Jak donosi niderlandzki portal nieuweoogst.nl, tamtejszy sektor ogrodnictwa odnotowuje coraz większe straty. Dla przykładu: 42 procent trafiających na rynek kwiatów ulega zniszczeniu, bo nie znajduje nabywców. To efekt m.in. zamykania granic i spadku eksportu. Pozostałe 58 proc. kwiatów jest sprzedawane po kosztach. Drastycznemu spadkowi popytu i cen towarzyszą problemy z znalezieniem pracowników do pracy przy uprawach. Ogrodnikom, z których słyną Niderlandy, zagląda w oczy widmo bankructwa. Holenderski sektor upraw ozdobnych przeżywa bezprecedensowy w historii kryzys.

Więcej na ten temat: 

A jak to wygląda na polskim podwórku? - Na naszym rynku, handel owocami, warzywami i kwiatami odbywa się, jak na razie, bez ograniczeń czasowych i specjalnych zakłóceń - poinformowała w rozmowie z farmer.pl Anna Kaszewiak z Warszawskiego Rolno-Spożywczego Rynku Hurtowego SA w Broniszach. - Ale co trzeba przyznać, dostawy kwiatów są mniejsze i odbywają się tylko pod konkretne telefoniczne lub mailowe zamówienia odbiorców. Wynika to z tego, że wiele kwiaciarni w wyniku aktualnej sytuacji epidemiologicznej jest pozamykanych, nie działają targowiska, nie odbywają się warsztaty florystyczne, nie odbywają się żadne większe imprezy, gdzie zamawiano kwiaty do dekoracji. Nikt nie kupuje więcej towaru, niż na daną chwilę faktycznie potrzebuje - dodała Anna Kaszewiak.

Według obserwacji ekspertki z rynku hurtowego w Broniszach, producenci na razie na bieżąco dostarczają wcześniej zamówiony towar do np. obsadzania publicznych parków czy skwerów i ten towar jest odbierany. Ale już sprzedaż wiosennych kwiatów  rabatowych na działkę czy na balkon jest mniejsza niż dotychczas. Większość społeczeństwa - w obliczu epidemii - stosuje się do zaleceń pozostawania w domach. Jeśli już z niego wychodzimy to głównie po świeży chleb, a nie z myślą o kupnie kwiatów na balkon na pobliskim bazarku.

- Zbliżają się popularne imieniny Zbigniewa, Bogdana, Katarzyny, Lidii. Ceny kwiatów są nadal porównywalne do tych notowanych w ub. roku, ale w tym roku prawdopodobnie nikt kwiatów nie będzie kupował, ograniczając się - co zrozumiałe - do kontaktu telefonicznego z solenizantami. Za chwilę będziemy mieli też święta. Tu też spodziewam się ograniczonych dostaw kompozycji kwiatowych np. do kościołów czy na nasze stoły, a co roku był to dobry okres na zarobek. Taka sytuacja z pewnością odbije się niebawem na finansach zarówno producentów kwiatów, jak i kwiaciarni - podkreśla Anna Kaszewiak.

Część dostawców będzie się ratowała sprzedażą przez internet, ale trudno powiedzieć, czy ten kanał dystrybucji sprawdzi się akurat w przypadku tej branży. Nie można też bagatelizować faktu, że epidemia koronawirusa za chwilę - jeśli nie już - istotnie negatywnie wpłynie na poziom siły nabywczej Polaków.  

Czy w związku z tym, możemy się spodziewać takiej sytuacji, jaką obserwujemy na holenderskim rynku? - Nasz system handlu na rynku kwiatowym jest nieco inny niż w Holandii - twierdzi ekspertka rynku w Broniszach. Ale trzeba się liczyć z tym, że epidemia koronawirusa odbije swoje piętno również na branży ogrodniczej.