Na skwerze między blokami na osiedlu Podzamcze w Wałbrzychu buchtowało stado dzików. Nagle podjechał samochód terenowy z przyczepką i wysiadł z niego mężczyzna z bronią długą. Mimo obecności ludzi, w tym dzieci wracających ze szkoły, zastrzelił 6 dzików i zaczął ładować tusze na przyczepkę.

Przestraszeni mieszkańcy zawiadomili policję. Funkcjonariusze na wieść o strzelaninie pojawili się niezwłocznie i wylegitymowali uzbrojonego mężczyznę. Okazało się jednak, że działał on za zgodą ratusza, który zawarł z nim umowę na likwidację dzików w obszarze miasta – donosi Gazeta Wyborcza.

Sprawa zbulwersowała mieszkańców i szybko znalazła oddźwięk w mediach, również ogólnopolskich. Wszak przepisy nie dopuszczają polowania na terenie miasta, a jeśli jest konieczny odstrzał zwierzęcia, to konieczne jest zabezpieczenie terenu. Władze miasta przyznały, że wałęsające się po mieście dziki stanowią coraz większy problem, a wszelkie metody pozbywania się niechcianych gości w humanitarny sposób nie przyniosły skutku. Wydały więc zgodę na odstrzał dzików w granicach miasta. Nie tak jednak wyobrażały sobie wykonanie zleconego myśliwemu zadania.

W efekcie Urząd Miasta złożył do prokuratury zawiadomienie przeciwko myśliwemu. Prezydent miasta Roman Szełemej w wydanym oświadczeniu wyraził oburzenie zaistniałą sytuacją i poinformował o „natychmiastowym wstrzymaniu działań myśliwych”. Polski Związek Łowiecki również złożył zawiadomienie do prokuratury, a do tego stanowczo odciął się od działań prowadzonych przez magistrat we współpracy ze strzelającym między wieżowcami mężczyzną.

Z wydanego przez PZŁ oświadczenia dowiadujemy się, że odstrzał w Wałbrzychu zrealizowała osoba fizyczna, a nie żaden czynny myśliwy i nie brało w nim udziału żadne koło łowieckie. „Polski Związek Łowiecki nie ma nic wspólnego z planowaniem, realizacją czy nadzorem nad odstrzałem redukcyjnym. Uważa, że winien on być wykonany na zasadach ustalonych między urzędem miasta a konkretnym myśliwym wybranym do redukcji. Przepisy ustawy Prawo łowieckie stanowią, że niedopuszczalne jest oddawanie strzału do zwierzyny w odległości mniejszej niż 150 m od zabudowań. Dlatego też Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Wałbrzychu złożył 7 grudnia zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez osobę dokonującą odstrzału redukcyjnego.”

Jak udało ustalić dziennikarzom TVN24, mężczyzna strzelający na wałbrzyskim blokowisku wcale nie był myśliwym. Za swoje poprzednie wybryki został bowiem wydalony ze swojego koła łowieckiego i żadne inne nie chciało go przyjąć.