- Uważamy, że działania prokuratury i policji wobec nas były błędem, do którego organa ścigania powinny się przyznać. Użyto wobec rolników środków przymusu, które były zupełnie bezzasadne i nieadekwatne do sytuacji - powiedział dziś przed Prokuraturą Okręgową w Piotrkowie Janusz Terka, znany rolniczy działacz związkowy i producent trzody.

-Żaden z zatrzymanych 7 grudnia rolników nie stawiał oporu, nikt nie odmawiał współpracy. Tu mamy ziemię, swoje gospodarstwa, tu musimy doglądać zwierząt i nikt nie zamierzał uciekać, bo nie czujemy się niczemu winni - wyjaśniał zebranym dziennikarzom szef piotrkowskiej Solidarności RI i izby rolniczej. -Dlaczego policja dobijała się do naszych drzwi o godz. 5 rano, przeszukiwała nasze domy, zabierała pieniądze, telefony i dokumenty? Dlaczego zakuwano rolników w kajdanki? -pyta związkowiec.

-Wiemy, że w całej Polsce toczą się bliźniacze śledztwa dotyczące domniemanych nieprawidłowości przy sporządzaniu świadectw zdrowia zwierząt - stwierdził Jacek Wlaźlak, producent trzody z powiatu piotrkowskiego. -Dlaczego tam postępowania te są prowadzone w sposób cywilizowany i prokuratorzy zwyczajnie wzywają rolników do złożenia wyjaśnień, a nas potraktowano jak zorganizowana grupę przestępczą?

- Moją żonę w kajdankach zaprowadzono do prokuratury, chociaż to ja płaciłem za świadectwa. Zabrano nam dokumentację gospodarstwa, konieczną w razie kontroli, a do tego zarekwirowano telefon, w którym mam sterowanie automatyką w chlewni. Jak miałem rozmawiać z ludźmi, którzy nie mają pojęcia o prowadzeniu gospodarstwa i hodowli zwierząt? - mówi J. Wlaźlak.-Od dwóch lat produkcja trzody jest nieopłacalna, a nam zabiera się z domów ostatnie pieniądze.

- W kajdankach wyprowadzono z domu moja córkę, która jedynie nam w gospodarstwie pomaga. Powód taki, że dzwoniła do lekarza. Ja takich rozmów czy sms-ów wykonałem dziesiątki czy setki. Dlaczego prokuratura w ten sposób potraktowała moje dziecko? - pyta Janusz Terka.-Stawiane rolnikom zarzuty są całkowicie niezrozumiałe. Oskarża się nas, że dzwoniliśmy czy wysyłaliśmy esemesy do urzędowych lekarzy z prośbą o wystawianie świadectw zdrowia dla świń przygotowanych do sprzedaży. Od kiedy kontakty z weterynarzami, z którymi musimy na co dzień współpracować są nielegalne? Przecież musimy uzyskać świadectwo żeby sprzedać świnie. O wadze tych zarzutów niech zaświadczy fakt, że zatrzymani weterynarze już wrócili do pracy, a żaden rolnik nie przyznał się do zarzutów.

- W naszej opinii była to akcja, która miała na celu zastraszenie rolników, aby obciążyli lekarzy weterynarii. Nie ma naszej zgody na takie działania. Próbuje się skonfliktować rolników z lekarzami i służbami weterynaryjnymi, na co też nie ma naszej zgody - zastrzega Terka.-Dlatego w środę przed tą prokuraturą w Piotrkowie zapowiadamy rolniczy protest. Będziemy się domagać, by ktoś wytłumaczył się z działań, których padliśmy ofiarami. Będziemy się domagać, aby organa ścigania zajęły się prawdziwymi przestępcami i tropieniem prawdziwych przestępstw.