Wicepremier, minister rolnictwa Henryk Kowalczyk ocenił, że sytuacja żywnościowa w Ukrainie jest "dramatyczna", szczególnie w tych miastach, które są bombardowane. Do tych miast nie może dotrzeć pomoc humanitarna, transporty są ostrzeliwane.

- Ustaliliśmy, że będziemy pomagali żywnościowo i będziemy dostarczać artykuły spożywcze do Ukrainy w części zachodniej, a sami Ukraińcy będą ją rozwozić - mówił minister. Będą to "suche" racje żywnościowe, tj. produkty o długim terminie przydatności do spożycia, np. puszki czy makarony.

Kolejną sprawą są problemy dotyczące rolnictwa. Na terenach, gdzie są Rosjanie, tj. na wschodzie i południu Ukrainy, rolnicy nie mogą przystąpić do prac polowych - Rosjanie strzelają do rolników, niszczą paliwo. Jest ogromna groźba, że wielkie obszary Ukrainy w ogóle nie będą obsiane. Stąd przyszłość żywnościowa w tym kraju jest w ogromnym zagrożeniu - wskazał Kowalczyk.

- Polska nie tylko będzie dostarczać pomoc żywnością, ale zagwarantowałem ministrowi Romanowi Leszczenko, że wszyscy uchodźcy są bezpieczni i mają wszystko co potrzeba - powiedział mediom Kowalczyk.

Żywność dla Ukrainy będzie pochodziła z dwóch źródeł: od darczyńców prywatnych, poprzez zbiórki organizacji charytatywnych oraz z zapasów Agencji Rezerw Strategicznych - wyjaśnił Kowalczyk.

Minister zapytany o to, jak wojna wpłynie na ceny żywności, stwierdził, że ma ona ogromy wpływ poprzez np. wzrost cen zbóż na świecie i w Polsce. Dodał, że to oczywiście pociągnie wzrost cen pozostałych produktów rolno-spożywczych.

Kowalczyk zapewnił, że jeżeli chodzi o bezpieczeństwo żywnościowe, to Polska jest pod tym względem bezpieczna. Zaznaczył, że Polska jest dużym eksporterem żywności i wystarczy jej nie tylko do wykarmienia ludności w kraju, ale i dla uchodźców z Ukrainy.

Według Kowalczyka, w kontekście rosyjsko-ukraińskiej wojny UE powinna zintensyfikować swoją produkcję rolną, KE powinna też zmienić założenia Zielonego Ładu np. dotyczące ugorowania części ziemi rolnej.