Przykładem jest przypadek rolnika z Wielkopolski, który zadzwonił do naszej redakcji z prośbą o interwencję. Bartosz Szepczyński z Gorzewa w gminie Ryczywół, w powiecie obornickim, zdecydował się na kontraktowy opas bydła dla zakładów mięsnych Biernacki. Dziś – jak twierdzi – zagląda mu w oczy widmo bankructwa, bo za swoją pracę nie otrzymał wynagrodzenia.


– 14 kwietnia 2018 roku firma ZPM Biernacki - Skup i Hodowla bydła dostarczyła mi 50 sztuk bydła w wadze 290 kg. Została mi przedstawiona umowa tuczu kontraktacyjnego oraz wszystkie warunki, rozliczenie miało nastąpić po sprzedaży bydła – opowiada Bartosz Szepczyński. – Ustalona została cena 5 zł za 1 kg przyrostu. Niestety, bydło w pewnym momencie przestało przybierać na wadze. Zgłosiłem ten problem przedstawicielom firmy i zostałem poinformowany, że mam sprzedać bydło, a umowa zostanie rozliczona bez żadnej dla mnie szkody.

– 16 listopada 2019 roku firma przysłała ciężarówki po bydło, które zostało zważone i załadowane. Po 1,5 roku opasu w mojej oborze zwierzęta miały ledwie po 610 kg brutto – wyjaśnia nasz rozmówca. – Firma po dwóch tygodniach przysłała mi rozliczenie ze zmienioną ceną z 5 zł za każdy kilogram przyrostu na 2 zł/kg. Nie mogłem się na to zgodzić i wystawiłem fakturę na kwotę 75 tys. zł, która była zgodna z umówionymi wcześniej warunkami współpracy. Fakturę dostarczyłem do firmy Biernacki. Po kilkunastu dniach faktura została nam odesłana wraz z pismem, w którym domagano się korekty płatności na kwotę 17 tys. zł netto.

– Sama pasza dla bydła kosztowała 120 tys. zł. Firma tymczasem twierdzi, że nie spełniłem warunków umowy, bo bydło było źle karmione. Kontrolerzy jednak zawsze zjawiali się około południa, a przecież pasza była zadawana wcześnie rano i wieczorem – ubolewa rolnik.

– Według mnie zawiniła tu wyłącznie jakość wstawionych do mojej obory cieląt. Słaba genetyka uniemożliwiła skuteczny opas w przewidzianym terminie, bo nie dało się uzyskać normalnych przyrostów. Ja robiłem wszystko, by bydło osiągnęło dobre wyniki, to przecież było w moim interesie. Dlaczego sam miałbym sobie szkodzić? – pyta rozgoryczony hodowca.

– Poniosłem koszty i napracowałem się, a teraz okazuje się, że to wszystko na marne. Zostałem bez pieniędzy, które są mi potrzebne do dalszej produkcji. Mogę stracić płynność finansową, bo na takie straty nie mogłem się przecież przygotować – przyznaje zleceniobiorca.

W połowie lipca 2019 roku, czyli kilka miesięcy przed odbiorem pierwszej partii opasów, rolnik zawarł jeszcze drugą umowę kontraktową i ta sama firma dostarczyła mu 17 sztuk bydła. Jak twierdzi rolnik, cielęta były w bardzo słabej kondycji – wychudzone oraz kaszlące.

– Podejmowałem kolejne próby rozmów z firmą „Biernacki”, lecz bez rezultatu. Gdy wreszcie zagroziłem, że sprawę nagłośnię, zjawili się jej przedstawiciele, aby odebrać mi pozostałe bydło w wadze 300 kg, zakontraktowane w lipcu 2019r. Znów stwierdzili, że bydło jest źle karmione. Nie wydałem zwierząt, a wtedy przedstawiciele firmy zagrozili, że wrócą z policją aby je odebrać. Po interwencji prawnika bydło zostało w moim gospodarstwie. Sprawa znajdzie pewnie finał w sądzie. Ja jednak tych należnych mi pieniędzy potrzebuję już teraz, by gospodarstwo mogło normalnie funkcjonować.

W imieniu rolnika z Gorzewa zwróciliśmy się o wyjaśnienia do zakładów „Biernacki”. Zamiast spodziewanej odpowiedzi otrzymaliśmy e-maila, w którym przedstawicielka firmy prosi o cierpliwość i obiecuje udzielenie odpowiedzi w późniejszym terminie. Odpowiedź jednak nie dotarła, a kolejna prośba o komentarz w tej sprawie również nie odniosła skutku.