Do skłusowania żubra doszło we wrześniu ub.r. w lesie koło wsi Bonin w gminie Łobez, w woj. zachodniopomorskim, o czym na naszych portalu pisalismy. Zabite zwierzę znalazł przypadkowy grzybiarz, który zawiadomił o fakcie nadleśnictwo. Okazało się, że żubr zginął w wyniku postrzału w serce. Potem kłusownik bardzo fachowo wytrybował tuszę i wyciął około 90kg mięsa. Odciął również część z ogonem, gdzie umieszczony był czip z danymi o pochodzeniu ściśle chronionego zwierzęcia.

Jak się wkrótce okazało, zastrzelony żubr należał do stada znajdującego się pod pieczą Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego. W rezultacie zleconej sekcji zwłok odzyskano pocisk, który rozerwał serce postrzelonego byka. Śledztwo doprowadziło policjantów do pracownika Nadleśnictwa Łobez.

Ten tłumaczył się, że pomylił żubra z dzikiem. Tym wyjaśnieniom z ust doświadczonego leśnika i myśliwego w jednej osobie na dali jednak wiary ani policjanci, ani przełożeni, ani też aktywiści - obrońcy praw zwierząt, którzy od początku zaangażowali się w sprawę. Przeciw kłusownikowi przemawiał nie tylko fakt, iż żubr jest kilkakrotnie większy od dzika, ale również kradzież mięsa i działania w celu uniknięcia odpowiedzialności.

Leśnik został dyscyplinarnie zwolniony z pracy w Nadleśnictwie Łobez. W poniedziałek rozpoczął się jego proces. Za zabicie chronionego prawem zwierzęcia, oskarżonemu grozi kara do 5 lat więzienia.