Jak czytamy na portalu Gazety Wrocławskiej, dwa polowania na dziki w powiecie strzelińskim na Dolnym Śląsku nie doszły do skutku z powodu akcji aktywistów z Wrocławskiego Ruchu Antyłowieckiego.

Grupy myśliwych, które przed tygodniem wyruszyły do lasu, by dokonywać odstrzałów dzików, natknęły się na ekologów. Młodzi ludzie z foliowymi workami i transparentami oznajmili, że właśnie w ramach akcji „Stop śmieciom w lasach, borach i na polach” sprzątają las i odmówili oddalenia się na bezpieczna odległość. Myśliwi wezwali policję, tłumacząc, że polowanie było zaplanowane i odbywa się zgodnie z przepisami, oraz wytycznymi dotyczącymi zwalczania ASF.

Policjanci owszem przybyli i ekologów wylegitymowali. Nie znaleźli jednak podstaw, by przerwać ich akcję sprzątania lasu. Uznali również za uzasadnione ich uwagi, że rejon polowania nie został dostatecznie oznakowany, prze co myśliwi stwarzają zagrożenie. Aktywiści twierdzili oczywiście, że ich akcja przypadkiem zbiegła się w czasie z terminem polowania. W tych okolicznościach myśliwi dali za wygraną i rozjechali się do domów.

Na fejsbukowym profilu Wrocławski Ruch Antyłowiecki zamieścił relację z tego wydarzenia: „19 stycznia, w niedzielę pasjonaci czystego powietrza i wolnych od śmieci pól i lasów ruszyli na łowy. Dostaliśmy wiele sygnałów, że pod Strzelinem aż roi się od śmieci i jest to dość uciążliwe dla mieszkańców. Jak się szybko okazało znaleźliśmy dwa zbiorowiska śmieci. Grupa spacerowa podzieliła się na dwie ekipy i ruszyliśmy do sprzątania. Nie od dziś wiadomo, że tam, gdzie lubią zbierać się na łowy myśliwi, tam najwięcej śmieci. Niestety nasza akcja antyśmieciowa nie spodobała się zbytnio łowczym i ci wezwali policję. Policja nas spisała, ale sprzątania pól i lasów nie mogła zabronić. Ostatecznie spacerowicze sprzątający pola i lasy oraz myśliwi rozjechali się do domu koło południa.”