Aż cztery z pięciu pożarów miały miejsce we wsi Potok, w gminie Złoczew, piąty zaś w sąsiedniej Nowej Wsi. W miniony poniedziałek z dymem poszła sterta słomy w jednym z gospodarstw w Potoku. Straty oszacowano na 5 tys. zł.

Trzy dni wcześniej w tej samej wsi paliły się budynki gospodarcze, a straty wyniosły kilkadziesiąt tys. zł. 14 marca płonęły stery słomy zarówno w Potoku, jak i Nowej Wsi. Pierwszy zaś pożar w Potoku miał miejsce 6 marca br. Wtedy również spaliła się sterta słomy.

Wszystkie pożary łączy ta sama przyczyna – nikt nie ma wątpliwości, że są dziełem podpalacza. Tylko dzięki ofiarności strażaków ogień nie przenosił się na kolejne zabudowania. Każdy pożar to nie tylko straty materialne, ale i ogromne koszty dla służb. Każdorazowo do akcji gaśniczej zaangażowane zostało kilka jednostek zawodowej i ochotniczych straży pożarnej. 

Piroman wciąż jednak pozostaje nieuchwytny dla policji. Gospodarze tymczasem nie mogą spać spokojnie.