O sprawie informuje portal Wirtualna Polska. Pewna mieszkanka Kiełpina pod Kartuzami spacerując z psem, usłyszała piski, dobiegające z pojemnika na odpady stojącego przy ul. Raduńskiej, tuż za bramą fermy drobiu. Wewnątrz ujrzała żywe pisklęta wśród skorupek jak i różnych odpadków. Zbulwersowana nagrała wszystko telefonem, film umieściła na swoim profilu w mediach społecznościowych. O fakcie zawiadomiła też policję, która wszczęła postępowanie w tej sprawie.

Jak powiedział Wirtualnej Polsce st. sierż. Daria Olchowik z Powiatowej Komendy Policji w Kartuzach, właścicielka pobliskiej fermy twierdziła, że małe kurczaki znalazły się w kontenerach z powodu awarii urządzeń. Policjanci wspólnie z inspektorami weterynarii sprawdzają procedury obowiązujące w firmie, oraz czy nie doszło do naruszenia przepisów.

Po kilku godzinach od zgłoszenia, do sprawy włączyli się aktywiści OTOZ Animals, którzy przyjechali na fermę, by zabrać kurczaki. Jak donosi wp.pl, zastępca wojewódzkiego inspektora sanitarnego w porozumieniu z władzami zakazał jednak wydania OTOZ piskląt. Kurczęta zostały umieszczone w kontenerze i zamknięte w garażu na fermie, by po naprawie urządzenia do gazowania poddać je utylizacji.