W ubiegłym tygodniu donosiliśmy o obławie na stado byków rasy limussine, które uciekły z zagrody w Starym Lesie, w gminie Głuchołazy. Jak donosi Nowa Trybuna Opolska, akcja nie zakończyła się pełnym sukcesem. Z 33 sztuk, które wydostały się z gospodarstwa udało się dotychczas wyłapać 20. 13 byków wciąż ukrywa się w lesie pod Prudnikiem.

Niestety, schwytano głownie młodsze i mniej agresywne sztuki. Te największe osobniki wciąż są na wolności i powodują coraz większe straty na okolicznych polach. Szkody w uprawach liczone są już w dziesiątkach tysięcy złotych, byki zdeptały bądź wyżarły m.in. kilka hektarów rzepaku. Jeden agresywny byk zaatakował też rolnika. Na szczęście mężczyzna zdążył dobiec do traktora i skryć się w kabinie, z której zadzwonił po pomoc.

Schwytanie byków okazało się bardzo trudne. Próbowano zwabić je, przywożąc na miejsce jałówki w rui, ale byki zachowały dystans. Byki pasą się na polach i łąkach, ale w razie zagrożenia uciekają do lasu. Teraz rozważane jest uśpienie zwierząt za pomocą strzałek wystrzeliwanych z broni pneumatycznej. Lekarz, który ma konieczne uprawnienia, musiałby się jednak zbliżyć ze strzelbą do byka na odległość 20 metrów. To niebezpieczne wyzwanie biorąc pod uwagę fakt, że osobni są pobudzone, a ich waga dochodzi do tony.

Hodowca twierdzi, że ktoś celowo zniszczył zabezpieczenia i dlatego byki wydostały z ogrodzonego pastwiska. Teraz obawia się utraty zwierząt, które mają pokaźną wartość. Rolnik wraz z pomocnikami stara się więc z bezpiecznej odległości pilnować stada.