Protestujący pojawili się pod zakładami w Dobrymdziale, w gminie Wieruszów już około godz. 6, blokując wjazdy na teren firmy. Zakłady „Wędlinka” nie zajmują się ubojem zwierząt, a jedynie rozbiorem mięsa wieprzowego. Rolnicy nie wpuszczali transportów, co do których mieli podejrzenia, iż wiozą mięso czy półtusze spoza Polski. Bez problemów wjeżdżały jednak ciężarówki rodzimych dostawców. Akcja nie powodowała zamknięcia drogi dla mieszkańców i tranzytu nie związanego z funkcjonowanie zakładu.

Skąd wybór właśnie tej firmy, jako miejsca protestu? Jak wyjaśnili organizatorzy, zadecydowała m.in. lokalizacja w pobliżu ruchliwej drogi S8 Warszawa-Wrocław. Rolnicy otrzymali też jednak informację, że firma od pewnego czasu zajmuje się głównie rozbiorem mięsa z zagranicy. Pierwszy zatrzymany przed wjazdem tir te podejrzenia zdawał się potwierdzać. Dlatego protestujący zablokowali transport i konsekwentnie do końca domagali się jego sprawdzenia. Kilka kolejnych ciężarówek przejechało za bramę, bo albo wiozły polskie mięso, albo jechały bez ładunku. Rolnicy twierdzili jednak, że wiele zmierzających do zakładu ciężarówek nie próbowało szczęścia, ale wcześniej zjechało na pobliskie parkingi, by przeczekać blokadę.

Na wieść o proteście do rolników przyjechał poseł Paweł Rychlik (PiS) z Wielunia. Po rozmowie obiecał przekazać postulaty parlamentarzystom i szefom resortu rolnictwa. Wśród tych postulatów znalazły się żądania: natychmiastowego wstrzymania importu żywych świń i półtusz do Polski w cenach dumpingowych, wzmożenia kontroli jakości sprowadzanego do kraju mięsa i przetworów, wprowadzenia rozwiązań prawnych w celu ograniczenia tuczu nakładczego, aktywnej polityki państwa w celu ochrony polskiego rynku, budowy narodowego systemu gospodarki, uwzględniającego interes rodzimych producentów i konsumentów, a także postulaty związane ze zwalczeniem ASF - wypłaty odszkodowan poszkodowanym rolnikom i obiecywanej już redukcji populacji dzików.

Poseł zgodził się zostać, by wesprzeć producentów trzody w mediacjach z przedsiębiorcami. Negocjacje rozpoczęły się o godz. 10 i trwały około godziny. Doprowadziły do konsensusu: właściciele firmy ujawnili skąd pochodzi mięso do rozbioru i zgodzili się na sprawdzenie zatrzymanego przed bramą transportu.

-W tej chwili proporcje dostaw rzeczywiście kształtują się niekorzystnie z punktu widzenia interesów polskiego rolnika – przyznał po rozmowach Jacek Piwowar, dyrektor zarządzający w „Wędlince”. Około 70 proc. trafiającego do nas mięsa pochodzi z importu, a jedynie 30 proc. od polskich dostawców. To jednak wynik wyłącznie warunków ekonomicznych i sytuacji panującej obecnie na rynku, na którą nie mamy wpływu.

- Nie znaczy to jednak, byśmy jako firma polska i rodzinna byli z tej sytuacji zadowoleni – zastrzegał współwłaściciel firmy Piotr Gajewski.-Chcielibyśmy i wolelibyśmy rozbierać mięso pochodzące z naszych świń, od polskich rolników. To byłby naturalny stan rzeczy.

Przedstawiciele zakładów oświadczyli również, że nie widzą powodów, by razem z rolnikami nie pojechać na rozmowy z rządem, by spróbować wypracować wspólnie rozwiązania korzystne dla całej gospodarki narodowej. Po rozmowach telefonicznych z resortem datę takiego spotkania ustalono na najbliższy piątek. Szefowie firmy zgodzili się wreszcie na okazanie dokumentów przewozowych zakwestionowanego przez rolników transportu i uczestnictwo delegatów protestujących przy rozładunku. Jak się okazało w naczepie znajdowały się łopatki wieprzowe przywiezione z Holandii, a pochodzące ze świń ubitych przed kilkoma dniami.

Pięciogodzinna akcja zakończyła się w przekonaniu rolników sukcesem.

- Po pierwsze ujawniliśmy, jak duża jest skala importu wieprzowiny do polskich zakładów, a właśnie ten import jest powodem naszym problemów ze zbytem tuczników po uczciwych cenach. Fakt, że tylko 30 proc. produkcji to mięso od rodzimych dostawców nie oznacza wcale, że jest to polskie mięso, bo polskie ubojnie mogą również dostarczać zagraniczny towar – wylicza Janusz Terka, jeden z liderów protestu. - Po drugie pokazaliśmy, że dialog z branżą przetwórczą jest możliwy, mimo opinii głoszonych przez ministra rolnictwa. Na ostatniej komisji rolnictwa apelowaliśmy do ministra Ardanowskiego o dialog z biznesem, a on twierdził, że przedsiębiorcy nie są zainteresowani i nie widzą w rolnikach partnerów do rozmów. Po trzecie udowodniliśmy, że sedno problemu leży w samej woli działania polityków i urzędników. Nasz sprzeciw jest potrzebny i konieczny, by właściwe działania na rządzących wymóc.

Czym jeszcze dzisiejsza blokada różniła się od poprzedniej w Rawie Mazowieckiej? Właściciele „Wędlinki” zaraz po rozpoczęciu protestu zapewnili, że chcą i będą z protestującymi rozmawiać, by doprowadzić do jak najszybszego rozwiązania konfliktu. Na polecenie dyrekcji pracownicy firmy przynosili protestującym ciepłe napoje, by nie marzli w oczekiwaniu na zakończenie rozmów. Policjanci ograniczali działania do zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom zgromadzenia oraz uczestnikom ruchu drogowego, w miarę potrzeb oferując pomoc obu stronom dla zażegnania konfliktu.

-Zostaliśmy potraktowani jak ludzie, z szacunkiem i zrozumieniem, za co chcielibyśmy podziękować zarówno właścicielom firmy, jak i stróżom porządku – podsumował zgromadzenie Janusz Terka.-Nie musimy mieć wspólnych interesów, ani podzielać tych samych poglądów, by móc rozmawiać i współpracować.