Jak dodała, sąd zawiesił wykonanie wyroku na rok, wymierzył grzywnę w wysokości tysiąca zł i wyznaczył kuratora sądowego.

– Zdaniem sądu rolnik swoim zachowaniem sprowadził niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia wielu osób – powiedziała Janiszewska.

Do zdarzenia doszło w 2018 r. w jednej z wielkopolskich ubojni. Stanisław J. z Żelazkowa postanowił przekazać do uboju krowę. W tym celu wezwał firmę, która zabrała zwierzę. Nie poinformował przewoźnika, że zwierzę jest chore i było leczone penicyliną.

Zgodnie z procedurą lekarze weterynarii tuż przed ubojem zbadali mięso. W wydanej opinii stwierdzili "karłactwo, zmiany organoleptyczne i niezdatność do spożycia". Ich zdaniem zwierzę nadawało się jedynie do utylizacji.

O sprawie zawiadomili Prokuraturę Rejonową w Kaliszu. W wyniku śledztwa mężczyzna usłyszał zarzuty sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz poświadczenia nieprawdy.

Rolnik nie przyznał się do zarzucanych czynów. Przed sądem zeznał, że zwierzę miało trafić do zakładu utylizacji. Osoba zajmująca się skupem żywca zeznała, że rolnik zlecił przewiezienie zwierzęcia do ubojni i nie powiedział, że krowa jest w trakcie leczenia.

Zdaniem lekarzy weterynarii, którzy zeznawali w sądzie, sprawa zapewne nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie doniesienia medialne z 2018 r. o niezgodnych z prawem praktykach rolników dostarczania do ubojni chorych zwierząt. Wówczas na polecenie Głównego Lekarza Weterynarii w Polsce lekarze weterynarii przeprowadzili kontrole tych gospodarstw, z których miały wyjść do sprzedaży pojedyncze sztuki bydła. Wśród skontrolowanych znalazło się gospodarstwo oskarżonego.

Rolnikowi groziło od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.