W 1997 r. rolnik spod Szamotuł Tomasz Kaczmarek został wywłaszczony przez urzędników z ok. 1 ha ziemi w Chybach w okolicy Tarnowa Podgórnego. 10 lat później zwrócił się do niego poznański radca prawny Augustyn P., oferując pomoc w uzyskaniu odszkodowania. Na podstawie zawartej między stronami umowy, radcy przysługiwało 30 proc. wartości odszkodowania. Sprawa się przeciągała, a rolnikowi brakowało pieniędzy, więc radca udzielał mu pożyczek. Kiedy kwota pożyczek była dla rolnika niewystarczająca, bo w tym czasie rozpoczął remont w domu, radca zaproponował mężczyźnie umowę cesji i sprzedaż prawa do odszkodowania.

W 2009 r. podczas wizji terenu rolnik dowiedział się od urzędników, że nie jest właścicielem ziemi. Okazało się także, że urzędnicy wpłacili już niemal 1,3 mln zł na konto nowego właściciela działki, któremu Kaczmarek miał nieruchomość sprzedać. W toku śledztwa okazało się, że tym nowym właścicielem ziemi jest mąż córki radcy prawnego.

W trakcie procesu przed Sądem Okręgowym w Poznaniu pełnomocnik rolnika Robert Dakowski tłumaczył, że poszkodowany mężczyzna jest osobą upośledzoną intelektualnie w stopniu umiarkowanym, nie ukończył szkoły podstawowej ani specjalnej i "trudno od niego wymagać wnikliwej analizy prawnej czy analizy jakichkolwiek dokumentów".

Sąd Okręgowy, uniewinniając w listopadzie ub. roku Augustyna P. i jego córkę Małgorzatę P.Ż., wskazał, że prokuratura nie przedstawiła jednoznacznych dowodów, które by wskazywały, że oskarżeni rzeczywiście wykorzystali niepełnosprawność umysłową poszkodowanego. W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił m.in., że "poszkodowany jest osobą upośledzoną umysłowo w stopniu umiarkowanym, ale jest również osobą zdolną do prawidłowego postrzegania i odtwarzania rzeczywistości".

W środę poznański sąd apelacyjny utrzymał w mocy wyrok sądu okręgowego, odrzucając apelację prokuratora i pełnomocnika pokrzywdzonego. Sędzia Izabela Pospieska, uzasadniając orzeczenie, podkreśliła, że udzielanie pożyczek pokrzywdzonemu, "doprowadziło w rzeczywistości do moralnie - można powiedzieć - dyskusyjnego układu, w którym rzeczywiście na pewnym etapie przynajmniej teoretycznie mogła powstać wątpliwość co do tego, że oskarżony nie musiał wyważyć interesu własnego i interesu pokrzywdzonego".

- Niewątpliwie ze strony etycznej takie postępowanie było naganne i zasługuje na negatywną ocenę. Nie oznacza to jednak, że wyczerpuje automatycznie znamiona bezprawia ściganego przez przepisy prawa karnego - zaznaczyła sędzia.

Dodała, że Sąd Okręgowy założył, że poszkodowany miał świadomość konsekwencji prawnych i ekonomicznych swoich czynów, "bazował na tym, że pokrzywdzony wielokrotnie w przeszłości przeprowadzał szereg czynności prawnych - sprzedaży; zawierał umowy bankowe, kredytowe, czynności hipoteczne - a co za tym idzie - jego poziom intelektualny pozwalał mu przewidywać skutki zawartej transakcji". Sąd Apelacyjny nie podzielił jednak tego założenia. Sędzia Pospieska tłumaczyła, że "pokrzywdzony jest osobą o ograniczonych możliwościach intelektualnych, mniej więcej na poziomie 10-latka, i że nie zdawał on sobie w pełni sprawy ze skutków prawnych i ekonomicznych".

- Istotna jest jednak kwestia, czy oskarżony i towarzysząca mu oskarżona mieli pełną świadomość tego, że w takim stanie intelektualnym pokrzywdzony się znajduje i chcieli wykorzystać ten jego stan, po to by doprowadzić go do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. W tym zakresie ustalenia sądu były prawidłowe, że brak było podstaw do wnioskowania, że oskarżony miał świadomość ograniczeń intelektualnych, umysłowych pokrzywdzonego, a mało tego, że działał jeszcze tak, że chciał taki jego stan wykorzystać - tłumaczyła.

Sędzia przypomniała również, że "w 2008 roku, w momencie podpisania cesji, nawet pokrzywdzony nie wiedział, że jest osobą upośledzoną. Taki jego stan został po raz pierwszy zdiagnozowany w 2016 r. Przed tym okresem pokrzywdzony funkcjonował normalnie".

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu jest prawomocny.