Skutki tegorocznej suszy rolnicy i samorządy gminne szacują jeszcze po staremu. Te w najbliższych latach, prawdopodobnie także będą oceniane w taki sam lub podobny sposób. Pojawia się jednak pytanie, czy można tak dalej pracować, skoro wszyscy krytykują rzetelność i skuteczność tych metod.

Rolnicy podnoszą tu m.in. kwestię technologicznego zacofania w tym zakresie, w porównaniu z innymi krajami UE. - W Niemczech wszystko pokazuje satelita, nie trzeba zbierać komisji ani zmuszać jej do tracenia czasu na chodzenie po polach – wskazuje Julian Sierpiński, prezes Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej. - Człowiek zawsze się może pomylić, źle czy subiektywnie ocenić. Poza tym, dla rolnika najważniejszy jest przecież czas, a w naszych realiach na oszacowanie szkód czeka się stanowczo zbyt długo.

Piotr Burek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej również jest zdania, że komisje to słaby punkt obecnie stosowanego sposobu szacowania szkód po klęskach żywiołowych na wsi. - Trzeba wykorzystać nowoczesne technologie. Są przecież satelity, są również drony – wskazuje Piotr Burek.

Według Wiktora Szmulewicza, prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych zmiany w obecnych rozwiązaniach są potrzebne i to nie tylko ze względu na opóźnienia technologiczne. Problem dotyczy również ludzi, których jest zbyt mało, a przez to nie są w stanie szybko i dokładnie ocenić stanu szkód np. w gminie, gdzie zgłosiło je np. tysiąc gospodarstw.

- Z taką sytuacja zdarzyła się w tym roku w mojej gminie – opowiada Szmulewicz. – Nie da się tego zrobić, jest za mało ludzi, za mało czasu, za mało środków. Dlatego część rolników chociaż zgłosiło straty, to nie czeka na komisje, bo nie może. Mają do wyboru: albo zbiorą już teraz plony, gdy jest dobra pogoda, albo poczekają do jesieni na przybycie komisji, gdy ich pole zniszczą deszcze. Wtedy nie zbiorą nic. A być może zostaną jeszcze oskarżeni o celowe marnowanie plonów, aby wyłudzić odszkodowanie, tani kredyt lub ulgi podatkowe. Dlatego Szmulewicz radzi rolnikom wykorzystywać rozwiązanie zastępcze, czyli zbierać plony w czasie dobrej pogody, a dla komisji do sprawdzenia zostawić jeden łan zboża, czy rzepaku.

- Na zachodzie do szacowania strat, ale i zagrożeń wykorzystywane są satelity, ortofotomapy. Tam wszystko odbywa się bardzo szybko i sprawnie - mówi Leszek Grala, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej. Polskie realia oddaje tymczasem anegdotyczna już sytuacja, jaka zaistniała w jednej w gmin na Dolnym Śląsku, gdzie komisja do szacowania strat wywołanych suszą została powołana bardzo szybko, ale jeden z jej członków miał urlop, a drugi był chory. I choć formalnie działała, to w rzeczywistości nic nie robiła.

Samorządowcy wskazują również na konieczność zmian w zakresie funkcjonowania stacji pogodowych w starej formule. Te obecnie działające powstały w latach 60. i 70.. Obecnie wiele z nich należałoby przenieść w bardziej odpowiednie miejsca, bo ze względu na zmianę warunków środowiskowych czy urbanistycznych są mało przydatne - nie odzwierciedlają sytuacji pogodowej w regionie.