Jak dowiadujemy się z fejsbukowych relacji organizatorów, protesty były wyrazem sprzeciwu wobec nieudolnych działań rządu na rynku owoców i niekontrolowanego importu owoców z Ukrainy, w wyniku których polscy sadownicy nie mogą za uczciwą cenę sprzedawać jabłek w kraju, ani eksportować owoców na wschód. Bezpośrednim impulsem do protestów był jednak brak wypłat za skupione przez spółkę Eskimos (z gwarancjami rządu) owoce oraz obecna sytuacja w skupie owoców.

Sadownicy pojawili się wczoraj m.in. przed gmachem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. W ramach protestu chcieli wysypać tam jabłka, ale akcję uniemożliwiła policja. Jak czytamy w komentarzu AGROunii, państwo udowodniło na przykładzie policji, że potrafi działać skutecznie, więc dlaczego równie skuteczne nie jest w sprawach dotyczących rolnictwa.
Wobec niepowodzenia pikiety pod ministerstwem, organizatorzy rozsypali wieczorem jabłka na Placu Unii Lubelskiej w Warszawie. Relację z tego wydarzenia można obejrzeć na fejsbukowym profilu AGROunii. Podobna akcja miała również wczoraj miejsce w Górze Kalwarii. W protestach wzięli udział sadownicy z rejonu Grójca, Warki i Góry Kalwarii.

„Sadownicy nie będą ukrywać na wsiach swojego dramatu, spowodowanego brakiem możliwości sprzedaży owoców. Niech ludzie widzą, że mamy problem” - czytamy w jednym z postów, zamieszczonych na wspomnianej stronie. W kolejnych zaś: „Nie ma tak, że czegoś można zabronić. Nie ma tak, że nasz dramat pozostanie niepokazany. Władza może zrobić bardzo dużo, żeby to co dotyka Polską wieś zostało niezauważone ale my na to nie pozwolimy. Prawda?”.

-Można obstawić wszystkie ważne budynki w Warszawie policją, ale takie maskowanie problemu nie przyniesie rozwiązania. Dokładnie miesiąc temu mówiliśmy, ze to my jesteśmy silniejsi i jest nas więcej. Na pewno się nie poddamy – zapowiada Michał Kołodziejczak, przywódca AGROunii.