsi, zmusiły mieszkańców wsi do zaalarmowania służb.

Gdy aktywiści w asyście policjantów weszli na teren fermy, większość pozostałych lisów już jednak nie żyła. W klatkach leżały głównie truchła padłych lub zeżartych przez pobratymców zwierząt. Przy życiu znaleziono tylko 18 sztuk, które jednak wymagają leczenia. Część tych lisów trafiła do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach.

Jak się okazało, właściciel fermy przebywa w więzieniu, lecz miał zapewnić hodowli należytą opiekę. Jak twierdzą aktywiści, Powiatowy Inspektorat Weterynarii nie zainteresował się losem zwierząt. Nawet gdy kontakt z tymczasowym opiekunem fermy całkiem się urwał.

Otwarte Klatki przyznają, że nie stać ich na utrzymanie lisów. Zbierają datki na budowę wolier, karmę i opiekę weterynaryjną.