Zakończył się właśnie proces apelacyjny Tomasza R. - 63-letniego myśliwego z Zamościa, który w listopadzie 2015 r. podczas polowania w miejscowości Dyniska pod Tomaszowem Lubelskim postrzelił swojego znajomego.


Tomaszowi R. groziło 5 lat więzienia. Sąd Rejonowy w Zamościu w marcu br. skazał go na 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, zapłatę 10 tys. zł grzywny i po 40 tys. zł zadośćuczynienia dla dwojga członków rodziny zmarłego. Obrońca Tomasza R. odwołał się od tego wyroku. Sąd Okręgowy w Zamościu podtrzymał jednak wyrok sądu pierwszej instancji.


Feralne polowanie było legalne, zgłoszone przez koło łowieckie. Brało w nim udział 20 myśliwych i 15 naganiaczy. W jego trakcie Tomasz R. oddał strzał do biegnącego dzika, ale nieumyślnie postrzelił Apolinarego M. Pocisk trafił go w prawe udo i rozerwał tętnicę i żyłę podkolanową. Ranny wykrwawił się zanim na miejsce dojechali ratownicy.


Tomasz R. – przedsiębiorca z Zamościa - nie przyznawał się do popełnienia przestępstwa. Uważał, że śmiertelny postrzał był efektem rykoszetu – że pocisk odbił się o konar drzewa. Zarówno zeznania świadków, jak i opinie biegłych, w tym wyniki analizy balistycznej, nie potwierdzały jednak jego wersji zdarzeń.

Zdaniem prokuratury Tomasz R. złamał szereg zasad dotyczących wykonywania polowania i oddał strzał w niedopuszczalnej, bo zagrażającej innym uczestnikom, sytuacji. Według śledczych, Tomasz R. oddał strzał w kierunku biegnącego dzika, ale wzdłuż linii myśliwych, a wystrzelony pocisk nie rykoszetował.