Dramatyczne wypadki stały się udziałem rolnika ze wsi Szumleś Królewski w gminie Nowa Karczma w powiecie kościerskim na Pomorzu. Jak relacjonuje Radio Gdańsk, lecący 17 maja nad pastwiskiem balon spłoszył mu stado krów, które pognały do lasu. Hodowcy udało się odszukać część stada i spędzić bydło do gospodarstwa. Cztery krowy znikły jednak bez śladu.

Rolnik nie dawał jednak za wygraną. Zaginione krowy odnalazł dopiero po tygodniu, w lesie 15 kilometrów od pastwiska. Jak się okazało, zwierzęta na siedem dni ugrzęzły w bagnie. Stały zanurzone w błocie po szyje.

Jak opowiedział rozgłośni rolnik Jan Kosater, trzeba było na miejsce ściągać ciężki sprzęt, by zwierzęta wyciągnąć z grzęzawiska. Bydło było skrajnie wycieńczone i nie mogło samodzielnie chodzić. Trzeba było je przewieźć do gospodarstwa. Jedną z krów rolnik musiał oddać do uboju, bo nie miała szans na przeżycie. Nie wiadomo jeszcze czy pozostałe wrócą do zdrowia po tych przeżyciach.

Hodowca uważa, że winę za jego straty ponosi baloniarz, który przeleciał na tyle nisko nad jego gospodarstwem, że domownicy słyszeli huk palnika. Poszkodowany uważa, że pilot powinien zmienić trasę lub wznieść się wyżej, widząc przed sobą stado krów. Jego nieodpowiedzialne zachowanie doprowadziło do cierpienia zwierząt i naraziło na poważne szkody ich właściciela.

Radio Gdańsk dotarło do pilota balonu. Ten stwierdził, że sprawą zajęła się już firma ubezpieczeniowa, w której ma polisę. Pokrzywdzony rolnik zamierza walczyć o sprawiedliwość. Jak donosi rozgłośnia, sprawa znajdzie prawdopodobnie finał w sądzie.