Dramat rozegrał się rankiem 7 marca br. Kłęby dymu nad chlewnią widoczne były z odległości kilku kilometrów. Zauważył je przypadkowy kierowca, przejeżdżający drogą w okolicy i zaalarmował straż pożarną. Chlewnia składała się z dwóch połączonych obiektów inwentarskich. Gdy strażacy przybyli na miejsce, spłonął już niemal całkowicie dach na jednym z budynków.

Mimo błyskawicznej akcji, dach zawalił się. W środku było 300 macior i około 3 tysiące prosiąt - wszystkie zginęły już wcześniej, w wyniku zatrucia dymem. Strażakom udało się nie dopuścić do przeniesienia ognia na drugi budynek. Tam znajdowało się 1.800 prosiaków i 600 loch. Dzięki natychmiastowemu oddymieniu pomieszczeń, zwierzęta udało się uratować. Ilośc padłych sztuk ze względu na skutki zatrucia dymem może się jednak zwiększyć.

Na miejscu działało 18 zastępów straży pożarnej. Akcja była utrudniona, bo wydajność wodociągu okazała się niewystarczająca. Ratownicy musieli pompować wodę również z pobliskiego stawu. Działania utrudniał również gęsty, gryzący dym. Jeden ze strażaków uczestniczących w akcji uległ wypadkowi. Z urazem kolana przetransportowała go do szpitala w Toruniu.

Przyczyny pożaru nie są jeszcze znane, będzie je ustalać specjalna komisja. Jak informuje straż pożarna, straty oszacowano wstępnie na 5 milionów złotych.