- Bez aktywności samych obywateli nie będzie rozwoju wsi - mówił Michałowski. Jego zdaniem, dobrobyt wsi zależy przede wszystkim od tego, jak bardzo zaangażują się mieszkańcy w realizację wspólnych przedsięwzięć. Przypomniał, że jest to już trzecie spotkanie, poświęcone tematyce wiejskiej, które odbywa się w ramach Forum Debaty Publicznej pod patronatem Bronisława Komorowskiego.

Tematem czwartkowej dyskusji było wdrażanie tzw. małych projektów w gminach. Chodzi o inicjatywy, które podejmują tzw. lokalne grupy działania (LGD), aby poprawić atrakcyjność swojego środowiska lub móc wspólnie uczestniczyć w jakiejś imprezie. Mogą więc np. zaproponować budowę obiektów turystycznych np. pomostu dla kajaków, zorganizować świetlicę wiejską, zorganizować festyn czy dożynki, odnowić zabytek znajdujący się we wsi, czy odbyć spotkanie z weteranem lub okazji z Dnia Dziecka.

Lokalne Grupy Działania opierają się o partnerstwo trzech sektorów: społecznego, gospodarczego i publicznego. W skład takiej grupy może wchodzić np. samorząd gminny, lokalny przedsiębiorca np. właściciel sklepu i Ochotnicza Straż Pożarna - jako organizacja pozarządowa, mogą do niej należeć też osoby fizyczne. Taka grupa musi być sformalizowana, najczęściej przybiera ona formę stowarzyszenia lub fundacji. W całej Polsce jest ich ok. 360.

LGD działają w ramach programu Leader, który jest częścią Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013 i jest finansowany z unijnych pieniędzy. Wnioski umożliwiające uzyskanie wsparcia grupa musi złożyć do stosownego urzędu marszałkowskiego. Na małe projekty grupa może dostać od 4,5 tys. do 25 tys. zł.

Program Leader ma wspierać inicjatywy oddolne, ale - jak mówili uczestnicy spotkania - jest on trudny do realizacji, gdyż pozyskanie pieniędzy jest skomplikowane. Przede wszystkim zwrot środków następuje dopiero po zrealizowaniu projektu, oznacza to, że najpierw trzeba wyłożyć własne pieniądze, a to jest barierą - informowali przedstawiciele LGD.

- Wdrażamy program Leader czwarty rok, miał on być przeznaczony dla inicjatyw społecznych chcących zaktywizować środowiska lokalne (...) mamy wrażenie, że program idzie w złym kierunku, możliwości są niewykorzystane - mówił Tadeusz Kacprzak, wójt gminy Inowrocław (LGD Czarnoziem na Soli). - Wniosek jest za obszerny (15 stron), wymagane jest dużo zaświadczeń i załączników, procedury - zbyt skomplikowane, a rozpatrywanie wniosku - za długie. Dodatkowo nabór wniosków jest tylko raz w roku - wyliczał mankamenty Kacprzak.

O tym, że wniosek jest trudny do wypełnienia, informował także prezes LGD Puszcza Białowieska Mirosław Stepaniuk. Dodał, że choć instrukcje są obszerne, to beneficjenci i tak mają problem, co można zaliczyć do tzw. kosztów kwalifikowanych.

- Wierzymy w to, że małe projekty są kluczem do wielkich przemian na wsi, wyzwalają dużo entuzjazmu u mieszkańców, którzy się w nie zaangażują, aczkolwiek system, w którym funkcjonują ma wiele wad - podkreśliła Inga Kawałek z LGD Dorzecze Słupi. Jej zdaniem, jest zbyt duże obciążenie biurokratyczne i zbyt skomplikowane procedury. Poinformowała, że w jej regionie projekty dotyczą głównie turystyki, a więc budowy przystani wodnych, tras rowerowych czy promocji różnych imprez.

Wniosek jest trudny do wypełnienia, sprawia to problemy nawet pracownikom, którzy tym zajmują się na co dzień - przyznał Jacek Kukowski z Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego. Dodał, że z tego powodu ok. 1/3 projektów nie uzyskuje dofinansowania.

Kukowski uważa jednak, że trudno uprościć formularz wniosku, bo wiąże się to z koniecznością zmian różnego rodzaju aktów prawnych, a to wymaga czasu. Ale, jego zdaniem, można przeszkolić uczestników LGD, którzy mogliby lepiej wypełniać formularze.

W czwartkowym spotkaniu wzięło udział ok. 180 osób, byli to głównie przedstawiciele lokalnych grup działania z całego kraju oraz urzędów marszałkowskich