Wspomniany mężczyzna i dwie kobiety oskarżani są o znęcanie się nad kurczakami, które zostały wysłane w kurierskiej paczce. Według prokuratury w wyniku ich działań w transporcie padło 30 kurczaków - podaje Nowa Trybuna Opolska. Wszyscy naruszyć mieli przepisy ustawy o ochronie zwierząt, które mówią, że transportu zwierząt należy dokonywać tak, by nie narażać ich na zbędny stres lub cierpienie.

Proces trojga osób przed nyskim sądem to efekt zawiadomienia, które wpłynęło do prokuratury w ubiegłym roku. Oskarżonym o znęcanie się nad zwierzętami zgodnie z ustawą grożą kary nawet trzyletniego więzienia. Żadne z nich nie przyznaje się jednak do winy.

Hodowca-hobbysta z gminy Głuchołazy zamieścił na internetowym portalu aukcyjnym anons, o zamiarze sprzedaży 14-tygodniowych kurczaków. Gdy zgłosili się kupcy w okolicach Wrocławia, zapakował kurczaki do 2 tekturowych kartonów, po 15 sztuk w jednym. Jak zeznawał przed sądem - w pudełkach zrobił otwory, by ptaki się nie udusiły, a do środka wrzucił kawałki owoców, by mogły ugasić głód i pragnienie. Przy otworach na pudłach nadawca miał umieścić napisy z ostrzeżeniami: "Nie zasłaniać" i "Uwaga ptaki".

26-letni mężczyzna przyznał, że kilkakrotnie wcześniej wysyłał drób w podobny sposób i ptaki bezpiecznie trafiały do odbiorców. Tym razem po paczki również przyjechał kurier z Pocztexu i bez zastrzeżeń zabrał przesyłki. Miały ona dotrzeć do odbiorców w ciągu 24 godzin.

Jak się okazało w toku śledztwa, do sortowni w Nysie paczki dotarły w kiepskim stanie i dwie pracownice postanowiły je owinąć folią, by pudełka nie rozpadły się w dalszym transporcie. Wieloletnie pracownice poczty przyznają, że miały świadomość, iż wewnątrz kartonów są żywe ptaki. Twierdzą, że zostawiły w pudłach niezasłonięte otwory, by kurczaki mogły oddychać. Do kolejnej sortowni we Wrocławiu kurczaki dotarły jednak martwe.

Obie pracownice poczty przyznają, że często miały do czynienia żywymi zwierzętami w paczkach i nigdy nie zostały przeszkolone, jak z nimi postępować. Proces trwa.