Świadkowie zareagowali, widząc że jałówka nie ma siły wstać, a gospodarz najpierw dźga ją widłami, a potem przywiązuje ją do ciągnika i wlecze po ziemi - donosi Głos Wielkopolski.

Gdy na miejsce przybyli policjanci, przedstawiciele Urzędu Gminy, inspekcji weterynaryjnej i gnieźnieńskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, na pomoc dla jałówki było już za późno. Weterynarz zdecydował się uśpić zwierzę, by skrócić jego cierpienia.

W oborze znaleziono jeszcze 3 krowy, a w chlewiku 2 świnie. Zwierzęta brodziły po kolana w odchodach, spod skóry sterczały im żebra, nie miały dostępu do paszy ani wody. Po podwórzu biegało jeszcze 8 szczeniaków, a suka stała przywiązana łańcuchem, bez budy ani wody. Wokół walały się resztki padliny.

Z właścicielem gospodarstwa nie udało się policjantom i urzędnikom porozumieć. W efekcie interwencji zwierzęta zostały mu odebrane. Psy trafiły do schroniska, zaś zwierzęta gospodarskie gmina przekazała pod opiekę rolnikom. Policja prowadzi postępowanie w tej sprawie.