Policję i Urząd Gminy w Rutkach (woj. podlaskie) zaalarmował Powiatowy Lekarz Weterynarii w Zambrowie, gdy właściciel firmy utylizacyjnej poinformował go o zleceniu na odbiór około 20 sztuk martwych krów z pewnego gospodarstwa. Kobieta, która prosiła o zabranie padłych zwierząt nie była nawet w stanie podać ich dokładnej liczby. Powiatowy weterynarz polecił firmie wstrzymać się z wyjazdem i w asyście policji udał się we wskazane miejsce.

W oborze leżało 16 padłych zwierząt, a kolejne dwie krowy znaleziono przykryte częściowo ściółką. Jedyna pozostała przy życiu krowa była tak wycieńczona, że lekarz zdecydował przerwać jej męczarnie. Lekarz nie miał wątpliwości - krowy padły z głodu i pragnienia. Większość leżała w oborze od kilkunastu dni.

Policja zatrzymała 24-letnią właścicielkę gospodarstwa, która trafiła do aresztu. Następnego dnia prokurator przedstawił jej zarzut, że od grudnia do lutego br. ze szczególnym okrucieństwem znęcała się nad posiadanymi zwierzętami, utrzymując je w niewłaściwych warunkach bytowania, bez dostępu do pokarmu i wody. Kobieta tłumaczyła się, że nie radziła sobie z obowiązkami, które spadły na nią po niedawnej śmierci rodziców. Nie dość, że musiała zajmować się swoimi dziećmi, musiała też zaopiekować się młodszym rodzeństwem i prowadzić gospodarstwo.

Prokurator zdecydował o zwolnieniu 24-latki z aresztu za poręczeniem w kwocie 1 tys. zł. Grozi jej kara do 3 lat pozbawienia wolności.