Podczas Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi przedstawiciele organizacji rolniczych przede wszystkim jako pierwszy i koronny argument swoich przekonań i oceny sytuacji, podawali brak określenia ceny za akcje KSC. Ich zdaniem ten element jest najważniejszy i dopiero po jego obwieszczeniu możliwe są dalsze rozmowy, a z informacji resortu skarbu wynika, że będzie ona podana dopiero na koniec tego miesiąca.


Kolejnym problem dla uprawionych do nabycia akcji plantatorów i pracowników jest fakt, że w tym trzecim podejściu wymagany będzie 15 proc. wkład własny wartości nabytych walorów. Pozostała część akcji mogłaby być dopełniona przez wspomaganie ze strony KSC.

- Pracujemy nad tym, aby doprowadzić do dywersyfikacji co do wkładu własnego, ale chcielibyśmy aby ten wkład własny na jakimś poziomie utrzymać - mówił podczas posiedzenia Zdzisław Gawlik, wiceminister skarbu. Zaznaczył, że zapłata pozostałych kwot byłaby rozłożona na siedem lat w ratach rocznych.

Jeśli chodzi o drugie podejście do prywatyzacji to Gabriel Janowski przypomniał, że związki plantatorów i minister ustalili, że 1 sierpnia roku ubiegłego przystąpią do prywatyzacji, a jej idea sprowadza się do dwóch ważnych elementów. Po pierwsze, że nastąpi utworzenie kapitału rezerwowego na nabywanie przez spółkę akcji własnych w celu ich umorzenia i na ten cel zapewniono 321 mln zł oraz że będzie sfinansowana pożyczka na nabycie akcji przez osoby uprawnione ponad 235 mln zł - ta suma miała posłużyć do tego, aby ta prywatyzacja się powiodła - mówił Janowski. Niestety proces został zamknięty w kwietniu tego roku.

- Przecież w pierwszych dwóch prywatyzacjach pieniądze na pierwszą wpłatę miały pochodzić ze spółki na te 20 proc. i to nie miała być żadna darowizna, tylko pożyczka, którą trzeba było podpisać, zabezpieczyć i oddać. Teraz jest mowa o tym, że trzeba to zmienić, przynieść 15 proc. tej pierwszej wpłaty z domu, to znaczy pójść do banku i wziąć drugą pożyczkę. Czym będą się różniły te pieniądze - pytał Józef Pawela, przedstawiciel plantatorów KSC. Jego zdaniem to jest pierwszy punkt, który już na samym starcie zniechęca uprawionych do wzięcia udziału w prywatyzacji.

Kolejnym jest fakt, że w momencie zakupu akcji nabywca osiąga prawo do dywidendy spółki, ale nie ma do czasu spłaty kredytu, a więc tych siedmiu lat, prawa głosu.

- Rzecz, że ja jako uprawiony kupuję akcje, dostaję prawo dywidendowe, a prawo głosu do końca spłaty zostawia sobie Skarb Państwa, jest nie do przyjęcia. Jak może być coś takiego, że decyduje on za właściciela akcji. Może on pokierować tą spółką w jakim kierunku zechce, może poprowadzić politykę finansową tak jak zechce, nawet firmę zadłużyć do takiego stopnia, że nie będziemy w stanie nigdy w życiu jej z tego wyciągnąć - dodał Pawela.

Jego zdanie podziela Krzysztof Nykiel, prezes Rady Związków Plantatorów Buraka Cukrowego przy Krajowej Spółce Cukrowej. - Nie zgadzam się z tym zapisem, że plantatorzy będą spłacać akcje przez siedem lat, a ministerstwo będzie rządzić. To jest tak jakbym sprzedał samochód, ale dopiero po spłaceniu rat, pozwolił nim jeździć - dodał Nykiel.

Konsensus już na poziomie rozmów w sejmowej komisji rolnictwa zawarto w stosunku do ograniczeń zapisywania się jednego uprawionego nie więcej niż na 1 proc akcji - o czym była mowa w nowej koncepcji prywatyzacji KSC, ale ograniczenia jej do nawet 0,1 proc. Ten zabieg miałby wpłynąć na zabezpieczenie kumulacji jednego podmiotu.

To nie koniec postulatów organizacji branżowych związanych ze spółką, ale wolę negocjacji wyraziły zarówno plantatorzy, którzy w obecnym kształcie na razie nie widzą szans na pomyślny finał prywatyzacji, jak też resort skarbu.

Trzeba jednak przyznać, że wiele kontrowersji podczas środowego spotkania wywołał temat dywidendy, która zdaniem plantatorów ma za zadanie tylko „załatać" rosnącą dziurę budżetową państwa z niekorzyścią dla spółki.

- Wypłata dywidendy zaliczkowej jest przewidziana w obowiązujących przepisach prawa i określony porządek postępowania doprowadza do tej sytuacji. Żeby jej wypłata mogła nastąpić musi być poprzedzona stosownym wnioskiem i decyzją zarządu (...) Pamiętać trzeba, że Krajowa Spółka Cukrowa ma określony przedmiot działalności, na pewno nie jest bankiem, który ma utrzymywać niewiadomą ilość gotówki - tłumaczył wypłatę wiceminister skarbu.

- Rada Nadzorcza uznała za zasadne, żeby za ostatni okres zgodzić się na wypłatę dywidendy zaliczkowej na poziomie 14 groszy na akcje. Zaliczka ta łącznie wynosi ponad 138 mln zł w tym Skarb Państwa pozyskał z tytułu dywidendy zaliczkowej ponad 110 mln zł - wyliczał Gawlik.

Za wypłatę tej dywidendy ministra „wyliczyły" praktycznie wszystkie osoby - przedstawiciele organizacji rolniczych, które zabrały głos podczas posiedzenia.

- KSC w ciągu trzech lat przyniosła 1,320 mld zł czystego zysku w postaci dywidendy - mówił Janowski. Jak dodał wypłata dywidendy zaliczkowej to jest kpina. - Zagarniając te 138 mln zł w tak ważnym momencie dla spółki - podał. Te pieniądze powinny być zdaniem plantatorów przeznaczone na modernizację spółki.